Papandreu: Grecja nie sprzeda wysp, żeby spłacić swoje długi

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
24 lutego 2011, 12:27
Chalki niedaleko Rodos - wyspa archipelagu Dodekanez położona na Morzu Egejskim, Grecja. źródło: flickr.com, fot: francesco sgroi, licencja: CC Attribution 2.0 Generic.
Wyspa archipelagu Dodekanez położona na Morzu Egejskim, Grecja. źródło: flickr.com, fot: francesco sgroi, licencja: CC Attribution 2.0 Generic./Inne
Grecja nie sprzeda żadnej ze swoich egejskich wysp, by zmniejszyć zadłużenie. Są one częścią dziedzictwa kulturowego i przemysłu turystycznego kraju - oświadczył w czwartek grecki premier Jeorjos Papandreu w wywiadzie dla niemieckiej gazety "Bild".

Jest to odpowiedź na prowadzoną przez niemiecki tabloid kampanię nakłaniająca Ateny, by rozważyły sprzedaż niektórych ze swoich wysp. W wywiadzie dla gazety Papandreu oświadczył, że wyspy nie są na sprzedaż.

"Coś takiego jest wykluczone - odpowiedział Papandreu. - Trzeba po prostu zrozumieć, jak ważne są te wyspy dla Grecji i greckiej historii. Wydaliśmy olbrzymie sumy z budżetu na obronność, by zabezpieczyć wyspy w pobliżu tureckiego wybrzeża".

>>> Czytaj tez: Irlandia i Grecja: dwie drogi wiodące do bankructwa

"Bild", jedna z najlepiej sprzedających się w Niemczech gazet, od niemal roku sugeruje, że Grecja powinna rozważyć sprzedaż wysp jako sposób na zmniejszenie zadłużenia. Z badań opinii publicznych wynika, że większość Niemców sprzeciwia się udzielaniu z pieniędzy podatników pomocy finansowej Grecji i innym zadłużonym krajom strefy euro.

"Te wyspy są naszym dziedzictwem kulturowym i cenią je również turyści z Niemiec. Jeśli sprzedalibyśmy je kilku superbogatym ludziom, zostałyby zamknięte dla wszystkich - przekonywał grecki premier - Chcemy rozwijać ten unikalny, naturalny krajobraz ostrożnie i ekologicznie, to przyniesie o wiele więcej korzyści".

Papandreu stwierdził, że rozumie dlaczego Niemcy są niezadowoleni z powodu pomocy finansowej udzielonej Grecji przez kraje strefy euro i podziękował im za ich wkład.

Zaznaczył, że Grecja otrzymała pożyczki, a nie zapomogę.

"To są pożyczki, płacimy od nich oprocentowanie, to nie prezent" - przekonywał. Dodał, że "nie chcieliśmy pożyczek, żeby zostawić wszystko tak jak było, ale by zyskać czas na niezbędne zmiany".

"Rozumiem część zniecierpliwienia w Niemczech. Mogę tylko im podziękować" - powiedział.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj