Instalacje na bazie technologii wychwytywania i składowania dwutlenku węgla (CCS), która polega na zakopywaniu gazów cieplarnianych głęboko pod ziemią, powstaną w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Holandii, Polsce, Hiszpanii i we Włoszech. Uważa się, że technologia CCS jest niezbędna, o ile świat ma nadal wykorzystywać paliwa kopalne, a zarazem ograniczać emisję dwutlenku węgla.

Klimat przede wszystkim

W zeszłym tygodniu na spotkaniu w Londynie ministrowie energetyki wiodących pod względem gospodarczym krajów wydali oświadczenie, w którym wzywają delegatów na grudniowe rozmowy w Kopenhadze w sprawie zmian klimatycznych do uznania znaczenia CCS dla łagodzenia zmian klimatu. Wybrane inwestycje CCS, które muszą jeszcze uzyskać w przyszłym miesiącu formalne zatwierdzenie parlamentu europejskiego, bazują na różnych wariantach technologii CCS.

Celem jest oddanie do eksploatacji dwunastu tego typu zakładów do 2015 roku i udostępnienie pochodzącej z nich technologii do 2020 roku. Europa rywalizuje z USA o korzyści, jakie przypadną temu, kto pierwszy wejdzie na ten olbrzymi rynek. Do niedawna prowadziła UE, ale oznaki potknięć w unijnym programie wywołały obawy, czy nie pozwoli się wyprzedzić Stanom Zjednoczonym.

Komunikat w tej sprawie poważnie zaniepokoił obrońców środowiska naturalnego. – Inwestycje w tę niesprawdzoną technologię w żadnym razie nie kładą kresu zależności od paliw kopalnych.

Obrońcy środowiska

Nawet jeśli wychwytywanie dwutlenku węgla zda egzamin, nie zostanie wdrożone na tyle szybko, by miało wpłynąć na losy walki ze zmianami klimatu – oświadczyła z kolei Frauke Thies, działaczka Greenpeace, która zajmuje się kampanią na rzecz opracowania unijnej polityki odnawialnych źródeł energii. Poszczególne inwestycje mają otrzymać po 180 mln euro wsparcia z Unii Europejskiej. Wyjątkiem jest włoski projekt, na który przeznaczono 100 mln euro. Unijni urzędnicy zapowiedzieli, że – jeszcze przed zatwierdzeniem listy projektów przez parlament – prawdopodobnie zostanie do niej dopisana mała instalacja francuska.