Zgłoszenia do Princeton wzrosły o 19 proc., podczas gdy liczba kandydatów na studia na Harvard University, najbardziej cenionej uczelni z tzw. Ivy League, czyli stowarzyszenia ośmiu elitarnych uniwersytetów z północno-wschodniego rejonu USA, zwiększyła się o 5 proc. Liczba zgłoszeń na Brown University podskoczyła o 20 proc., a na Duke University o 12 proc.

Większość studentów zabiega o studia na najbardziej prestiżowych uczelniach, ponieważ ich dyplom może dopomóc w znalezieniu pracy po studiach, zwłaszcza w czasach niepewnej sytuacji gospodarczej – mówi Mike Mills, odpowiedzialny za rekrutację na Northwestern University w Evanston, stanie Illionois.

Opinię tą potwierdza Doris Davis, pomocnik rektora ds. rekrutacji na Cornell University, z prestiżowej ósemki. „Nawet podczas recesji, studenci i ich rodzice uważają, że ukończenie uczelni jest najważniejszą inwestycją na całe życie”.

I tak na Yale wpłynęło 25 800 podań, Harvard otrzymał 30 500, a Princeton 26 166. Ale czym innym są zgłoszenia, a czym innym przyjęcia. Harvard ostatecznie zaakceptował w zeszłym roku 7 proc. kandydatów, Princeton – 10 proc., Yale – 7,5 proc. , a Northwestern – spoza „ósemki” – aż 27 proc. 

Jedną z przyczyn wzrostu aplikacji na Princeton jest fakt, że większość studentów uczelni może liczyć na pomoc finansową – mówi Janet Lavin Rapelye, dziekan ds. rekrutacji na Princeton University. Budżet uczelni na ten cel ma wzrosnąć w przyszłym roku do 113 mln dolarów, wobec 103 mln dolarów w tym roku.