Batalia o znieczulenia trwała od kilku lat. Minister zdrowia Bartosz Arłukowicz obiecał je kobietom w roku 2012, obejmując funkcję szefa resortu. Dyrektorzy szpitali przekonywali, że chętnie będą w taki sposób łagodzić ból. Dodawali również, że jest jedno „ale” – pieniądze. Teraz otrzymają dodatkowe finansowanie.

Wzrośnie ono aż o ponad jedną piątą: z 1,8 tys. zł (tyle NFZ płaci za poród) do 2,2 tys. zł, jeżeli akurat będzie potrzeba podania zastrzyku zewnątrzoponowego do znieczulenia. Za cesarskie cięcie szpital otrzyma nadal tylko 1,8 tys. zł.

– To ważna zmiana. Kobiecie wystarczy samo poczucie, że znieczulenie jest dostępne. Nawet jeżeli z tej opcji nie skorzysta – komentuje Daria Omulecka z Fundacji „Rodzić po Ludzku”. Dodaje, że istotne jest, by lekarze i położne rzetelnie informowali o konsekwencjach podania znieczulenia.

Zdaniem prof. Stanisława Radowickiego, konsultanta w dziedzinie położnictwa i ginekologii, zwiększenie komfortu porodu naturalnego może mieć wpływ na zmniejszenie odsetka cesarskich cięć. Z ostatnich danych wynika, że taka forma porodu jest stosowana u ponad 38 proc. rodzących. – To zdecydowanie za dużo – podkreśla prof. Radowicki.

Ile kobiet skorzysta ze znieczulenia? Zdaniem NFZ może chodzić o 16 proc. rodzących. Dlatego urzędnicy zakładają, że będą musieli przeznaczyć na to w przyszłym roku ok. 13 mln zł. A w roku 2016 – 12 mln zł. Zmniejszenie wydatków wynika z tego, że prognozowany jest spadek liczby narodzin. Jednak sami urzędnicy przyznają, że nie są pewni, ile tak naprawdę będzie chętnych. Są jednak szacunki, które mówią, że będzie to 58 proc. rodzących. Wówczas dopłata NFZ będzie sięgać ponad 46 mln zł.

Obecnie już w części placówek jest oferowane znieczulenie na życzenie. W wielu szpitalach w stolicy wykonywane jest ono za darmo. Wcześniej pobierano opłaty (ok. 400–600 zł), jednak Ministerstwo Zdrowia orzekło, że jest to bezprawne.

W większości szpitali to jednak nadal luksus. Jak wynikało z analizy danych o szpitalach znajdujących się w przygotowanej przez Fundację „Rodzić po Ludzku” bazie, na początku tego roku na 402 szpitali w 256 kobiety nie miały dostępu do znieczulenia. Jedynym województwem, w którym liczba placówek z taką ofertą przeważała, był Śląsk: tu na 40 placówek w 24 kobiety mają prawo do znieczulenia.

Kolejną pozytywną zmianą dla przyszłych matek jest przygotowywana karta ciąży. Resort zdrowia zapowiada, że wprowadzi ją jeszcze w tym roku. – Chodzi o ujednolicony dokument, w którym miałyby się znaleźć opisy wszystkich badań, jakie się wykonuje w trakcie ciąży – mówi prof. Stanisław Radowicki. Książeczkę – przypominającą zeszyt szkolny – otrzyma każda przyszła matka. Lekarz będzie wpisywał, jakie badania przeprowadził, ich wyniki, wagę czy zagrożenia. Kopię zostawi u siebie. Znajdą się tam punkty obowiązkowe dotyczące standardu prowadzenia ciąży, m.in. minimum osiem wizyt, przy czym pierwsza powinna się odbyć najpóźniej do 10. tygodnia ciąży.

Planowana jest także zmiana opieki nad ciężarnymi. Przygotowywany jest pilotaż skoordynowanej opieki nad kobietą w ciąży. Miałby powstać zespół złożony z lekarza w przychodni, specjalisty ginekologa i położnej środowiskowej oraz szpitala. To oni zapewnialiby całość opieki od momentu stwierdzenia ciąży do czasu ukończenia przez dziecko pierwszego miesiąca życia. – W ramach umowy kobieta w ciąży, a następnie w połogu korzystałaby z opieki lekarzy i położnych, których oferuje wspomniany zespół. Będzie wybór spośród lekarzy w umowie – tłumaczy Tadeusz Jędrzejczyk, prezes NFZ.

Dzięki takiemu rozwiązaniu kobieta otrzymywałaby kompleksową opiekę. Zaś szpital posiadałaby dane dotyczące przebiegu ciąży pacjentki, co korzystnie wpływałoby na sam przebieg porodu. I co bardzo ważne, nie miałby prawa odesłać rodzącej do innej placówki.

Opieka również obejmowałaby okres po porodzie, zapewniając wizyty położnej środowiskowej w domu, w tym konsultacje edukacyjne. ©

>>> Czytaj też: PiS planuje podwyższenie składki zdrowotnej o 2 proc.