Wynika to jasno z projektu deklaracji końcowej szczytu, zaplanowanego w dniach 16-18 listopada, do jakiego dotarła agencja Bloomberg. Dokument mówi jedynie, że rządy „zwiększą wszystkie swoje wysiłki” w celu zmniejszenia o połowę liczby głodujących do 2015 roku, a bogate kraje powinny powstrzymać spadek wielkości pomocy przeznaczonej dla rolnictwa, która zmniejszyła się z 19 proc. w 1980 roku do 3,8 proc. w roku 2006. 

Jacques Diouf, który jest gospodarzem spotkania jako dyrektor generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa, wezwał rządy do zainwestowania 44 mld dolarów rocznie, aby położyć kres chronicznej klęsce głodu, na którą cierpi 1,02 mld ludzi oraz zapewnić “bezpieczeństwo żywnościowe”. 

“Naszym zadaniem jest nie tylko nakarmienie głodnych, lecz stworzenie warunków, żeby głodni mogli się sami się wyżywić” – stwierdził sekretarz generalny ONZ Ban Ki-Moon. 

Brak zapowiedzi przyznania nowych środków na walkę z głodem skłoniło dwie znane organizacje pomocowe, Oxfam i ActionAid do stwierdzenia jeszcze w zeszłym tygodniu, że szczyt będzie jedynie „marnotrawstwem czasu i pieniędzy”, a „rządy ryzykują, że wymknie się wielka szansa” zmniejszenia liczby głodujących. 

W zeszłym roku drastyczny wzrost cen żywności spowodował zamieszki w kilkunastu krajach rozwijających się, od Wybrzeża Kości Słoniowej w Afryce po Haiti na Karaibach, gdzie wskutek protestów upadł rząd.

Ceny pszenicy, która zapewnia około 20 proc. kalorii konsumowanych na świecie, od początku 2007 roku wzrosły dwukrotnie do marca 2008 roku, zaś skok cen energii zwiększył koszty nawozów sztucznych i transportu. 

Chociaż ceny żywności obecnie spadły z najwyższego poziomu, nie jest to żadne remedium na plagę głodu. Według organizacji Oxfam i ActionAid najlepszą drogą dla pokonania głodu na świecie jest kierowanie środków finansowych do małych rodzin i wspólnot rolniczych, które stanowią prawie jedną trzecią ludności na całym świecie.