Polska gospodarka zaliczyła właśnie dno. Teraz będzie tylko lepiej

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
15 maja 2013, 14:05
Wzrost PKB w poszczególnych kwartałach
Wzrost PKB w poszczególnych kwartałach/Dziennik Gazeta Prawna
Wzrost w I kwartale 2013 roku wyhamował do 0,4 proc. Miejmy nadzieję, że to już dno.

Z informacji GUS wynika, że polska gospodarka zapewne zalicza drugą kulminację w czasie obecnego kryzysu. Tak niskiego wzrostu PKB jak na początku tego roku nie było od I kw. 2009 r., gdy przechodziliśmy pierwszy szok po upadku Lehman Brothers i załamaniu światowego systemu finansowego. Wtedy Polska ze wzrostem 0,4 proc. wyróżniała się na tle pogrążonej w recesji Europy, dziś już nie jest zdecydowanym prymusem. Na dodatek widać, że spowolnienie postępuje stosunkowo szybko (w IV kw. wzrost PKB wyniósł ledwie 0,7 proc.), zaś perspektywy są niepewne.

Wczorajsze dane GUS są gorsze, niż oczekiwał rynek. Analitycy spodziewali się powtórki z IV kw. 2012 r. I spekulują, co mogło być przyczyną tak niskiej dynamiki wzrostu.

– Spadek inwestycji mógł być większy, niż to zakładaliśmy, szacowaliśmy go na -5,3 proc. Być może eksport netto nie wspierał wzrostu tak mocno, jak się spodziewaliśmy. Jego udział we wzroście mógł być mniejszy niż 2 pkt proc. – mówi Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Polbanku.

>>> Czytaj też: Europa w spirali recesji, Polska o krok od stagnacji

Na głębszy od oczekiwanego spadek inwestycji i konsumpcji wskazują też ekonomiści Banku Millennium. Ich zdaniem mogła o tym przesądzić przedłużająca się zima, która nie sprzyjała rozpoczynaniu nowych projektów, zwłaszcza budowlanych.

Analitycy liczą, że polska gospodarka zaliczyła właśnie dno – i teraz będzie już tylko lepiej. Ale te oczekiwania wygłaszają dość nieśmiało. Odbicie będzie, jak sądzą eksperci Banku Millennium, ale słabe.

– Szacujemy, że w całym roku PKB może się zwiększyć o niewiele ponad 1 proc. Przy słabej konsumpcji i inwestycjach oraz spodziewanym pogorszeniu wpływu eksportu netto na wzrost nie widać obecnie, co miałoby być motorem gospodarki – napisali w komentarzu do danych. Optymistycznie nie brzmi też opinia Ministerstwa Finansów rozesłana mediom. Główny ekonomista resortu Ludwik Kotecki napisał w niej, że zwiększenia wzrostu można oczekiwać w drugiej połowie roku „pod warunkiem jednak, że nastąpi przyspieszenie tempa wzrostu aktywności gospodarczej na polskich rynkach eksportowych”.

Piotr Bujak, ekonomista Banku Nordea, liczy na stopniowe ożywienie już od II kw., a jako powody wymienia m.in. niską inflację, dzięki której wzrośnie realny dochód gospodarstw domowych, wolniejsze tempo ograniczania deficytu finansów publicznych (co sugerowałoby, że rząd nie będzie ciął ślepo np. inwestycyjnych wydatków) oraz efekty dotychczasowych obniżek stóp procentowych, które przeprowadziła Rada Polityki Pieniężnej (co przekłada się na spadek kosztów obsługi zaciągniętych już kredytów). Ma do niej dojść już w czerwcu.

Wczorajsze dane to szybki szacunek dynamiki PKB. GUS podał taką informację po raz pierwszy. To na razie eksperyment: urząd oszacował tempo wzrostu gospodarczego na podstawie niepełnych jeszcze danych, dostosowując się w ten sposób do praktyki innych krajów Unii Europejskiej. Stąd nie można wykluczyć, że dane za I kw. będą jeszcze korygowane. Wiceprezes urzędu Hanna Dmochowska mówiła wczoraj, że pierwsza korekta może nastąpić już 29 maja, gdy GUS pokaże standardowy odczyt PKB – razem ze wszystkimi jego składowymi.

>>> Czytaj też: Beznadziejne dane o polskim PKB. Tak źle nie było od 11 lat

Większa presja na cięcie stóp

Słabe dane o wzroście gospodarczym w I kw. to mocny argument za obniżkami stóp procentowych. Ale perspektywa odbicia ogranicza przestrzeń do dalszych redukcji – twierdzą ekonomiści. Marta Petka-Zagajewska uważa, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym RPP jeszcze raz obniży stopy o 25 pkt bazowych. Nastąpi to w czerwcu bądź lipcu. – Trudno sobie wyobrazić, by rada cięła stopy po letniej przerwie, gdy produkcja zacznie rosnąć i będzie więcej symptomów ożywienia gospodarczego – mówi ekonomistka. Podobnie wypowiada się Piotr Bujak – choć dodaje, że nie wyklucza dwóch obniżek w czerwcu i w lipcu łącznie o 50 pkt bazowych. W obu wariantach główna stopa NBP spadłaby po raz pierwszy w historii poniżej 3 proc.

Tydzień temu RPP zmniejszyła stopy o 25 pkt bazowych. Główna stopa procentowa – referencyjna – jest na poziomie 3 proc., co jest najniższym wynikiem w historii. Jednak oprocentowanie w NBP jest na poziomie wyższym niż w strefie euro, zwłaszcza że EBC także niedawno obciął stopy procentowe.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj