Wielu zaczyna porównywać rok 2012 z 1987.Inni znowu porównują klif fiskalny do działań Roosevelta w 1937 r., kiedy to rynek akcji stracił na wartości 50%. Wydaje się, że niewielu zdaje sobie sprawę, iż częścią „klifu fiskalnego” są podatki wyższe od transakcji finansowych, co oznacza, że roztropnie będzie zrealizować zyski i wypłacić zyski kapitałowe teraz, według stawki z 2012 r., a nie według stawki w 2013 r., która prawdopodobnie będzie wyższa.Wszystkie rozwiązania do omówienia dla UE zostały już przedstawione: unia bankowa- ale nowe przepisy prawdopodobnie oznaczają zmiany w traktacie – wyczerpują nam się możliwości...Los Grecji jest przesądzony. Jeden z ostatnich nagłówków: Soros zainwestuje w Grecji znaczną kwotę.Tak samo zrobił w Rosji w 1998 r. - tuż przed ich krachem.

Jesteśmy mocno przekonani, że krajobraz zmienia się pod wpływem kilku czynników makro:

1. Dochodzimy do „punktu nasycenia” pod względem ilościowego luzowania polityki pieniężnej (QE), absurdalnych rozwiązań politycznych w skali makro, polityki, niskich stóp procentowych, interwencji na rynkach oraz koncepcji przeciągania i udawania...

2. Prawa rynku porzucono i zastąpiono „manipulowaniem aktywami”. Możemy dyskutować o skutkach QE do utraty tchu, ale wszyscy będą musieli się zgodzić, że zniekształca ono ceny względne: sprawia, że pieniądz jest tańszy, a wszystko inne droższe. Powoduje również tłumienie zmienności, gdyż istnieją dwa poziomy równowagi cen: „rzeczywista cena rynkowa”, gdy sytuacja na rynku staje się bardziej przejrzysta, oraz cena zmanipulowana, którą decydenci polityczni cały czas próbują narzucić. Więc rynek jak wahadło oscyluje między „chciwością” = ceną równowagi wynikającą z polityki, a „strachem”, czyli realną ceną rynkową, która jednak następnie wywołuje kolejne desperackie próby ze strony decydentów, by wymusić znów popchnąć wahadło z powrotem w drugą stronę. Pomiędzy tymi wahnięciami rynek „zachowuje energię” i tworzy sztuczne oczekiwania zmienności / krzywe forward, które rynek następnie błędnie odczytuje jako wskaźnik braku problemów na horyzoncie i zielone światło do podejmowania dalszego ryzyka. Tymczasem w „Reality-Ville” ryzyko systemowe jest ogromne i cały czas rośnie.

3. Następuje zmiana paradygmatu w kosztach energii w Stanach Zjednoczonych – co przyczyni się korzystnie do wzrostu gospodarczego i przywróci miejsca pracy w USA i Europie.

4. QE przestało mieć wpływ na gospodarkę dwa lata temu – obecnie dotarliśmy do punktu nasycenia pod względem QE dla aktywów – z pewnością Rezerwa Federalna dodrukuje jeszcze kolejny bilion dolarów i nawet wśród decydentów (czytaj: Bank of England) mówi się, że po trzech latach zerowych stóp procentowych skutki takiego działania są obecnie ograniczone.

5. Kryzys to dobra wiadomość – tworzy on fundament dla mandatu do zmian. Prawdziwy kryzys będzie oznaczał mocne, V-kształtne odbicie.

6. Wszędzie narastają napięcia społeczne.

7. UE nie działa – albo wybierze opcję „mini-max”: pakiet fiskalny i nadzór, albo ryzykuje ciągnącą się wiele lat zmianę traktatu, która rozerwie Europę na części. Grecja opuści unię gospodarczą i walutową w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, ale w sposób „kontrolowany”.

8. Ubiegająca się o reelekcję Angela Merkel musi być bardziej eurosceptyczna, tak by stworzyć opozycję dla entuzjastycznie nastawionej SPD.

9. Nowość: przyszłość to Afryka – w 2013 r., po niepokojach w I kwartale, inwestowanie w Afryce może być jednym z najbezpieczniejszych możliwych zakładów, jako że wzrasta skala bezpośrednich inwestycji zagranicznych (Chiny obiecały ponad 20 miliardów dolarów w ciągu trzech lat). W większości państw afrykańskich PKB jest tak niewielkie, że „każda” pozytywna zmiana da wzrost wykładniczy – PKB w RPA wynosi 400 miliardów dolarów. To nieco więcej niż duńskie 330 miliardów dolarów, ale przy 45 milionach mieszkańców i znacznie większych zasobach.

Wnioski:
Przed nami zmienny koniec roku, niosący ze sobą oczekiwaną realizację zysków ze względów podatkowych w USA, łączącą się z kompromisem (w najlepszym przypadku) w sprawie klifu fiskalnego, który prawdopodobnie zahamuje wzrost o 1,5% PKB (co może oznaczać ok. -150 punktów na indeksie S&P500).
Manipulowanie utrzyma się przez resztę 2012 r., ale jeśli mamy rację co do wspomnianego „punktu nasycenia”, to z pewnością czeka nas szybki zwrot, gdy ludzie zdadzą sobie z tego sprawę, co będzie oznaczało, że będziemy musieli sprawnie przestawić nasze portfele na zwyżki, nie zaś na spadki. Gospodarka w skali mikro ma się lepiej niż kiedykolwiek, a polityka w skali makro jest tak nadmuchana do tego stopni, że uniemożliwia jej dalszą kontynuację.