Przywiązanie do marki, gwarancja kontaktu z przedstawicielem i wiara w szybszą wypłatę odszkodowania – to najważniejsze powody, dla których chętniej korzystamy z droższych tradycyjnych ubezpieczeń komunikacyjnych niż z tańszych zawieranych przez telefon lub internet. Tak wynika z badań instytutu Homo Homini przeprowadzonych na zlecenie branżowego portalu AlertFinansowy.pl.

Krzykliwe reklamy i ogromne promocje ubezpieczycieli direct, jak się okazuje, nie zrobiły na nas większego wrażenia. A największym wrogiem internetowo-telefonicznych ubezpieczycieli okazało się to, co miało być ich największym atutem – możliwość ubezpieczenia samochodu bez wychodzenia z domu. Jak wynika z badań instytutu Homo Homini, aż 60 proc. właścicieli samochodów woli ubezpieczać swoje cztery kółka w firmie, która prowadzi biura i zatrudnia agentów. Dlaczego? Bo w każdej chwili możemy pójść i porozmawiać z jego przedstawicielem.

W niechęci do ubezpieczeń internetowych nie jesteśmy zresztą odosobnieni. Podobnie postępują Hiszpanie. W Niemczech tego typu ubezpieczenia w ogóle się nie przyjęły. Prawdziwy boom ubezpieczyciele direct przeżywają tylko w Wielkiej Brytanii. Nadzieją dla firm direct są młodzi kierowcy. Są bardziej skłonni do akceptowania nowości rynkowych i technologicznych. Nie bez znaczenia jest także to, że właśnie osoby do 35. roku życia częściej zmieniają samochody, a to zwykle przy kupnie nowego auta najczęściej dochodzi do zmiany ubezpieczyciela.

Czytaj więcej: Polak - ubezpieczeniowy tradycjonalista