Dług w wysokości 350 mln dol. (ponad 1 mld zł) powstał w efekcie płacenia przez Gazprom niższych taryf za tranzyt gazu przez terytorium naszego kraju, niż wynikałoby to z taryfy Urzędu Regulacji Energetyki. Od jego umorzenia Rosjanie uzależniają zawarcie porozumienia. Jeszcze kilka tygodni temu Polska była skłonna pójść na rękę Moskwie, byle Gazprom uruchomił dodatkowe dostawy surowca. Dziś już wiadomo, że jest to niemożliwe.

>>> CZYTAJ TEŻ: Rosja - największa potęga gazowo-naftowa na świecie

Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, przedstawiciele EuRoPol Gazu nie zgadzają się na taki scenariusz. Pismo w tej sprawie wysłali do ministerstw gospodarki i Skarbu Państwa. W kuluarach resortów mówi się nawet, że to właśnie po nim wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak wstrzymał parafowanie międzyrządowego porozumienia i nakazał rozwiązanie tej sprawy na poziomie obu firm – PGNiG i Gazpromu (głównych udziałowców EuRoPol Gazu).

Co takiego znalazło się w piśmie? – Ostrzeżenie. Pójście na taki kompromis z Gazpromem oznaczałoby bowiem złamanie polskiego prawa – zdradza nasz informator. Dlaczego? Janusz Kowalski, były członek zespołu ds. dywersyfikacji nośników energii w MG, domyśla się, o co chodzi.

– Zgodnie z art. 585 kodeksu spółek handlowych członkom zarządu czy rady nadzorczej spółki, która działa na jej szkodę, grozi kara 5 lat pozbawienia wolności. Kwestionowanie suwerennego prawa polskiego organu administracji centralnej, czyli prezesa URE, do ustalania wysokości taryf na terytorium Polski oraz rezygnacja z choćby części z należnego 1 mld zł to nic innego jak właśnie działanie na szkodę spółki – podkreśla.

350 mln dol. to niejedyne pieniądze, jakie winien jest Gazprom. W sumie do odzyskania mamy bowiem około 410 mln dol., czyli niemal 1,2 mld zł. Pozostałe 60 mln dol. to dług rosyjskiego koncernu wobec PGNiG.

>>> CZYTAJ TEŻ: Rurociąg do Czech połączy nas z europejską siecią