Z ogłoszonego projektu ustawy o zmianie zasad organizacji i funkcjonowaniu funduszy emerytalnych wynika, że OFE będą mogły pobierać od wpłacanych przez nas składek nie więcej niż 3,5 proc. Obecnie to najczęściej 7 proc., tylko jeden fundusz Allianz pobiera 4 proc. opłaty. Fundusze spodziewały się obniżki do tego poziomu, ale dopiero od 2014 r.

Projekt zakłada też wprowadzenie maksymalnego limitu opłaty za zarządzanie aktywami. Ministerstwo chce, żeby OFE po osiągnięciu 20 mld zł aktywów pobierały nie więcej niż 8,4 mln zł. Uderza to w duże fundusze (Commercial Union i ING), które obecnie pobierają około 13 mln zł z tego tytułu. Obecnie nie ma też maksymalnego limitu opłat za zarządzanie, więc największe fundusze po osiągnięciu 65 mld zł aktywów pobierałyby za zarządzanie ponad 20 mln zł.

Z szacunków ministerstwa wynika, że gdyby proponowane zmiany były wprowadzone już od początku 2008 r., to w ciągu kolejnych 12 miesięcy na konta członków OFE trafiłoby łącznie 444 mln zł więcej, niż wpłynęło faktycznie. Z tytułu opłaty od składek oszczędności wyniosłyby 383 mln zł, a z tytułu wynagrodzenia za zarządzanie niemal 61 mln zł.

W projekcie ustawy nie ma jednak innego ważnego punktu z założeń przedstawionych przez ministerstwo na początku lutego: stworzenia możliwości bardziej bezpiecznego (fundusz B) i bardziej agresywnego (fundusz C) inwestowania w OFE obok obecnie istniejącego funduszu zrównoważonego. Młodzi mogliby więcej inwestować w akcje, a osoby na pięć lat przed emeryturą mogłyby chronić wypracowany kapitał przed potencjalną bessą w funduszu bezpiecznym.

- To dobre rozwiązanie, bo takie rozłożenie ryzyka inwestycyjnego może podnieść finalną emeryturę o 10-20 proc. w stosunku do inwestowania w fundusz o obecnym profilu inwestycyjnym - mówi Jarosław Jamka, członek razy nadzorczej ING PTE.