Jak poinformował w poniedziałek grecki dziennik "Eleftherotipia", wcześniej w tym miesiącu Grecja oświadczyła Unii Europejskiej i Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, że chce, by dokonano restrukturyzacji jej zadłużenia i oczekuje się podjęcia w czerwcu rozmów w tej sprawie.

Doniesienia mediów, iż zmagająca się z dramatycznym kryzysem budżetowym Grecja zamierza wystąpić o restrukturyzację długu były do tej pory dementowane zarówno przez greckiego ministra finansów, jak też czołowe osobistości UE i MFW.

"Żądanie rządu zostało przedstawione przez ministra finansów Georgiosa Papakonstantinu na nieformalnym spotkaniu unijnych ministrów finasów (Ecofin) na Węgrzech wcześniej w kwietniu" - napisała "Eleftherotipia", dodając, iż wszystkie doniesienia na ten temat były oficjalnie dementowane, gdyż tego rodzaju posunięcia nie są nigdy zapowiadane z góry.

Według gazety, za restrukturyzacją opowiada się również minister skarbu USA Timothy Geithner. "Powiedział Papakonstantinu: musisz to zrobić" - zaznaczyła "Eleftherotipia".

Prezes banku centralnego Grecji zdementował te doniesienia. "Grecja nie potrzebuje restrukturyzacji swego zadłużenia, a posunięcie takie miałoby katastrofalne skutki, uderzając w banki i fundusze emerytalne oraz blokując dostęp do rynków kapitałowych" - oświadczył w poniedziałek prezes centralnego Banku Grecji Georgios Prowopulos.

"Bank Grecji od października ubiegłego roku wyraźnie deklaruje, że taka opcja (restrukturyzacji) nie jest ani potrzebna, ani pożądana. Miałoby to katastrofalne następstwa" - napisał Prowopulos w raporcie dla akcjonariuszy.

Wcześniej ministerstwo finansów oficjalnie zdementowało podaną przez greckie media wiadomość, że Ateny zażądały już od UE i MFW podjęcia rozmów w sprawie restrukturyzacji.

>>> Czytaj też: Rybiński: Dlaczego Grecja powinna zbankrutować

MFW i kraje Unii przekonani o bankructwie Grecji

MFW jest przekonany, że najdalej w przyszłym roku Grecja ogłosi bankructwo – powiedzieli wczoraj trzej wysocy rangą urzędnicy funduszu amerykańskiemu dziennikowi „The Wall Street Journal”. Ich zdaniem sprawy podobnie ocenia większość przywódców UE poza Francją, która obawia się, że niewypłacalność Aten wywoła panikę w strefie euro.

>>> Polecamy: Czarna przyszłość Grecji: bankructwo i powrót drachmy

To oznaczałoby idące w dziesiątki miliardów euro straty dla banków niemieckich i francuskich, które najwięcej zainwestowały w Grecji. Za przykładem Aten mogłyby też pójść Irlandia i Portugalia.

Berlin zdaje się coraz bardziej pogodzony z tym, że niemieckie banki nie unikną strat, gdy Grecy przestaną spłacać swój dług. W piątek wiceminister finansów Werner Hoyer powiedział agencji Bloomberga, że „bankructwo Grecji nie byłoby tragedią”.

>>> Polecamy: Grecki kryzys to rezultat korupcji, klientelizmu i marnotrawstwa

Kraj, którego dług wynosi już 340 mld euro (155 proc. PKB), ma w przyszłym roku zacząć spłacać część swoich zobowiązań wobec MFW i UE (rozłożonych do 2017 r.). Wydaje się jednak mało realne, aby rząd Georgiosa Papandreu znalazł prywatnych inwestorów, którzy byliby gotowi pożyczyć mu pieniądze. Rentowność greckich obligacji pod koniec zeszłego tygodnia przekroczyła astronomiczny poziom 13,5 proc.

Premier Grecji wciąż chce reformować

Papandreu na razie nie daje za wygraną. – Nie będziemy restrukturyzować naszego długu, tylko zrestrukturyzujemy Grecję – zapewnił w sobotę na zjeździe Partii Socjalistycznej.

Premier chce w ciągu 4 lat ograniczyć deficyt budżetowy o kolejne 26 mld euro m.in. przez dalsze zmniejszanie wydatków państwa, tak aby za cztery lata deficyt wynosił 1 proc. PKB. Częścią planu jest także sprzedaż we wspomnianym okresie państwowego majątku za 15 mld euro (wieloletni plan prywatyzacji zakłada zdobycie w ten sposób 50 mld euro). Rząd zamierza w szczególności pozbyć się części nieruchomości, zmniejszyć z 51 do 34 proc. swój udział w koncernie energetycznym PPC, sprzedać niemieckiemu Deutsche Telekom pakiet 10 proc. akcji operatora telekomunikacyjnego OTE (rząd ma teraz 20 proc. udziałów), sprywatyzować regionalne lotniska i porty morskie oraz przedłużyć okres leasingu międzynarodowego lotniska w Atenach.

>>> Czytaj też: Grecja nie sprzeda wysp, żeby spłacić swoje długi

Eksperci są jednak sceptyczni, czy taki plan jest realny. Grecja jest jedynym krajem w UE, który nie ma scentralizowanego katalogu własności nieruchomości skarbu państwa. Samo ministerstwo finansów przyznaje, że ok. 40 procent własności państwowej jest przedmiotem roszczeń ze strony osób prywatnych, a kolejne 25 proc. nie ma odpowiednich ksiąg hipotecznych.

Wątpliwości budzi także plan oszczędności budżetowych. Z powodu protestów rząd musiał się wycofywać z części już uzgodnionych kroków oszczędnościowych. W ubiegłym tygodniu obniżono o połowę opłaty za korzystanie z autostrad, gdy okazało się, że kierowcy masowo odmawiają płacenia.

Czytaj też:

>>> Bankructwo Grecji byłoby trzęsieniem ziemi dla banków

>>> Grecka tragedia znów pogrąży rynki?