Jednak jesienią 2013 roku pod naciskiem Moskwy zrezygnowała z eurointegracji na korzyść zacieśnienia stosunków z Rosją. Władze Armenii przekonują, że to korzystny i długoterminowy kurs.

Armenia zacieśnia kontakty z Rosją. Ta współpraca będzie coraz głębsza - zapewniał ormiański prezydent na spotkaniu z zagranicznymi dziennikarzami w Erewaniu. Jak zaznaczył, w zeszłym roku obrót z Rosyjską Federacją osiągnął 1 miliard 400 milionów dolarów. To sporo jak na niewielką armeńską gospodarkę. Do tego ponad milion Ormian pracujących w Rosji, którzy przysyłanymi stamtąd pieniędzmi w znaczący sposób wspomagają budżet Armenii.

Najważniejszą kwestią, którą Serż Sarksjan wymienił jako argument na rzecz zacieśnienia kontaktów z Moskwą, jest gaz. Jak podkreślał, gdyby nie zniżka na surowiec, uzyskana w zamian za przyłączenie się do rosyjskiej strefy wpływów, Armenia nie poradziłaby sobie. - Oczywiście byłoby dobrze, gdybyśmy podpisali umowę z cywilizowanym zachodem, ale nie byliśmy gotowi na tak mocne zaciskanie pasa - tłumaczył politykę Erewania prezydent Armenii.

Oprócz kwestii energetycznych dochodzi również konflikt ormiańsko-azerbejdżański o Górski Karabach. Na granicy wciąż dochodzi do incydentów - mówił Serż Sarkisjan. Jak dodał, ormiański sojusz z Rosją jest gwarantem powstrzymania "wrogich poczynań" ze strony Azerbejdżanu. 

>>> Czytaj też: Gazprom sam padł ofiarą ukraińskiego kryzysu. Stracił 6 miliardów dolarów