Jaka jest rola Rosji w wojnie domowej na wschodniej Ukrainie?

Trzeba jasno powiedzieć: Rosja wspierała od początku separatystów w obwodzie donieckim i ługańskim. Również za pomocą żołnierzy. Co do tego nie ma wątpliwości. Rosja dalej to robi. I to nas niepokoi. Destabilizuje sytuację w niezależnym sąsiednim kraju. Łamiąc przy tym umowy i prawo międzynarodowe. Rosja podważa integralność państwa i jego granic: zarówno w przypadku wschodniej Ukrainy, jak i wcześniej Krymu. Porozumienie pokojowe z Mińska zapewnia rodzaj stabilizacji w regionie. Ale cały czas NATO musi wywierać presję na obie strony, by faktycznie przestrzegały pokoju.

Czy NATO ma konkretne dowody na to, że Rosja wspiera separatystów? Zdjęcia, relacje świadków, dane wywiadowcze.

Nie mogę opowiedzieć o szczegółach. Mogę jednak zapewnić, że mamy dowody niebudzące żadnych wątpliwości – Rosja aktywnie wspierała i wspiera separatystów. To jest absolutna pewność. Jedyne pytanie w tym kontekście dotyczy rozmiaru tej pomocy i dokładnej liczby żołnierzy wysłanych przez Rosję.

Równocześnie obserwujemy militaryzację Kaliningradu, Krymu i Naddniestrza. Jaki jest tego cel?

Obserwujemy sytuację w tych regionach. Jest ona powodem do niepokoju. Na razie sprawdzamy nową strategię sił rosyjskich. Powtórzę jeszcze raz: najbardziej niepokojąca jest gotowość Rosji do zmiany granic.

Najbardziej zaniepokojone są teraz kraje bałtyckie i Polska. Czy na przyszłorocznym szczycie NATO w Warszawie doczekamy się szczegółowej koncepcji obrony tych krajów?

Przypomnijmy sobie punkt wyjścia, gdy ponad rok temu zaanektowano Krym. Początkowo były różne analizy i reakcje na działania Rosji. NATO od razu dostrzegało zagrożenie destabilizacji swoich wschodnich granic, choć dla pewnych krajów nie było to oczywiste. Teraz jesteśmy w sytuacji, gdy konieczność ochrony wschodniej flanki Sojuszu nie budzi już najmniejszych wątpliwości. Na szczycie w Warszawie będzie to jednym z ważniejszych tematów. Przedstawimy plan, konkretne kroki będące odpowiedzią na zagrożenie. Równocześnie będziemy realizować kolejne ćwiczenia przygotowujące odpowiedzi na zagrożenie. Będziemy sprawdzać, na ile ten plan jest skuteczny, i w razie potrzeby wprowadzać modyfikacje. Były duże ćwiczenia służące sprawdzeniu faktycznego funkcjonowania dowodzenia. Niebawem czekają nas ćwiczenia na dużą skalę w Polsce. Testowane będą siły szybkiego reagowania. Jak na razie jesteśmy zadowoleni z efektów. Bez opóźnień wprowadzane są kolejne etapy. Udoskonalamy plany. Musimy być przygotowani na wszystkie ewentualności.

Czy naprawdę możemy czuć się bezpieczni i liczyć na pomoc NATO? W wywiadzie dla Dziennika Gazety Prawnej były doradca prezydenta USA Zbigniew Brzeziński przekonywał, że powinniśmy liczyć przede wszystkim na siebie.

Nasza odpowiedź dotychczas była całkowicie proporcjonalna do zagrożenia. Ponownie chcemy zapewnić sojuszników, szczególnie tych ze wschodniej flanki, że trzymamy się kategorycznie zasad art. 5 paktu. Jesteśmy zdecydowani trzymać się jego postanowień. Czyli zasady zbiorowej obrony. Nie dopuścimy do agresji przeciw żadnemu z państw sojuszu.

W 2008 r. podczas szczytu NATO w Bukareszcie ani Gruzja, ani Ukraina nie zostały zaproszone do MAP (Membership Action Plan), który był przedsionkiem do NATO. Czy temat członkostwa Ukrainy w Sojuszu w ogóle jeszcze istnieje?

To jest pytanie polityczne. Jako wojskowy się tym nie zajmuję. Moja odpowiedzialność polega na zapewnieniu możliwości i warunków współpracy militarnej. NATO ma mocne relacje z Gruzją, Ukrainą i innymi partnerami. Wspieramy sektor obrony i bezpieczeństwa tych krajów. Jednak nie obejdzie się bez decyzji politycznej. Do tego trzeba woli wszystkich krajów sojuszniczych.

Na Ukrainie prowadzona jest tzw. wojna hybrydowa. Również kraje bałtyckie mówią o pewnych jej symptomach. Jaka może być odpowiedź NATO na tego typu zagrożenie?

Wojna hybrydowa to swoista manifestacja globalizacji. Zmienia się sposób komunikowania się oraz narracja. Narracja NATO kompletnie różni się od rosyjskiej, która na użytek swojej opinii publicznej straszy Sojuszem jako potencjalnym zagrożeniem. Byłoby dobrze, gdyby do Rosjan mogło dotrzeć coś więcej niż tylko propaganda w ich własnym języku. Zmuszeni jesteśmy do odpowiedzi na wojnę hybrydową. I robimy to na różnych polach. Choćby komunikacji właśnie i przekazywania naszej wersji wydarzeń. Hybrydowy wyścig obejmuje także politykę energetyczną, wykorzystywanie surowców energetycznych i dróg ich transportu jako szantażu. Zatem naszą odpowiedzią powinno być również zapewnienie bezpieczeństwa dostaw. Na innym polu to wsparcie dla koncepcji NATO jako obrony zbiorowej. Przypomnienie oczywistej zasady, że my się bronimy i bronimy sojuszników. Nasze działania są reakcją na działania agresywne sąsiada. ©?

>>> Czytaj też: Putin w klasycznej pułapce. Na czym polega pat jego położenia?