Jak inwestują kobiety na rynku kapitałowym. Sama lokata nie poradzi sobie ze stratami jakie niesie inflacja

Ten tekst przeczytasz w 5 minut
6 minut temu
Kobiety to najbardziej niedoceniona grupa przez rynek kapitałowy. Czy Polka-inwestor ma chęć wyjść poza bezpieczne lokaty i zacząć inwestowanie np. w ETF-y?
Kobiety to najbardziej niedoceniona grupa przez rynek kapitałowy. Czy Polka-inwestor ma chęć wyjść poza bezpieczne lokaty i zacząć inwestowanie np. w ETF-y?/Forsal.pl
W ciągu ostatnich lat inflacja w Polsce pochłonęła ponad jedną trzecią wartości oszczędności. Każde 100 zł odłożone w 2020 roku ma dziś siłę nabywczą zaledwie 64 zł. Skumulowane straty są już faktem. Szczególnie dotkliwie odczuwają to kobiety, które inwestują rzadziej niż mężczyźni i częściej pozostają przy bezpiecznych formach lokowania pieniędzy.

Według raportu XTB w roku 2024 tylko 15 proc. inwestorów indywidualnych stanowiły kobiety. Paradoksalnie, aż 80 proc. polskich kobiet deklaruje niezależność finansową, co stanowi najwyższy odsetek w Europie, ale tylko 15 proc. czuje pełną kontrolę nad swoimi pieniędzmi.
Bariery dla uczestnictwa kobiet-inwestorów mają dwa wymiary, systemowy i kulturowy. Powód systemowy, różnica w wynagrodzeniach między kobietami a mężczyznami w sektorze prywatnym wynosi 14 procent. Najlepiej lukę oddaje porównanie wysokości emerytur. Średnia emerytura Polek to ok. 3300 zł brutto wobec 4800 zł u mężczyzn.

Inflacja spada, ale straty już się zakumulowały

Inwestowanie na rynku kapitałowym to jeden z skutecznych sposobów na ochronę kapitału czyli oszczędności przed inflacją = utratą wartości. Średnioroczna inflacja w 2025 roku wyniosła 3,6 proc. To wyraźnie mniej niż w szczytowym 2022 roku, kiedy wzrost cen sięgał kilkunastu procent, ale efekt kumulacji jest już odczuwalny. Pieniądze trzymane na koncie lub w gotówce przez ostatnie cztery lata straciły ponad jedną trzecią swojej realnej wartości.
- Inflacja spowalnia, ale siła nabywcza Polek już ucierpiała. Nie chodzi o to, żeby każda kobieta została traderką, ale o to, żeby świadomie decydowała, co dzieje się z jej pieniędzmi. Czasem to lokata, czasem obligacje, a czasem długoterminowa inwestycja. Ważne, żeby to była jej decyzja, podjęta ze zrozumieniem – dodaje Małgorzata Gliwińska, fundatorka Fundacji finmarie Polska.

Polka jako inwestor na rynku kapitałowym

Problem pojawia się, gdy lokata jest jedynym narzędziem ochrony oszczędności. Rozsądnym podejściem może być dywersyfikacja, czyli podział środków między różne klasy aktywów: depozyty bankowe, obligacje skarbowe, a w przypadku osób gotowych zaakceptować wyższe ryzyko, również instrumenty rynku kapitałowego.
Na początek rozprawmy się z kilkoma mitami dotyczącymi rynku kapitałowego i inwestycji. Co druga nieinwestująca kobieta uważa, że zarządzanie kapitałem jest zarezerwowane dla ekspertów lub osób zamożnych. 77 proc. sądzi, że do rozpoczęcia inwestowania potrzeba co najmniej 3 tys. złotych. Fakty są takie, że w rzeczywistości start w inwestowaniu jest możliwy już od progu kilkudziesięciu złotych.
- Potencjał jest ogromny, ale blokują go przekonania wyniesione z domu: że finanse to męska domena, że inwestowanie wymaga wielkich kwot, że to zbyt skomplikowane. Dlatego w finmarie zaczynamy od pracy z tymi barierami, bo sama wiedza nie wystarczy, jeśli nie towarzyszy jej zmiana myślenia – komentuje Małgorzata Gliwińska.

Lokata to bezpieczna podstawa

Nawet dobrze oprocentowana lokata bankowa, oferująca 3–4 proc. w skali roku przed opodatkowaniem, czyli ok. 2,4–3,2 proc. po odliczeniu 19-procentowego podatku od zysków kapitałowych, nie zawsze była w stanie w pełni ochronić realnej wartości kapitału.
Lokaty mają jednak sens. W zdywersyfikowanym portfelu inwestycyjnym są ważnym elementem bezpieczeństwa finansowego. Po pierwsze są przewidywalne, po drugie objęte gwarancją Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i nie niosą ryzyka utraty zainwestowanego kapitału.

Rynek kapitałowy to szanse, ale i ryzyka

Z raportu TFI PZU „Kobiety (nie)inwestorki” wynika, że zaledwie 8 proc. Polek ma doświadczenie w inwestowaniu w fundusze typu ETF, czyli fundusze inwestycyjne notowane na giełdzie, które automatycznie odwzorowują zachowanie wybranego indeksu giełdowego.
Oparte o rynki czy sektory, np. ETF firm technologicznych czy spółek surowcowych. Najpopularniejsze i najbezpieczniejsze i stabilne wydają się być te najszersze, oparte o jak najbardziej globalne indeksy. Przykładem jest indeks MSCI World, obejmujący akcje największych spółek z 23 krajów rozwiniętych.

To właśnie na takich indeksach często bazują popularne ETF-y, umożliwiając inwestorom dostęp do szerokiego rynku jednym zakupem. Historycznie indeks ten przynosił średnio ok. 8–12 proc. rocznie w długim horyzoncie, a w żadnym 10-letnim oknie od 1986 roku nie odnotował straty.
Wyższe stopy zwrotu wynikają z wyższego poziomu ryzyka. W krótszych horyzontach, 3- czy 5-letnich, rynek akcji potrafi przynosić znaczące straty. W 2022 roku indeks MSCI World spadł o blisko 18 proc. Kto zainwestował tuż przed takim załamaniem i wycofał środki po roku czy dwóch, mógł zrealizować stratę. Inwestowanie na rynku kapitałowym nie daje gwarancji zysku i wymaga gotowości do zaakceptowania czasowych spadków wartości portfela.

Jak działa rynek kapitałowy?

Działa tu jednak efekt czasu i procentu składanego. Regularne wpłaty nawet 200 zł miesięcznie, inwestowane przez 20 lat przy średniej stopie zwrotu 7 proc. rocznie, mogą dać ok. 104 tys. zł – przy łącznych wpłatach wynoszących 48 tys. zł.
Ale ten scenariusz zakłada długi horyzont i konsekwencję. W krótszym okresie wyniki mogą być znacząco inne. Dlatego instrumenty rynku kapitałowego sprawdzają się przede wszystkim u osób, które mogą pozwolić sobie na zamrożenie części środków na co najmniej 5–10 lat i świadomie akceptują związane z tym wahania.

Od czego zacząć inwestowanie

Pierwszym krokiem nie musi być otwarcie rachunku maklerskiego. Może to być rozmowa o finansach, zdobycie podstawowej wiedzy lub skorzystanie z edukacyjnego wsparcia, które pomaga przejść od samego oszczędzania do świadomego zarządzania kapitałem i stopniowej ochrony go przed inflacją.
Pierwszy krok to nie inwestycja, lecz poduszka finansowa pokrywająca 3–6 miesięcy wydatków. Dane pokazują, że co piąty Polak nie przetrwałby finansowo dłużej niż trzy miesiące, a 14,3 proc. Polek nie ma żadnych oszczędności. Dopiero z zabezpieczoną bazą warto rozważyć kolejne kroki, np. obligacje skarbowe, które oferują ochronę przed inflacją przy niskim ryzyku, lub – w przypadku dłuższego horyzontu – właśnie fundusze oparte na indeksach giełdowych.

Kluczowa jest regularność, nie wyczucie rynku. Strategia systematycznych wpłat pozwala kupować zarówno w okresach wzrostów, jak i spadków, co w dłuższym horyzoncie obniża średni koszt nabycia jednostek.
Warto też wykorzystać konta z ulgami podatkowymi, Indywidualne Konto Emerytalne (IKE) oraz Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE), które oferują zwolnienie z 19-procentowego podatku od zysków kapitałowych. Czas jest jednym z najważniejszych czynników w budowaniu kapitału.

Im wcześniej zaczyna się myśleć o ochronie oszczędności, tym większe pole do działania, także w kontekście inflacji, która w długim terminie podkopuje realną wartość pieniędzy.
To właśnie regularne, długofalowe inwestowanie, oparte na zrozumieniu ryzyka i dopasowaniu narzędzi do własnej sytuacji może pomóc ograniczać skutki wzrostu cen i lepiej przygotować się na przyszłość.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj