Drogi szybkiego ruchu blokują się w dużo szybszym tempie, niż zakładali ich zarządcy. Na niektórych już teraz liczba pojazdów jest taka, jaką przewidywano na 2023 r. Efekt? Korki

Otwarcie mówi o tym spółka GTC, koncesjonariusz fragmentu autostrady A1. – Przy projektowaniu placów poboru opłat uwzględniono studium ruchu, które było analizowane również przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Obecnie natężenie ruchu przekroczyło poziom, który miał być osiągnięty za osiem lat – przyznaje Anna Kordecka z GTC. Aut przybywa też na odcinkach zarządzanych przez GDDKiA. Autostradą A2 na odcinku Konin–Stryków w 2014 r. przejechało 10 mln pojazdów, czyli o 8 proc. więcej niż rok wcześniej.

>>> Czytaj też: Najbardziej zakorkowane miasta na świecie. Łódź i Warszawa w czołówce

Projektując autostrady, GDDKiA posługiwała się prognozami dostarczonymi przez wybranych w przetargu doradców technicznych. Kapsch, operator systemu e-myta, potwierdza, że przewidywania te były mocno niedoszacowane. Przykład? Na odcinku autostrady A4 Bielany–Krajków średni dobowy ruch pojazdów w 2015 r. powinien wynieść 27 tys. aut. Z danych Kapscha pokazujących liczbę transakcji zawartych na pierwszym i ostatnim placu poboru opłat odcinka Bielany–Sośnica (mimo różnej metodologii firma zapewnia, że dane są porównywalne) wynika, że jest dużo ciaśniej: niemal 40 tys. pojazdów.

Autostrada Wielkopolska (AWSA) na odcinku Świecko–Nowy Tomyśl rocznie odnotowuje 15–20-proc. przyrost ruchu aut osobowych. Z powodu jego zwiększającego się natężenia AWSA musi budować trzeci pas na autostradowej obwodnicy Poznania. Tym obowiązkiem koncesjonariusz tłumaczy ostatnią podwyżkę opłat.

Ale problem niedoszacowania ruchu dotyczy też innych dróg, a wiele z nich zostało zbudowanych bez rezerwy na trzeci pas.