4 listopada 2015 roku, gdy kulminował w Niemczech spór wokół polityki wobec uchodźców, reprezentująca CDU Wanka zamieściła na stronie internetowej swego resortu komunikat prasowy, żądający "czerwonej kartki" dla AfD. Była to reakcja na hasło "Czerwona kartka dla (kanclerz Angeli) Merkel! - Azyl potrzebuje granic!", pod jakim AfD organizowała swe uliczne protesty.

Jak zaznaczył prezes Trybunału Konstytucyjnego Andreas Vosskuhle, żądanie "czerwonej kartki" dla AfD narusza gwarantowaną przez art. 21 ustawy zasadniczej równość partii politycznych. Rząd federalny może się bronić przed zarzutami, ale musi przy tym zachować rzeczowość. Nakaz państwowej neutralności obowiązuje także w czasie poza kampaniami wyborczymi - wskazał prezes mającego siedzibę w Karlsruhe Trybunału.

Dodał, że organy państwa nie są powołane do tego, by wzywać obywateli do brania bądź niebrania udziału w demonstracjach partii politycznych i "także tylko pośrednie apele o bojkot są nie do przyjęcia".

Postępowanie przed Trybunałem Konstytucyjnym toczyło się na wniosek AfD. Jak pisze agencja dpa, moment opublikowania orzeczenia jest dla tej partii korzystny, gdyż wyrok odwraca uwagę od najnowszych kontrowersyjnych wypowiedzi jej członków. "Dzięki Bogu, w Karlsruhe są jeszcze sędziowie" - oświadczył jeden z dwóch współprzewodniczących AfD Alexander Gauland. Natomiast zdaniem drugiego współprzewodniczącego partii Joerga Meuthena wyrok powinien być nauczką także dla innych członków rządu.

W wyborach do Bundestagu we wrześniu ubiegłego roku AfD uzyskała 12,6 proc. głosów, co po raz pierwszy zapewniło jej reprezentację w niemieckim parlamencie. Cztery lata wcześniej zdobyła 4,7 proc. głosów i nie osiągnęła w ten sposób 5-procentowego progu mandatowego. (PAP)