Niemiecka kanclerz będzie zabiegała w Warszawie o poparcie przez Polskę drugiej kadencji obecnego przewodniczącego Rady Europejskiej. Takie informacje przed wizytą Angeli Merkel podało radio RMF FM. To sytuacja bez precedensu: po raz pierwszy w historii o ważne stanowisko unijne walczy polityk, którego kompetencje i jakość przywództwa kwestionuje własny rząd. Bez precedensu są również koalicje „za” i „przeciw” Donaldowi Tuskowi. Popiera go Wyszehrad – czyli kluczowa z punktu widzenia rządu PiS grupa państw i adresat koncepcji Międzymorza. Przeciw byłemu polskiemu premierowi są Francuzi i Włosi. W efekcie stanowisko Prawa i Sprawiedliwości popiera państwo, z którym Polska pozostaje w nader chłodnych relacjach po zerwaniu kontraktu na śmigłowce wielozadaniowe Caracal. Oraz Rzym, który nie krył krytyki pod adresem PiS z powodu nieugiętego stanowiska wobec przyjmowania migrantów (Włochy należą do grupy państw najbardziej dotkniętych kryzysem migracyjnym). Może się zatem okazać, że polski rząd będzie walczył z Tuskiem w zgodzie ze swoimi przeciwnikami i wbrew stanowisku sojuszników.

Francuz nie gra przeciw swoim

Jeśli przyjrzymy się bliżej kampanii dyplomatycznej wokół Tuska, nic nie jest czarno-białe. O ile Warszawa zarzuca mu brak zrozumienia dla polskiego stanowiska w kwestii migrantów, Czesi ustami swojego ministra ds. europejskich Tomasza Prouzy przekonują, że przewodniczący „wykonuje świetną robotę”. To zaskakujące, gdy weźmie się pod uwagę, że zarówno Praga, jak i Warszawa mają zbliżoną ocenę polityki migracyjnej lansowanej do niedawna przez Berlin i Brukselę. Obie stolice są sceptyczne wobec otwierania się na rzesze przybyszów z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Ocenę sytuacji komplikują jeszcze bardziej relacje Tusk – Merkel w kwestii migrantów. Polak był jednym z pierwszych polityków z instytucji UE, który zakwestionował politykę – jak to sam określił na łamach magazynu „The Economist” – „otwartych drzwi i okien”, uznając ją za zabójczą dla Wspólnoty i kreującą populizmy. Deklaracja padła w październiku 2015 r., gdy Berlin naciskał na Europę Środkową, by ta zgodziła się na ogólnounijny rozdzielnik kwot.

Dlaczego zatem Tusk miałby być użyteczny dla Angeli Merkel? Jaka jest jego rola w układzie władzy w UE kreślonym przez niemiecką kanclerz? Jak przekonuje doskonale poinformowany w sprawach unijnych portal Politico.eu, były polski premier po pierwsze: podczas swojej drugiej kadencji będzie słabym – wybranym po batalii z krajem pochodzenia i przez to sterowalnym przewodniczącym Rady Europejskiej. Po drugie: podziela stanowisko Berlina w kwestii negocjacji z Londynem o brexicie. Po trzecie: rozumie logikę Europy Środkowej, postrzeganej w RFN coraz częściej jako źródło niestabilności.

Takich korzyści nie miałby Berlin, gdyby stanowisko szefa Rady Europejskiej objął np. François Hollande (jego służby prasowe dementują pojawiające się mediach informacje, jakoby starał się o tę funkcję). Obecny francuski prezydent co prawda podziela stanowisko Berlina w kwestii brexitu (chce twardych negocjacji z Londynem), jednak w porównaniu z Tuskiem socjalista byłby postacią znacznie silniejszą i mniej zależną od Merkel. W walce o objęcie urzędu Hollande może liczyć na poparcie dyplomacji francuskiej. W wypadku objęcia stanowiska – nawet przy założeniu, że zaplanowane na wiosnę wybory prezydenckie wygra przedstawicielka Frontu Narodowego Marine Le Pen – trudno spodziewać się, by Francuz grał przeciw interesom Francji. Nawet największe różnice światopoglądowe tradycyjnie nie są nad Sekwaną argumentem za łamaniem ogólnonarodowego konsensusu w polityce zagranicznej.

W przypadku Polaka Niemcy będą mogły znacznie skuteczniej rozgrywać partyjne różnice. Szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski wielokrotnie podkreślał, że Tusk „nie powinien się ubiegać o to stanowisko (szefa Rady Europejskiej – red.) bez poparcia rządu”. Takie słowa padły w opublikowanej w listopadzie ubiegłego roku rozmowie na łamach dziennika „Rzeczpospolita”. W wywiadzie dla DGP prezydencki minister ds. zagranicznych Krzysztof Szczerski przekonywał z kolei – nie bez racji zresztą – że były premier zbyt jednoznacznie opowiada się po jednej stronie konfliktu politycznego w Polsce. Chodziło między innymi o wystąpienie wrocławskie, podczas którego Tusk zaapelował „do tych, którzy realnie sprawują władzę w naszym kraju, o respekt i szacunek wobec ludzi, wobec zasad i wartości konstytucyjnych, procedur i dobrych obyczajów”.

My się nie sprzeciwimy, oni go wybiorą

– Nie wyobrażam sobie, by w środku sporu politycznego w jakimkolwiek innym państwie Unii przewodniczący Rady Europejskiej jawnie poparł jedną stronę, opozycyjną wobec rządu, który jest jego formalnym partnerem w UE. Ostatnie wypowiedzi na temat polskiego budżetu to była kolejna otwarta ingerencja w proces polityczny wewnątrz kraju członkowskiego, co jest skandaliczne – komentował w rozmowie z DGP Krzysztof Szczerski. Prezydencki minister przekonywał, że ze strony przewodniczącego widać wyraźną niechęć do utrzymywania kontaktów z przedstawicielami polskich władz.

W kontekście dzisiejszej wizyty Angeli Merkel w Warszawie można jednak zaobserwować ewolucję stanowiska polskich władz i PiS. Jeśli przyjąć, że miarodajne są komentarze doradcy prezydenta Andrzeja Dudy prof. Andrzeja Zybertowicza, należy się spodziewać, że Polska po prostu wstrzyma się od głosu w trakcie głosowania nad Tuskiem. – Jest wiele poważnych zastrzeżeń do Donalda Tuska jako premiera i jako polityka europejskiego. Ale mogę sobie wyobrazić, że w ramach złożonych transakcji i negocjacji unijnych polskie państwo uznałoby, że nie będzie bardzo stanowczo się przeciwstawiało – mówił Zybertowicz na antenie RMF FM.

W praktyce to wystarczy do reelekcji. Jak precyzuje artykuł 9b traktatu lizbońskiego: „Rada Europejska wybiera swojego przewodniczącego większością kwalifikowaną”. Stanowi ona co najmniej 55 proc. członków rady, jednak nie mniej niż 15 z nich, reprezentujących państwa członkowskie o łącznej liczbie ludności stanowiącej 65 proc. ludności UE. Portal Politico.eu podliczył, jak wygląda sytuacja Tuska w odniesieniu do tych regulacji. Z rozmów z unijnymi dyplomatami wynika, że może on liczyć na poparcie co najmniej 18 państw. W tym Niemiec, wspomnianych wcześniej Czech, Belgii, Austrii, Danii, Estonii i Portugalii. Obecna kadencja Tuska kończy się 31 maja tego roku. ⒸⓅ