Suplementy diety: KE zarzuca Polsce ograniczanie dostępu do rynku

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
11 marca 2013, 17:07
Ile Polacy wydają na leki bez recepty
Ile Polacy wydają na leki bez recepty/DGP
Komisja Europejska zarzuca nam ograniczanie dostępu do rynku producentom witamin. Grozi Trybunałem Sprawiedliwości.

Zarzuty Komisji Europejskiej dotyczą procedury importu i wprowadzania do sprzedaży na terenie Polski suplementów żywieniowych, czyli dodatków do codziennej diety, które sprzedawane są bez recepty i mają poprawiać nasze zdrowie, samopoczucie, kondycję czy potencję.

Nasze prawo zobowiązuje producentów takich produktów do informowania o zamiarze ich sprzedaży Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Jeśli skład któregoś produktu budzi wątpliwości GIS, to producent proszony jest o przedstawienie zaświadczenia, że towar spełnia kryteria żywności, a nie jest np. lekiem. Takie zaświadczenie można uzyskać w Urzędzie Rejestracji Produktów Leczniczych lub w jednostce zajmującej się badaniami w tym zakresie, np. w Instytucie Żywności i Żywienia. Oczywiście za badanie producent musi zapłacić. I właśnie to wypomina nam Komisja Europejska. Jej zdaniem ewentualna konieczność wykonania takich badań i ich koszty powinny leżeć po stronie państwa, a nie producenta. Bruksela żąda, abyśmy zmienili niekorzystne z punktu widzenia producentów suplementów przepisy do końca kwietnia. A jeżeli nie, to grozi nam postawieniem przed unijnym Trybunałem Sprawiedliwości.

GIS ma zastrzeżenia do składu ok. 20 proc. spośród 3 tys. produktów, jakie co roku zgłaszają mu producenci suplementów. – Wysuwamy je zwłaszcza w przypadku produktów pogranicza, czyli substancji, które do niedawna były zarejestrowane jako leki, ze wszystkimi tego konsekwencjami, tj. miały przeciwwskazania, efekty uboczne, działania niepożądane – tłumaczy Jarosław Bodnar, rzecznik prasowy GIS. Dodaje, że dotyczy to przede wszystkim substancji pochodzenia ziołowego.

W przypadku takich podejrzanych suplementów producent lub importer występuje o opinię z URPL, że jego produkt nie ma właściwości produktu leczniczego. Taka opinia, którą wystawia komisja ds. produktów z pogranicza, kosztuje 2,7 tys. zł, ale ostateczna decyzja odnośnie do kwalifikacji produktu i tak należy do GIS.

Bruksela uważa, że te procedury blokują swobodę przepływu towarów wewnątrz Unii oraz są niezgodne z unijnym prawem w tym zakresie, które zakłada, że produkt wyprodukowany lub wprowadzony do obrotu w jednym państwie członkowskim, z automatu powinien zostać uznany za bezpieczny także w pozostałych 26 państwach. GIS zapewnia, że jest w trakcie „wyjaśniania sprawy z Brukselą”.

Inspektorat niedługo zaproponuje nowelizację ustawy o bezpieczeństwie żywności, która usunie zarzuty Komisji, ale nie zostawi konsumentów bez ochrony. Proponuje, aby producent za powiadomienie GIS uiszczał opłatę podobną do tej, jaką uiszcza się w innych krajach Unii, czyli kilkaset euro. Z tych pieniędzy inspektorat mógłby finansować badania, jeśli zaszłaby taka potrzeba, a ona w odniesieniu do suplementów wciąż istnieje. – W ubiegłym roku w ramach wyrywkowej kontroli sprawdziliśmy suplementy wspomagające odchudzanie i potencję. W efekcie kilka specyfików trzeba było wycofać z rynku, bo były zanieczyszczone lekiem – mówi Bodnar. Inspektorat ma również bardzo często zastrzeżenia do treści etykiet, które podają skład produktu nie zawsze zgodny z rzeczywistością.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj