Proces łączenia przedsiębiorstw zbrojeniowych był postulowany od ponad 20 lat. "Wreszcie udało się to przeprowadzić" - powiedział w rozmowie z dziennikarzami prezes Pegaza, Wojciech Dąbrowski. Na początku trzeba było część spółek ratować przed upadkiem. Tak było w przypadku Meska czy Bumaru - Łabędy, które miały problemy z bieżącą produkcją i myślały o grupowych zwolnieniach. "Dziś w tych spółkach pracownicy mogą spać spokojnie" - zapewnił prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej.

Konsolidacja firm z sektora zbrojeniowego zajęła prawie rok. Grupa w ciągu tego czasu zanotowała 5 miliardów złotych przychodu oraz 226 milionów złotych zysku.

Obecnie Polska Grupa Zbrojeniowa stara się o przejęcie upadającej Stoczni Marynarki Wojennej. Trwają negocjacje z Agencją Rozwoju Przemysłu oraz syndykiem. Rozmowy są prowadzone także z samą stocznią, bo może ona w przyszłości odegrać ważną rolę przy produkcji okrętów dla marynarki wojennej.

Chodzi o programy o kryptonimach "Miecznik" i "Czapla". Pierwszy przewiduje zakup trzech okrętów obrony wybrzeża, "Czapla" zaś to program kupna trzech jednostek do patrolowania wybrzeża.

Oba typy okrętów - jak wynika z wymagań rozpisanych przez MON - mają zabierać na pokład między innymi bezzałogowe samoloty zwiadowcze. "Czapla" i "Miecznik" mają też mieć wspólne kadłuby, systemy łączności i nawigacji.

>>> Czytaj też: 500 osób na bruk w Mielcu. Siemoniak: "Będziemy rozmawiać z Lockheed Martin"