Osoby po 55. roku życia zabijają się coraz częściej. Grupa samobójców wśród młodzieży jest od lat wysoka. Ponad 300 nastolatków rocznie w wieku między 15 a 19 lat odbiera sobie życie. Z analizy wynika, że jeszcze dekadę temu najczęściej samobójstwo popełniali 40–50-latki. Dziś są to 50–60-latki.

Według danych WHO to tendencja światowa – w skali globalnej liczba samobójstw jest również najwyższa w grupie osób starszych. W Polsce jednym z wytłumaczeń mogą być nie tylko zmiany cywilizacyjne, lecz także pogarszająca się sytuacja na rynku pracy.

Jak tłumaczą eksperci, to wiek, w którym odchodzą dzieci z domu, a rodzina wielopokoleniowa nie może być wsparciem, bo taki model przestał istnieć. Pojawiają się również choroby.

– Jeśli do tego dojdzie utrata pracy i brak możliwości znalezienia nowej, o katastrofę nietrudno – mówi prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii. Dodaje, że gorzej ze zmianami radzą sobie mężczyźni.

Oprócz wskaźników ekonomicznych prof. Gałecki wskazuje inny problem – cały czas chodzi o to samo pokolenie.

– To osoby, które w okres przemian systemowych wkraczały jako aktywne zawodowo – komentuje psychiatra. Podkreśla, że pokolenie obecnych 50–60-latków to dzieci osób, które przeżyły wojnę, co również może mieć wpływ na ich kondycję psychiczną.

Zmiany widoczne są również w grupie nastolatków. W ostatnim okresie statystycznie jest nieco lepiej. Ale to tylko pozory. Jak twierdzą nasi rozmówcy, jest wiele powodów do niepokoju m.in. ze względu na charakter tych przypadków. Wiele jest precyzyjnie planowanych.

Przed kilkoma dniami radio RMF FM informowało o przypadku samobójstwa dwóch nastolatek, które poznały się za pośrednictwem internetu.

– To mogło być tak zwane samobójstwo rozszerzone – powiedział w rozmowie z RMF FM Paweł Międlar z podkarpackiej policji.

Jedna z dziewczyn najpierw pomogła umrzeć swojej przyjaciółce, a dopiero potem popełniła samobójstwo.

Jak tłumaczy psychiatra dzieci i młodzieży prof. Agnieszka Gmitrowicz z Kliniki Psychiatrii Młodzieżowej UM w Łodzi, choć w większości przyczyną odebrania sobie życia przez młodą osobę są zaburzenia psychiczne, to bezpośrednie powody się zmieniły. Najczęściej u podłoża są zaburzenia depresyjne. Towarzyszą im też inne objawy.

– Jest coraz więcej dzieci, które są bardzo agresywne i autoagresywne, z którymi nie radzą sobie nawet specjaliści. Dekadę temu ich odsetek był znacznie niższy. Do tego dochodzi coraz częstsze korzystanie przez młodzież z różnych substancji psychoaktywnych: marihuany, amfetaminy, dopalaczy, pogłębiających zaburzenia – przyznaje prof. Gmitrowicz.

Poza tym coraz więcej dzieci doświadcza przemocy rówieśniczej, jest po traumach, których doświadczają w domach. Na oddziały trafiają dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, w których nikt faktycznie nie sprawuje nad nimi opieki (tutaj autoagresja staje się często formą wołania o pomoc). To grupa bardzo zagrożona.

Wśród młodzieży próby samobójcze częściej podejmują dziewczęta. Chłopcy natomiast, jeśli już decydują się odebrać sobie życie, to robią to z większą skutecznością.

Jeśli chodzi o główną przyczynę samobójstw w całej populacji, to jak wynika ze statystyk policyjnych, w pierwszej kolejności są to choroby psychiczne, na drugim miejscu jest depresja, a na trzecim choroby przewlekłe. Czwarte zajmują powody ekonomiczne.

Jak wskazują eksperci, przyczyny mogą się mieszać, np. depresja może się pojawić po tym, jak ktoś nie radzi sobie z problemami finansowymi.

Z roku na rok rośnie liczba samobójców, których do czynu popycha zawód miłosny. W 1999 r. było ich 144, w roku 2012 – 209. Przybywa też tych, którzy nie chcą już dłużej zmagać się z chorobą przewlekłą. Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat liczba takich osób zwiększyła się z 250 do 499.

Niezależnie od tego, czy skupiamy się wyłącznie na danych policyjnych (odnotowujących przypadki, do których są wzywani policjanci), czy na gusowskich (bazujące na danych z kart zgonów), widać, że liczba osób odbierających sobie życie jest coraz większa.

W latach 80. było to 11,2 przypadków na 100 tys. mieszkańców, w 1990 r. – 13,0, a teraz – 17,5. Jest to nie tylko tragedia ludzka, lecz także koszty dla państwa.

– Według danych Ministerstwa Zdrowia na podstawie szacunków firm farmaceutycznych metodą utraconej produktywności obliczono, że jedno samobójstwo osoby w wieku 25 lat kosztuje państwo ponad 597 tys. zł – mówi Włodzimierz Brodniak z Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego.

Przy uśrednieniu kosztu jednej śmierci samobójczej do wysokości około 300 tys. zł roczne straty można szacować na około dwa mld zł.

>>> Polecamy: Polska wciąż jest kolonią Niemiec i Rosji?