Rządy kontrolują zawartość Facebooka

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
29 sierpnia 2013, 15:47
Pierwsza dziesiątka państw najczęściej wnioskujących o dane do Facebooka
Pierwsza dziesiątka państw najczęściej wnioskujących o dane do Facebooka/DGP
Rządy rzadko pytają Facebook o dane swoich obywateli. Za to NSA nadrabia. I jeszcze za to płaci.

Facebook ratuje swoją opinię i publikuje dane o liczbie wniosków od władz o udostępnianie danych użytkowników serwisu. W ciągu pierwszej połowy 2013 r. amerykański serwis dostał 25 tys. takich wezwań dotyczących 37,9 tys. osób. – To śmieszna liczba w zderzeniu z miliardem użytkowników, których ten portal ma na całym świecie. Właściwie byłaby nierealna, gdyby nie fakt, że już wiemy o PRISM i o tym, jak masowo amerykańska administracja korzysta z informacji o internautach – mówi nam Mieczysław Koczokowski z Krajowego Stowarzyszenia Ochrony Informacji Niejawnych. – Nie ma co się oszukiwać, Facebook ujawnił te dane, które były dla niego wygodne – dodaje.

Oficjalne statystyki wniosków organów ścigania i innych uprawionych przedstawicieli władz nie robią większego wrażenia. Na 25 tys. nakazów dotyczących 37,9 tys. kont użytkowników ok. 11 tys. pochodziło ze Stanów Zjednoczonych, 3,2 tys. z Indii, z Wielkiej Brytanii 1,9 tys., z Niemiec 1,8 tys., z Włoch 1,7 tys., a z Francji 1,5 tys. Polskie władze wnioskowały zaledwie 233 razy w stosunku do 158 osób, a Facebook przychylił się do zaledwie 9 proc. tych wezwań. Bardziej skuteczne są władze Stanów: aż 79 proc. nakazów skutkowało ujawnieniem danych. Dla Wielkiej Brytanii ten odsetek wynosi 69 proc., a dla Niemiec – 53 proc. – Nasz wymiar sprawiedliwości i organy ścigani nie najlepiej radzą sobie z wykorzystywaniem nowych mediów. Wprawdzie Facebook publikuje oficjalną ścieżkę składania takich wniosków, ale trzeba je wysłać w postaci elektronicznej i po angielsku, a to dla wielu sądów i prokuratur wyzwanie – mówi policjant specjalizujący się w kontroli mediów społecznościowych.

Za niespodziewanym ujawnieniem tych optymistycznych danych (podobne raporty od trzech lat udostępnia też Google i podobnie wynika z nich, że liczba oficjalnych wniosków od rządów jest stosunkowo nieduża – w II półroczu 2012 r. było ich niecałe 22 tys.) stoi zapewne najnowszy news „Guardiana” o tym, że amerykańska Agencja Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) nie tylko korzystała i korzysta na masową skalę z danych zbieranych przez gigantów świata IT, lecz także dodatkowo im za to płaciła.

Z dokumentów ujawnionych przez gazetę wynika, że na konta Microsoft, Google czy Yahoo mogły wpłynąć miliony dolarów za udział w programie PRISM. Wszystko w zamian za udostępnienie agencji informacji dotyczących ich użytkowników. Rzecznik Yahoo już wcześniej, odżegnując się wprawdzie od udziału w PRISM, oceniał, że rząd powinien zapłacić za taką współpracę. Facebook wprawdzie nie odniósł się oficjalnie do tych oskarżeń, ale niemalże od razu pochwalił się swoimi statystykami.

>>> Polecamy: Profil na Facebooku to przedłużenie CV. Jesteśmy sprawdzani przez pracodawców

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj