Pomysł nie jest tak egzotyczny, jak się wydaje. W krajach skandynawskich  płatności gotówkowe odchodzą do lamusa. Duński rząd zapowiedział kilka dni temu, że niektóre placówki handlowe będą mogły odmawiać przyjmowania monet i banknotów. U nas resort finansów chce obniżenia kwoty, powyżej której transakcje między przedsiębiorcami nie mogą być opłacane gotówką. Dziś to równowartość 15 tys. euro, sporo więcej niż w wielu innych krajach, a miałoby to być – jak przed wielu laty – 3 tys. euro.

Wśród argumentów, które podają Rogoff (uzasadniający swoje pomysły) oraz polskie Ministerstwo Finansów (tłumaczące potrzebę zmniejszenia wspomnianego limitu; popierane przez bank centralny), jest walka z szarą strefą. Międzynarodowy Fundusz Walutowy ocenił właśnie, że sobie z tym nie radzimy – podatki ściągamy gorzej niż nawet inne kraje regionu. Ministerstwo chwali się, że kontrole skarbowe i podatkowe są bardziej skuteczne; w 2014 r. było ich mniej, ale ich efekty były lepsze niż w poprzednich latach.

Walcząc z oszustami, w niektórych branżach wprowadzono solidarną odpowiedzialność za rozliczenia VAT czy mechanizm odwrotnego obciążenia tym podatkiem. Jednak to za mało. MFW sugeruje głęboką reformę. Eksperci twierdzą, że przydałaby się m.in. centralna elektroniczna baza faktur. Jeśliby powstała, byłaby przy okazji dowodem, że technologicznie nie ma żadnych przeszkód do wyeliminowania płatności gotówkowych między firmami.