Poprawki do ustawy o ochronie środowiska, które właśnie zostały skierowane do pierwszego czytania w Dumie, umożliwiają rządowi Rosji zakazanie miejscowym liniom lotniczym wykupu kwot na emisję CO2. Za takie postępowanie Unia ma nakładać kary: do 100 euro za tonę gazu (to kilkunastokrotnie więcej, niż wynosi cena emisji). W ostateczności należy się liczyć z tym, że lotniska położone na terytorium UE, Norwegii i Islandii zostaną zamknięte dla przewoźników, którzy nie zastosują się do unijnych regulacji.

Przeciwnicy unijnej polityki, wśród których jest niemal 30 rządów, argumentują jednak, że Bruksela, żądając opłat za emisję na całej trasie, a nie jedynie na niebie unijnym, bezprawnie rozszerza w ten sposób swoją jurysdykcję podatkową. Nie są oni zresztą bezbronni. Państwa koalicji antyunijnej nie wykluczają wprowadzenia karnych opłat dla unijnych samolotów za korzystanie z miejscowych lotnisk, które miałyby w części rekompensować poniesione straty.

Nasz LOT straciłby na takiej decyzji, ale daleko groźniejsze konsekwencje miałaby realizacja rosyjskich gróźb zamknięcia nieba nad Syberią. Wiceminister transportu Rosji Walerij Okułow nie wykluczył, że jeśli Unia nie odstąpi od podatku emisyjnego, Moskwa zacznie odmawiać unijnym liniom zgód na zwiększanie liczby lotów nad Syberią, preferując linie spoza Europy.

Dla polskiego narodowego przewoźnika, który w kierunku azjatyckim widzi poważną szansę na poprawę swojej pozycji na rynku, jest to poważne zagrożenie. W kolejnych latach polskie linie lotnicze planują otwarcie nowych tras do innych poza Pekinem chińskich miast, jak Szanghaj czy Shenzhen. Między innymi z myślą o tym kierunku LOT zamówił w Boeingu osiem nowoczesnych dreamlinerów.

– Plany zwiększenia częstotliwości lotów do Azji w razie realizacji rosyjskich gróźb trzeba by odłożyć ad acta – mówi DGP Wojciech Śmiech z portalu Rynek Infrastruktury, związanego z Zespołem Doradców Gospodarczych TOR. Korytarz rosyjski jest bowiem jedynym opłacalnym wariantem. Rejsy południową trasą, nad Kazachstanem, są znacznie dłuższe i droższe. LOT latał już tamtędy do Pekinu przez kilka miesięcy w 2008 r., ale eksperyment zakończył się klapą.

Paradoksalnie jednak europejskie linie lotnicze mogą patrzeć na rosyjsko-amerykańsko-chińską koalicję z pewną sympatią. – Pytanie, czy w ogóle stać nas na zaostrzanie polityki klimatycznej w samym środku kryzysu, jest uzasadnione. W ostateczności koszt zostanie przerzucony na pasażerów poprzez wzrost cen biletów. Wygrana Rosji oznacza po prostu tańsze latanie, więc wielu Europejczyków z pewnością po cichu jej kibicuje – zauważa Wojciech Śmiech.