Coraz więcej samorządów stawia na niestandardowe sposoby dotarcia do mieszkańców. Gmina Szczucin z woj. małopolskiego w ub.r. wprowadziła tzw. samorządowy informator SMS, który regularnie trafia na telefony komórkowe 1,3 tys. mieszkańców (w sumie gmina liczy ok. 14 tys. osób). Podobne systemy wdrożyło ok. 260 gmin w całym kraju. W wielu z nich z takiej formy komunikacji z urzędem korzysta co najwyżej po kilkaset osób.

Z kolei Szczecin wkrótce ma zdecydować o stawkach za wywóz śmieci w przyszłym roku. O metodę ich naliczania urzędnicy spytali mieszkańców, którzy mogą głosować na specjalnej stronie internetowej Konsultuj.szczecin.pl. Mimo że problem jest dość ważny, mieszkańcy nie wykazali szczególnego zainteresowania tą kwestią. Do wczoraj zagłosowało zaledwie 1057 osób.

Wiele sensownych inicjatyw gmin trafia w próżnię. Jak pokazały ostatnie badania Instytutu Spraw Publicznych przeprowadzone w ramach kampanii „Decydujmy razem”, większość z nas kompletnie nie interesuje się tym, co dzieje się w gminie i jakie decyzje podejmują radni. Tylko jedna czwarta mieszkańców w zeszłym roku poszukiwała informacji o decyzjach podjętych przez ich lokalne władze. Z kolei tylko 10 proc. ankietowanych wskazało, że wzięło udział w konsultacjach społecznych.

Samorządowcy uważają, że robią wszystko, co w ich mocy, a winni są... mieszkańcy. – Nie dotrzemy do każdego domu z osobna z każdą informacją. Próbujemy na różne sposoby zainteresować mieszkańców, ale oni nie wykazują zbyt dużej aktywności. Takie już mamy społeczeństwo, być może brakuje mu poczucia, że to są istotne sprawy – uważa Edward Trojanowski, sekretarz Związku Gmin Wiejskich RP.

Ale Paulina Sobiesiak-Penszko z ISP wskazuje, że tylko 37 proc. samorządów zadeklarowało, że w ogóle informuje mieszkańców o swoich decyzjach. Co piąty urząd przyznał, że samodzielnie podejmuje decyzje, nie informując nawet o tym mieszkańców. Dodaje, że część winy, wbrew własnemu przeświadczeniu, ponoszą samorządowcy, którzy nie potrafią dotrzeć do różnych grup odbiorców. – Emeryci są bardziej zainteresowani tradycyjnymi formami kontaktu, a młodzi ludzie preferują drogę elektroniczną. Tymczasem przekaz ze strony gminy często jest jednolity i schematyczny – mówi Sobiesiak-Penszko.

Na szczęście zdarzają się jednak odstępstwa od reguły. W części miast, które wprowadziły u siebie budżety obywatelskie na przyszły rok, właśnie kończy się pierwszy etap głosowania. Mieszkańcy mogli zgłaszać w nim własne propozycje, które mają szanse na sfinansowanie z miejskiej kasy – np. rozbudowę hospicjum czy budowę ścieżki rowerowej. W Poznaniu zagłosowało ponad 20 tys. osób, a w Zielonej Górze – 11 tys.

To na razie nowość w polskich samorządach, być może stąd duże zainteresowanie mieszkańców. Sukces będzie dopiero wtedy, gdy w kolejnych latach frekwencja wzrośnie.