Komentując deklarację o powołaniu zespołu ds. służby zdrowia powiedziała, że może on się stać płaszczyzną znalezienia najlepszych rozwiązań. Zaapelowała do polityków o wycofanie się z politycznego sporu.

W piątek protestujący rezydenci oświadczyli, że przyjmują deklarację o powołaniu zespołu ds. służby zdrowia, ale czekają na ruch rządu, bo dotąd proponowano im tylko zwiększenie liczby specjalizacji z dodatkiem. "Jedyną propozycją rządu jest zakończenie protestu" - mówili. Według ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła zespół przedstawi raport ze swoich prac do 15 grudnia. Minister chce, by w zespole byli przedstawiciele Porozumienia Rezydentów.

"Nie możemy spełnić natychmiast zbyt wygórowanych oczekiwań. To nasi poprzednicy rozważali podniesienie składki zdrowotnej, ale my tego nie chcemy. Gdybyśmy chcieli spełnić postulaty 6,8 proc. PKB w tak krótkim czasie, jak wskazują rezydenci, to teoretycznie znaczyłoby to np. podniesienie składki z obecnie obowiązującej 9 proc. o 55 proc., czyli do składki w wysokości 14 proc." - powiedziała. "Ale podkreślam jeszcze raz, my tego nie chcemy" - zapewniła Joanna Kopcińska.

Według niej spór, coraz ostrzejszy w przestrzeni publicznej, niczemu dobremu nie służy. "To nie rozwiąże problemu, który powstał i nie spowoduje, że zaniechania oraz zaniedbania poprzedników znikną. Musimy znaleźć kompromis - różnią nas jedynie drogi dojścia do tego celu" - powiedziała. W jej ocenie, zespół, który proponuje premier ma być właśnie taką płaszczyzną znalezienia najlepszych rozwiązań - konkretna merytoryczna rozmowa fachowców z osobami, które są odpowiedzialne za budżet państwa.

Jak podkreśliła, PiS ma jednoznaczne stanowisko - chce, by polskie uczelnie medyczne kształciły jak największą liczbę lekarzy, żeby ci lekarze pracowali w godnych warunkach i by pozostawali w Polsce. "Łączą nas wspólne cele, przede wszystkim bezpieczeństwo pacjenta, wysoka jakość w ochronie zdrowie i godne warunki pracy wszystkich pracowników medycznych" - mówiła.

Zdaniem Kopcińskiej poprzednicy PiS nie zwiększali nakładów na ochronę zdrowia. "W tej chwili mówią, że kryzys ogólnoświatowy na to nie pozwalał. Ale trzeba zwrócić uwagę na to, co robili jeszcze. Nie dość, że nie zwiększali tych nakładów w sposób satysfakcjonujący pracowników medycznych, to jeszcze je ograniczali" – powiedziała.

"Ministerstwo zdrowia przywróciło staże dla lekarzy, zwiększyło limit przyjęć na studia medyczne, żeby było w naszym kraju więcej lekarzy. Skutecznie stara się wypełnić miejsca na rezydenturze. Ta luka, którą mamy w zawodach medycznych, nie powstała wczoraj - tylko powstawała latami. Niestety wtedy, kiedy specjaliści wyjeżdżali z Polski, obiecywano nam zieloną wyspę, a zieloną wyspą okazały się kraje, w których lekarze, pielęgniarki znaleźli pracę, bo nikt przez ostatnie lata rządów PO nie próbował ich zatrzymywać" – stwierdziła posłanka.

Jak zauważyła "w tej chwili ci, którzy tak naprawdę mało zrobili dla lekarzy, stają się ich obrońcami". "To jest polityczna hipokryzja"- skomentowała.

"Ustawa o minimalnym wynagrodzeniu oraz dodatek motywacyjny dla ponad 20 specjalizacji, które zaproponował Konstanty Radziwiłł - myślę o dodatku w kwocie około 1200 zł (brutto) - to już skutkuje podwyżkami i to takimi, że w 2021 r. najniższe wynagrodzenie lekarza rezydenta będzie wynosiło około 5200 zł (brutto)" - powiedziała.

Powiedziała, że zgadza się z opinią, iż obecny procent PKB przeznaczony na ochronę zdrowia jest za mały i powinien być zwiększony. "Żaden poprzedni rząd - mówili to również głodujący rezydenci - nie zrobił nic dla ochrony zdrowia. I to jest stan zastany. Porozumienie rezydentów zostało reaktywowane w październiku 2015 r. jako wyraz niezgody na działania poprzedników. My naprawiamy, ale nie da się wszystkiego zrobić na raz" - zaznaczyła.(PAP)

Autor: Sandra Bober

Edytor: Jakub Pilarek, Bożena Ławnicka