Analitycy szacują, ile zostanie zlikwidowanych z powodu niewybrania konkurencyjnej oferty z Doliny Lotniczej – zakładów z Polski południowo-wschodniej.

Wyżyna lotnicza (region wyznaczony miastami Radom-Dęblin-Łódź – red.) będzie połączeniem zdolności produkcyjno-remontowo-serwisowych powstałych m.in. w wyniku kontraktu na śmigłowce wielozadaniowe. Dzięki niemu działające w tym regionie zakłady skorzystają na transferze nowoczesnych technologii – komentuje pułkownik Jacek Sońta, rzecznik Ministerstwa Obrony Narodowej.

>>> Polecamy Siemoniak: Dzięki zakupowi francuskich śmigłowców powstaną tysiące miejsc pracy w Polsce

W przetargu na śmigłowiec MON zdecydowało się na helikopter EC 725 Caracal produkowany przez europejskiego potentata Airbus Helicopters. W związku z tym powstał pomysł, aby stworzyć sieć wzajemnie powiązanych podmiotów lotniczych. Podobnie jak ma to miejsce w przypadku Doliny Lotniczej, która skupia zakłady i placówki naukowe tej branży z Polski południowo- wschodniej.

Wyżyna lotnicza

Wyżyna lotnicza

źródło: DGP

– Realizowany przetarg śmigłowcowy i związane z nim założenia offsetowe stanowią szansę rozwoju dla państwowych zakładów lotniczych w Łodzi, Dęblinie i Radomiu. Nie jest wykluczone, że w dalszej perspektywie właśnie w tym regionie powstaną kolejne zakłady związane z tą gałęzią przemysłu – dodaje Sońta.

Z drugiej strony MON chce, aby w oparciu o już działające w Radomiu i Dęblinie lotnicze jednostki wojskowe powstał międzynarodowy ośrodek szkolenia pilotów. Zdaniem urzędników ministerstwa przemawia za tym zarówno bogata tradycja dęblińskiej „Szkoły Orląt”, doświadczenie naszych pilotów, jak też budowana od pewnego czasu w Radomiu i Dęblinie nowoczesna baza szkoleniowa (wiąże się to z zakupem samolotów AJT M-346 Master oraz symulatorów lotów).

Na obu płaszczyznach – przemysłowej i szkoleniowej – projekt ma być wsparty przez stacjonujące w regionie jednostki, m.in. 25 Brygadę Kawalerii Powietrznej (BKP).

Sprawdziliśmy na jakim etapie realizacji jest koncepcja w 25. BKP. – Faktycznie jest tak, że będziemy beneficjentami tego projektu – Caracale mają u nas służyć. O szkoleniach, które mają prowadzić nasi żołnierze, nic nie wiem – mówi kapitan Tomasz Pierzak, oficer prasowy jednostki.

Z deklaracji Airbus Helicopters wynika, że przy montażu 50 śmigłowców EC 725 Caracal ma być bezpośrednio zatrudnionych 1250 osób, a kolejne dwa tysiące mają znaleźć pracę u kooperantów Airbusa. Wiadomo, że nowe miejsca pracy mają powstać m.in. w Łodzi, Dęblinie i Radomiu.

>>> Czytaj też: Bojowe skrzydła nad Polską. Kto dostanie zlecenie na śmigłowce „Kruk”?

Nieco dalej na południe, w Dolinie Lotniczej, w skład której wchodzą m.in. konkurenci Airbus Helicopters z przetargu na śmigłowce wielozadaniowe: PZL Świdnik (AgustaWestland) oraz PZL Mielec (Sikorsky Aircraft Corporation) nastroje są minorowe. Wkrótce może się rozpocząć likwidacja miejsc pracy. Nieoficjalnie mówi się o tym, że ok. 400 osób może zostać zwolnionych w Mielcu. Jest to związane z tym, że Sikorsky w związku z wygraniem przetargu w Turcji będzie tam rozwijał swoje zakłady. Poza tym nie ma zamówień na wystarczającą liczbę helikopterów składanych w Mielcu. Nie jest pewne, czy zostanie w Polsce utrzymana linia montażowa, a zakład nie skupi się na produkcji poszczególnych elementów statków powietrznych. O tym, że przegrana w przetargu na śmigłowce może zaszkodzić Mielcowi, mówił DGP menedżer Sikorsky Aircraft Corporation.

Choć w PZL Świdnik o zwolnieniach się nie mówi, także tu brakuje optymizmu. Szansa na to, by to właśnie w Polsce był główny zakład produkcyjny nowego śmigłowca AW 149 raczej przeszła obok nosa. – Decyzja o odrzuceniu ofert PZL w Świdniku i Mielcu oznacza dla naszych dwóch zakładów ryzyko zmniejszenia zatrudnienia – przyznaje Krzysztof Krystowski, prezes PZL Świdnik. – Stoimy przed sytuacją, w której musimy przedefiniować naszą strategię biznesową w Polsce.

Zdecydowana większość firm będzie kontynuować swoją działalność. Część być może rozpocznie kooperację z Airbus Helicopters. – Każde rozwiązanie tworzące miejsca pracy w Polsce jest godne poparcia. Ale proszę pamiętać, że my już mamy w kraju dwóch producentów helikopterów, którzy zainwestowali miliony złotych m.in. w swoje kadry – tłumaczy pułkownik Jerzy Gruszczyński, były pilot, obecnie redaktor naczelny miesięcznika „Lotnictwo”. – Jeśli w naszym kraju swoje zakłady mają trzej najpoważniejsi producenci helikopterów na świecie, to dla żadnego z nich nie będziemy ważni. Żaden z polskich zakładów nie będzie mógł się przebić. Wygląda na to, że w jednym regionie będziemy tworzyć miejsca pracy, a w innym likwidować – stwierdza były wojskowy. Jego zdaniem sytuacja jest pełna niedomówień.