Większość z nich po przypłynięciu do Pireusu kieruje się w stronę autokarów, które jadą na północ Grecji. Imigranci, którym nie udaje się od razu wyjechać, rozlokowują się na ławkach i w namiotach w centrum Aten.

Setki syryjskich, afgańskich i irakijskich rodzin rozłożyło koce i śpiwory na placu Wiktoria w oczekiwaniu na dalszą podróż. Właściciele pobliskich sklepów, których obroty w ostatnich tygodniach są prawie zerowe, obwiniają za tę sytuację imigrantów. Dochodzi do częstych kłótni z błahych powodów. Według policji, imigranci są wprawdzie spokojni, ale ogólnie panuje nerwowa atmosfera. Co bogatsi, głównie Syryjczycy, decydują się na pobyt w hotelach. Proszą o duże pokoje i dostęp do internetu, aby móc kontaktować się z rodzinami. Niektórzy z nich zwiedzają Ateny, zwłaszcza archeologiczne miejsca. 

Tymczasem przed Ambasadą Pakistanu od tygodnia trwają demonstracje. Pakistańczycy żądają dymisji ambasadora, którego oskarżają o odmowę wydawania dokumentów na dalszą podróż. Ambasada odpowiada, że nie będzie wydawać fałszywych świadectw tym, którzy nielegalnie przekroczyli granicę i nie spełniają odpowiednich kryteriów. Demonstranci zapowiadają dalsze manifestacje. Przed Ambasadą Pakistanu wzmocniono oddziały policyjne w obawie przed zamieszkami.

>>> Czytaj też: Imigranci ruszą na Polskę? Eksperci ostrzegają: To bardzo możliwe