Ich cel jest jednak zupełnie inny niż w przypadku Muru Berlińskiego – mają zatrzymać biednych ludzi.

Zburzenie Muru Berlińskiego w 1989 roku jest uznawane za oficjalny koniec zimnej wojny, ale to właśnie Węgrzy jako pierwsi naruszyli żelazną kurtynę. W maju tamtego roku zaczęli burzyć ustawione na długości 150 mil zasieki, które oddzielały ich kraj od Austrii. Dziś dość ironiczna wydaje się wiec decyzja Węgier o wznoszeniu nowego muru na granicy. Nie będzie to jednak pierwsze państwo z dawnego bloku wschodniego, które to zrobi – Bułgaria już ustawia mur, który kiedyś izolował ją od Turcji.

W książce „Borders, Fences and Walls” wydanej w 2014 roku, Elisabeth Vallet szacuje, że między 1945 a 1991 rokiem na świecie wybudowano 19 murów na granicach państw. Po okresie zimnej wojny 12 z nich wciąż stało – większość poza Europą, m.in. między Indiami a Pakistanem, Indiami i Bangladeszem czy Koreą Północną i Południową. Kiedy Europa cieszyła się ze zjednoczenia, reszta świata nie była tak szczęśliwa. Między 1991 i 2001 rokiem, kiedy miały miejsce ataki terrorystyczne Al-Kaidy w USA, na świecie powstało 14 kolejnych murów. Do dziś ich liczba z 1991 roku już się potroiła. 

Nie jest do końca jasne, czy wydarzenia z 11 września 2001 roku były katalizatorem nowego trendu wznoszenia murów granicznych na świecie. W swojej książce Wallet pisze: „To, co na początku mogłobyś interpretowane, jako zaostrzenie kwestii bezpieczeństwa po atakach z 11 września, okazało się „efektem zapadki” powstałym w reakcji na szybko postępującą globalizację, która przez wielu członków międzynarodowej społeczności nie została przyjęta zbyt serdecznie”.

>>> Czytaj też: Węgry zbudują czterometrowy mur na granicy z Serbią. "Musimy bronić się przed imigrantami"

Jak pisze dalej, prawdziwą przyczyną stawiania murów nie jest dziś wyraźne oddzielenie linii granicy, ale walka z dwoma zagrożeniami: migrantami i terrorystami. „Te dwa zagrożenia czasami łączą się ze sobą w dyskusji na temat wnoszenia barier. W efekcie na świecie powstaje wielki mur globalizacji, który dla migrantów z Południa jest praktycznie niemożliwy do pokonania”.

Nie jest to do końca prawdą. Zarówno mury wirtualne (wizy, deportacje i inne upokarzające procedury), jak i fizyczne bariery budowane na granicach, są utrudnieniem dla imigrantów, ale nie są nie do pokonania. Spójrzmy chociażby, na migrantów z Afryki, który świętują przedarcie się przez ogromny 6-metrowy mur na granicy Maroko z hiszpańskim miastem Melillą. Zobaczmy, jak reżyser filmów dokumentalnych James O'Keefe, przebrany za Osamę bin Ladena, pokonuje granicę Meksyku i USA. Przypomnijmy sobie tunele drążone przez bojowników ze Strefy Gazy pod murem oddzielającym ich od Izraela. 

W zeszłym roku sam dojechałem bocznymi drogami do nieogrodzonej części granicy na Zachodnim Brzegu. Nikt mnie nie zatrzymał, nikt też nie zatrzymałby żadnych potencjalnych terrorystów podążających w przeciwnym kierunku.

Nie oznacza to, że mury graniczne są kompletnie nieefektywne. Migranci zwykle wybierają te trasy, które są postrzegane jako łatwiejsze. Budowa murów między Turcją, Grecją i Bułgarią w ostatnich latach spowodowała, że zwiększyła się liczba uchodźców próbujących dotrzeć przez Morze Śródziemne do Włoch.

Nowy węgierski mur ma zatrzymać właśnie tych uchodźców, z których większość pochodzi z Syrii. Przemieszczają się z Turcji do Bułgarii i Grecji, pokonują ogrodzenia lub przypływają łodziami z tureckiego wybrzeża na greckie wyspy. Potem przejeżdżają (o ile stać ich na zapłacenie przemytnikom) przez Macedonię i Serbię i lądują w Europie Środkowej. W krajach bałkańskich są często okradani z pozostałego dobytku i nękani przez policję, ale – jak śpiewał kiedyś Joe Strummer – „Jeśli naprawdę chcesz gdzieś dotrzeć, w końcu tam trafisz”.

>>> Czytaj też: KE krytykuje Węgry za plan wzniesienia 4-metrowego muru na granicy z Serbią

Niedługo napotkają na swojej drodze kolejną przeszkodę – mur na granicy z Węgrami. Zdaniem węgierskiego rządu, kraj ten przyjmuje nieproporcjonalnie dużą liczbę imigrantów. Według rządowych szacunków, tylko w tym roku na Węgry dotrze 130 tys. uchodźców. Jeśli imigranci nie będą mieli zamiaru przemieszczać się dalej - np. do Niemiec, dla Węgier, których populacja sięga 10 mln osób, będzie to duży ciężar. Rząd Niemiec robi co może, by zatrzymać imigrantów z legalnymi wnioskami azylowymi. Jednak 61 proc. Niemców deklaruje, że jest przeciwnych imigracji spoza Unii Europejskiej. Jednocześnie na niemieckich ulicach często spotyka się graffiti głoszące „Imigranci są mile widziani”, a mnóstwo mieszkańców bierze udział w protestach przeciw deportacjom.

Tylko ta mniejszość rozumie, że w czasie, gdy na świecie jest najwięcej uchodźców od 1945 roku, mury graniczne nie są rozwiązaniem. Już 60 mln osób zostało pozbawionych dachu nad głową, głównie przez konflikty zbrojne wybuchające na świecie. Mieszkańcy byłych państw komunistycznych, z których wiele opowiedziało się przeciw unijnym limitom imigracyjnym, jako pierwsi powinni zdać sobie z tego sprawę. Ich dawni przywódcy budowali mury, by uniemożliwić im szukanie szans na lepsze życie. Sami te mury zburzyli. Zachodnia Europa przywitała ich z otwartymi ramionami, choć mogła potraktować tak samo, jak dziś traktuje się syryjskich uchodźców.

Nie potrzebujemy dziś budowania mocniejszej twierdzy, ale lepszego planu.