– Przewiduję wzrost PKB w III kwartale br. nawet do 1,5 proc., a w IV już o 2,2 proc. Zaś ożywienie nabierze mocy w 2010 r. i PKB Polski wzrośnie wówczas do 3,2 proc., co uplasuje nas w czołówce Europy. Jak tak dalej pójdzie, to za kilka lat dołączymy do grona 15 najbogatszych państw kontynentu – uważa dr Maciej Krzak, szef zespołu makroekonomicznego fundacji CASE.

Siłami napędowymi będą: eksport, który wzrośnie o 7,8 proc., pomimo spadku w III kwartale aż o 21,8 proc., oraz inwestycje publiczne (głównie ze środków unijnych) w infrastrukturę. Prywatne nakłady na środki trwałe będą jeszcze spadały, ale polepszenie ogólnego klimatu będzie sprzyjało ich wzrostowi, choć barierą może okazać się utrudniony dostęp do kredytów. Konsumpcja indywidualna będzie rosła w umiarkowanym tempie (o 2,9 proc.) tak jak dotąd (2,1 proc. w 2009 r.), bo bezrobocie będzie się nadal zwiększało do ok. 13 proc., a firmy cięły koszty produkcji.

Polacy nie poddają się

Wzrostowi bezrobocia towarzyszy wzrost aktywności ekonomicznej ludności, inaczej niż w kryzysie z 2002 r., co zaskakuje w czasach osłabienia gospodarczego.  - Nie potrafimy wskazać przyczyn tego zjawiska. Może polityka aktywizacji zawodowej przynosi efekty, może wpływa na to utrudniony dostęp do wcześniejszych emerytur, a może są inne przyczyny, jak np. powrót z emigracji wielu Polaków, którzy nadal wykazują się przedsiębiorczością – mówi Mateusz Walewski. Dlatego CASE obniżyła prognozę bezrobocia do 13 proc. na koniec 2010 r., a stopa bezrobocia BAEL wyniesie wtedy 9-10 proc.

Utrzymać zadłużenie w ryzach

Zdaniem dr Macieja Krzaka znowelizowany budżet państwa będzie wykonywany bez kłopotów w III i IV kwartale. Może okazać się nawet niższy niż zapisano w nowelizacji. – Resort przewidywał w październiku, że deficyt sektora finansów publicznych osiągnie 6,3 proc. PKB w 2009 r. w porównaniu z 3,6 proc. w 2008 r. Nasza prognoza uległa korekcie - będzie to najwyżej poziom 5,8 proc. PKB – zapewnia. 

Jednak nierównowaga finansowa pogłębi się w 2010 r., ale deficyt sektora finansów publicznych wzrośnie tylko o 1 proc. PKB. Grozi to przekroczeniem progu ustawowego 55 proc. PKB przez dług publiczny. 

– Nasza prognoza szerokiego deficytu w 2010 r. jest bardziej optymistyczna, bo zakładamy dużo wyższą dynamikę PKB i stopę inflacji 2,1 proc. oraz wyższe dywidendy ze spółek skarbu państwa i znaczną wpłatę z zysku NBP. Prognozujemy, że dług publiczny nie przekroczy 55 proc. - będzie to 54,9 proc. - mimo dużego ryzyka. Ale nastąpi to w 2011 r., jeśli polityka fiskalna rządu nie zmieni się. Liczę, że pozytywnie zadziałają takie czynniki, jak aprecjacja (umocnienie) złotego o zwiększone wpływy z prywatyzacji - dodaje.

Pokonać zmorę fiskalizmu

Twierdzi, że wysoki deficyt fiskalny jest ustawiczną zmorą polskiej gospodarki i wreszcie trzeba „coś z tym zrobić”.  – Proponuję dwa rozwiązania instytucjonalne: regułę ograniczającą wzrost wydatków, bo zbyt często zwiększają się one szybciej niż przyrasta PKB oraz - co ważniejsze - powołanie Rady Fiskalnej na wzór RPP. Niezależnego ciała ekspertów, które przyglądałoby się prowadzonej polityce fiskalnej i ostrzegało przed skutkami różnych ścieżek - podkreśla.