Haselmayer: Rozwiązania technologiczne to droga na skróty w rozwoju miast

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
22 października 2013, 05:14
Tramwaj w Reims
Tramwaj w Reims/ShutterStock
Jeśli miasto nie jest w stanie wybudować sieci metra w mniej niż 15 lat, powinno stworzyć inteligentny system autobusowy, mówi Sascha Haselmayer, wdrażający innowacyjne rozwiązania w miastach.

Zajmuje się pan łączeniem miast, które chcą inwestować w technologie usprawniające komunikację w mieście czy też zmniejszające zanieczyszczanie środowiska.

Każdego roku robimy rozeznanie wśród 500 miast z całego świata. W tym roku miast, które chciały uczestniczyć w naszym programie, było ok. tysiąca. Zaprosiliśmy również 10–12 miast z Polski, jednak żadne z nich nie było zainteresowane podjęciem dialogu dotyczącego koncepcji smart city. Choć trzeba przyznać, że kilka dni temu widziałem się z władzami Warszawy, które wyraziły spore zainteresowanie, jeśli chodzi o inwestycje w inteligentne rozwiązania. Dużo więcej entuzjazmu przejawiają w tym zakresie miasta z Wielkiej Brytanii, USA czy Francji.

Z czego wynika ten brak entuzjazmu?

Pracujemy z wieloma miastami z państw rozwijających się, które są daleko w tyle za Polską, m.in. z samorządami z Meksyku czy Brazylii. Tam wychodzi się z założenia, że jeśli nie jesteśmy w stanie wybudować sieci metra w mniej niż 15 lat, możemy stworzyć inteligentny system autobusowy, który dostarczy mieszkańcom wysokiej jakości usługi. Dla tych miast rozwiązania technologiczne to poniekąd droga na skróty. W skali Europy bardzo ciekawy jest przypadek stolicy Estonii – Tallina, który jako pierwszy wdrożył płatności mobilne za korzystanie z parkingów. Pracujemy z miastami w Indiach, które idą w stronę systemu car-sharing, czyli wspólnego użytkowania samochodów osobowych, czy transportu publicznego na żądanie. W przeciwieństwie do infrastruktury inwestowanie w technologie nie musi wiele kosztować. Jeśli by wziąć 1 proc. z tego, co przeznacza się na infrastrukturę, i wydać to na technologie miejskie, moglibyśmy już mówić o smart city.

Niektóre polskie miasta takie jak Warszawa, Toruń czy Trójmiasto inwestują w inteligentne rozwiązania, szczególnie w zakresie transportu. Są tablice zmiennej treści, inteligentne sygnalizacje świetlne, systemy parkingowe wskazujące wolne miejsca, rowery miejskie do wypożyczenia, usługi mobilne… A jednak gdzieś wiele z tych rozwiązań nie przynosi pożądanych efektów, np. jeśli chodzi o rozładowanie korków w mieście. Co robimy źle?

Transport to problem systemowy, technologia nie jest w stanie sama go rozwiązać. To wymaga bardziej globalnego myślenia i odważnych politycznych decyzji. Przykładowo Sztokholm wdrożył u siebie podatek drogowy, coś na miarę congestion charge w Londynie. Wcześniej wszyscy mieszkańcy byli temu przeciwni, ale miasto zdecydowało się wprowadzić projekt pilotażowy, a następnie przeprowadzić referendum, czy system warto rozbudowywać. W głosowaniu mieszkańcy opowiedzieli się za utrzymaniem i rozbudową systemu. W San Francisco system parkingowy ma za zadanie zniechęcić kierowców do używania ich własnych samochodów. Zaprojektowany jest tak, by na każdej ulicy było przynajmniej jedno wolne miejsce. Im mniej dostępnych miejsc, tym wyższa cena za postój. Barcelona, w której mieszkam, powinna szybko rozważyć podobne rozwiązania. Wokół miasta mamy 27 gmin, których mieszkańcy generują 60 proc. ruchu wewnątrz miasta. Jest to więc w pewnym sensie polityczna decyzja, by nakazać ludziom płacić za problemy, które sami tworzą.

Które miasta są najbardziej inteligentne pod kątem usług świadczonych swoim mieszkańcom?

Sztokholm jest jednym z liderów. Tam niewidomi mają do dyspozycji technologię o nazwie e-Adapt. Małe urządzenie nawigacyjne pomaga im poruszać się po mieście z bardzo dużą dokładnością. Miasto wychodzi z założenia, że wydawanie pieniędzy na ten projekt przynosi korzyści ekonomiczne. Niepełnosprawni są zaktywizowani, ich rodziny poświęcają mniej czasu na opiekowanie się nimi. W sumie miasto wydaje rocznie na e-Adapt 370 tys. euro, co daje ok. 17 mln euro korzyści ekonomicznych. Barcelona również angażowała się w różne projekty, jednym z nich jest tzw. Urban Lab, czyli swoisty inkubator dla innowacyjnych przedsiębiorstw dostarczających innowacyjne usługi. Miasto potem ocenia projekty i decyduje o ich wdrożeniu. W ten sposób zaimplementowano sensory, które mierzą natężenie ruchu ulicznego, czujniki wilgotności umieszczone w glebie czy mierzące poziom napełnienia śmietników.

>>> Polecamy: Komunikacja miejska: Jak rozwijać polskie aglomeracje?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj