Populacja tego niewielkiego państwa wzrosła w tym roku (do końca marca) o około 100 tys. osób – wynika z danych Statistics New Zealand. Oznacza to skok o 2,1 proc., czyli najwyższy od 1974 roku, w którym gwałtownie wzrosły globalne ceny ropy, a prezydent Nixon złożył rezygnację z powodu afery Watergate.

Nowa Zelandia, która znajduje się w izolacji, jest względnie bezpieczna oraz politycznie stabilna, jest atrakcyjnym kierunkiem emigracyjnym. Rekordowy przyrost liczby ludności to w zdecydowanej większości obcokrajowcy (72 tys.), chociaż w tym roku wzrosła także liczba rodzimych Nowozelandczyków (o 28 tys.).

- Nowa Zelandia jest wyspą spokoju na niespokojnych wodach – powiedział ekonomista Shamubeel Eaqub. – Niepewność w związku z Trumpem, Brexitem, wzrostem nastrojów prawicowych w Europie oraz skażenie powietrza w Azji; istnieje cała masa różnorodnych czynników, które sprawiają, że Nowa Zelandia jest fantastycznym miejscem do życia – dodaje.

Również gospodarka tego pacyficznego kraju znajduje się w znakomitej kondycji. PKB kraju rośnie średnio o 3 proc. rocznie nieprzerwanie od 5 lat. Jest to zachęta dla mieszkańców tego kraju do pozostania i rezygnacji z emigracji do Australii w poszukiwaniu wyższych płac i możliwości rozwoju zawodowego.

Masowa imigracja wspiera wzrost gospodarczy, jest jednak problemem dla infrastruktury w takich miastach jak Auckland. Największa metropolia w kraju, w której żyje jedna trzecia całej populacji (liczącej 4,8 mln) doświadczyła wzrostu średniej ceny mieszkań do poziomu powyżej 683 tys. dol. Problemem są też coraz bardziej dokuczliwe uliczne korki.

>>> Polecamy: Krytyka Trumpa jest bardzo łatwa. Ameryka wciąż czeka na zapowiadane zmiany