Artykuł byłego szefa litewskich służb specjalnych opublikowany na początku tygodnia w dzienniku Lietuvos Rytas wywołał burzę. Według Meczysa Laurinkusa w krajach od Morza Czarnego do Morza Bałtyckiego rosyjski wywiad, posługując się agenturą, buduje swoje gospodarcze imperium. Pierwszy prezydent Litwy Vytautas Landsbergis i rosyjski znawca służb specjalnych Andriej Sołdatow komentują w DGP tezy postawione przez Laurinkusa.

ROZMOWA

NINO DŻIKIJA:

Po co były litewski szef służb specjalnych rozpętał burzę wokół rosyjskiej agentury w krajach bałtyckich i w Europie Środkowej? Sądzi pan, że zaangażowanie wywiadu – SWR i GRU – rzeczywiście jest tak wielkie, że czas zacząć się niepokoić o przyszłość niepodległej Litwy albo szerzej o państwa położone między Morzem Bałtyckim a Morzem Czarnym?

ANDRIEJ SOŁDATOW*:

Manifestowi, który ukazał się w dzienniku Lietuvos Rytas, powinny towarzyszyć konkretne nazwiska. Inaczej mówienie o trzech tysiącach agentów, którzy na zlecenie oficerów rosyjskiego wywiadu wykupują gospodarkę, jest zwykłą propagandą. Zachodnie służby specjalne często nadużywają liczb bez konkretyzacji tego, o co właściwie chodzi. Zajmuję się tematyką służb specjalnych od lat. Przyznam szczerze, że nie widzę większego sensu w wysyłaniu trzech tysięcy agentów do niewielkiego państwa, jakim jest Litwa. Tekst Laurinkusa ewidentnie ma polityczne zabarwienie. Co oczywiście nie oznacza, że rosyjscy agenci nie są aktywni w państwach bałtyckich. Rosja nie ukrywa, że na Litwie, Łotwie i w Estonii interesują ich sprawy gospodarcze. Te same sprawy interesują rosyjski wywiad.

SWR i GRU – jak przekonuje Laurinkus – interesuje nawet mały i średni biznes? Rozumiem, że atrakcyjne są firmy energetyczne, duże koncerny o znaczeniu strategicznym dla państwa, ale mała firma transportowa dajmy na to spod Wilna.

Mały i średni biznes jest jedynie środkiem do celu. Służy jako przykrywka dla maskowania pobytu agenta.

Wypadałoby, by Meczys Laurinkus podał teraz konkretne przykłady takich sytuacji. Nazwy firm z sektora energetycznego opanowanych przez rosyjską agenturę bądź zagrożonych ofensywą rosyjskich wywiadowców i agentów. Ja znam dwie afery szpiegowskie na Litwie z ostatnich lat. Żadna nie dotyczyła szpiegostwa gospodarczego czy przejmowania firm. Pierwsza wybuchła w 2004 r., w jej efekcie wyrzucono z Litwy trzech rosyjskich dyplomatów. Druga dotyczyła zwerbowanego przez Rosjan pracownika służby więziennej.

Czy obecność rosyjskich agentów może zaszkodzić gospodarce Litwy?

Gra nie toczy się o celowe szkodzenie gospodarce. W grach operacyjnych służb specjalnych w sferze gospodarczej chodzi o ustalenie kontroli nad daną firmą.

Co się dzieje po ustaleniu – jak pan powiedział – takiej kontroli nad firmą?

Sprzyja ona stworzeniu korzystnych warunków dla rosyjskiego biznesu. Taka firma może być na przykład mniej konkurencyjna dla firmy rosyjskiej. Chodzi również o pozyskiwanie rynków zbytu, o preferencje, lojalność litewskich władz.

*Andriej Sołdatow, rosyjski ekspert do spraw służb specjalnych, twórca strony Agentura.ru

ROZMOWA

ZBIGNIEW PARAFIANOWICZ:

Według byłego szefa litewskich służb specjalnych Meczysa Laurinkusa rosyjski wywiad niemal wykupił Litwę, kraje bałtyckie i w ogóle całą Europę Środkową. Agenci Kremla już nie tylko mają przejmować koncerny energetyczne, ale również firmy transportowe, mały i średni biznes, media. Słowem, wszystko. Czy ta wizja nie jest przesadą?

VYTAUTAS LANDSBERGIS*:

Nie. To jest nie jest przesada. Wręcz wydaje mi się ona oczywista. Od dłuższego czasu obserwujemy zamiar potajemnego wykupienia Litwy.

Są na to jakieś dowody? Czy były prowadzone sprawy przeciw agentom, o których pisze w dzienniku Lietuvos Rytas Laurinkus? Były jakieś aresztowania? Czy wybuchały skandale szpiegowskie, które dowodziły tez zawartych w artykule opublikowanym w Lietuvos Rytas?

Ostatnio takich spraw nie było. Wcześniej Litwa i jej służby specjalne rozprawiały się z rosyjską agenturą bez szumu.

Tej agentury było aż trzy tysiące. Przecież to jest niewyobrażalne w stosunku do niecałych 3,3 mln mieszkańców Litwy?

Jeśli Laurinkus podaje taką liczbę, to musi się odnosić do konkretnych danych. On kierował Państwowym Departamentem Bezpieczeństwa. Miał wiedzę na temat tego, jakie są zagrożenia dla państwa. Podejrzewam, że nie wziął takiej cyfry z sufitu. Ma dowody na potwierdzenie swoich tez. Choć przyznam: wcześniej tak duża liczba agentów się nie pojawiała. Jedno jest pewne: te 3 tys. agentów nie mogą dziwić. Litwa jest obiektem wielkiego zainteresowania Rosji. Moskwa usiłuje ją sobie podporządkować.

Laurinkus twierdzi również, że litewscy politycy nie są w stanie przełamać presji ze strony Rosji. Że są niezdolni do działania. Pana zdaniem elity rzeczywiście są tak niesuwerenne, a Litwie grozi przekształcenie się w rosyjskie kondominium?

Trudno mi to komentować. Nie mam w tej chwili przed oczami tego artykułu. Poza tym to, o czym rozmawiamy, trwa od lat. Nie jest zjawiskiem, które pojawiło się przed tygodniem. Nie chcę formułować tez, że Litwa staje się rosyjskim kondominium. Choć groźba zwasalizowania kraju istnieje. Trudno powiedzieć, co Litwa może, a czego nie. Jesteśmy krajem nieukształtowanym, po przemianach. I powinniśmy być lepiej przygotowani na zagrożenie ze strony Rosji.

*Vytautas Landsbergis, prezydent Litwy tuż po odzyskaniu przez nią niepodległości, w latach 1990 – 1992. Obecnie deputowany do Parlamentu Europejskiego