To pierwszy spadek wskaźnika inflacji poniżej 3 proc. od stycznia 2009 r. Nie było to jednak zaskoczenie – ekonomiści spodziewali się, że ceny będą rosnąć wolniej, ale większość z nich oceniała, że wskaźnik ukształtuje się na poziomie 3 proc. – Ceny rosły wolniej, bo mniej płaciliśmy za usługi transportowe – mówi Maja Goettig, główna ekonomistka Banku BPH. W lutym ubiegłego roku ceny paliw wzrosły o 7 proc. w ujęciu miesięcznym, a w ubiegłym miesiącu o zaledwie 0,3 proc. Wolniej drożała także żywność. GUS podał, że po raz pierwszy od wielu miesięcy staniał cukier czy masło.

Ekonomiści podkreślają, że inflacji pomaga coraz mocniejszy zloty, który obniża ceny towarów z importu. – Umocnienie złotego będzie jednym z głównych powodów wolniejszego wzrostu cen – ocenia Piotr Kalisz, główny ekonomista Citibanku Handlowego. Jego zdaniem inflacja spadnie do 1,5 proc. latem tego roku. – Inflacja wyraźnie odpuszcza, widać to po spadających cenach usług rynkowych, najbardziej opornego elementu dynamiki zmiany cen – dodaje Grzegorz Ogonek, ekonomista ING Banku.

Niska inflacja oznacza, że RPP nie będzie miała argumentów za podwyższaniem stóp. Już teraz część ekonomistów nie wyklucza, że pozostaną one na rekordowo niskim poziomie (główna – 3,5 proc.) do końca 2010 roku. To oznacza, że stawka WIBOR – wyznaczająca koszt kredytów w złotych – nie wzrośnie znacząco.