Pierwotnie, instalacja miała zacząć działać w czerwcu tego roku, termin zakończenia budowy został przesunięty na koniec tego roku.

Maciej Mazur, rzecznik Polskiego LNG uspokaja, że nie ma obecnie groźby zerwania kontraktu. - Roboty postępują, mamy ponad 90 proc. prac zrealizowanych. Dodatkowo w tej chwili nie mamy żadnych sygnałów ze strony wykonawcy o chęci zejścia z placu budowy - deklaruje Mazur.

>>> Czytaj też: 100 proc. zwrotu z inwestycji w 3 lata? Polskie fundusze nie są zainteresowane

O co chodzi Włochom?

Rzecznik Polskiego LNG nie chciał jednak zdradzić, jakie konkretne oczekiwania ma włoska firma. - W tego typu inwestycjach rozmowy mogą dotyczyć tylko kwestii pieniędzy i terminu wykonania kontraktu - mówi tajemniczo rzecznik.

W ubiegłym roku w ramach wtedy podpisanego aneksu, polska strona zgodziła się przesunąć termin zakończenia inwestycji i dopłacić do niej ok. 280 mln zł. Dodatkowo pod koniec czerwca skarb państwa przegrał z wykonawcą inwestycji spór o podatek VAT. Naczelny Sąd Administracyjny przyznał rację konsorcjum budującym w Świnoujściu w sprawie 1 mld złotych rzekomo nie zapłaconego podatku.

W maju wicepremier Janusz Piechociński mówił, że gazoport, który ma wzmocnić niezależność energetyczną Polski, powinien być gotowy w połowie 2015 roku - o rok później niż początkowo zakładano.

Włosi naciskają na podwyżkę, bo rząd stoi pod ścianą

Zagrożona budowa Gazoportu w Świnoujściu to duży problem dla rządu - oceniają eksperci energetyczni.

Jak ustaliła radiowa Jedynka, włoski wykonawca inwestycji zażądał kolejnego aneksu do umowy i większych pieniędzy za swoją pracę. W razie odmowy Saipem grozi zerwaniem kontraktu. Doniesienia te potwierdził Informacyjnej Agencji Radiowej rzecznik polskiego LNG Maciej Mazur.

Według eksperta Tomasza Chmala, rząd jest w trudnej sytuacji. Włochom jest łatwiej negocjować dodatkowe pieniądze, gdyż wiedzą, iż szukanie nowej firmy wiązałoby się z kolejnymi opóźnieniami budowy.

W ubiegłym roku w ramach wówczas podpisanego aneksu, polska strona zgodziła się przesunąć termin zakończenia inwestycji i dopłacić do niej. Ekspert dodaje, że Saipem w ostatnich miesiącach związał się interesami z Rosją i trudno jest powiedzieć czy Włochom rzeczywiście zależy na dokończeniu kontraktu.

Według innego eksperta Andrzeja Sikory z Instytutu Studiów Energetycznych, odpowiednio zawarta umowa blokowałaby możliwość zmiany warunków. Dzięki temu Saipem nie mógłby nas szantażować - ocenia rozmówca IAR. Podkreśla, że teraz sytuacja jest taka, że wybór kolejnego wykonawcy byłby bardzo trudny. Powołuje się na komunikaty, że budowa terminala wykonana jest w 87 procentach.

Spokojny o przyszłoroczny termin uruchomienia gazoportu jest minister skarbu. Pierwotnie instalacja miała zacząć działać w czerwcu tego roku, termin został już raz przesunięty na koniec 2014. Włodzimierz Karpiński mówił w radiowej Jedynce, że opóźnienia w budowie podobnych do polskiej inwestycji są normalne. - To nie jest nic nadzwyczajnego, dzisiaj średnie odchylenie jest na poziomie roku i kwartału w takich instalacjach - stwierdził Karpiński.

W ocenie doktora Sikory to jest złe tłumaczenie. Ekspert przyznaje jednak, że wysublimowane materiały potrzebne w budowaniu terminalu mogą powodować, że nie wszystko udaje się za pierwszym razem.

W maju wicepremier Janusz Piechociński mówił, że gazoport, który ma wzmocnić niezależność energetyczną Polski, powinien być gotowy w połowie 2015 roku - o rok później niż początkowo zakładano.