Dotychczasowe postsowieckie modele rozwoju ekonomicznego i legitymizacji politycznej wyczerpują się, czego przejawem są rewolucje i masowe demonstracje, a nawet konflikty zbrojne. Bardzo ważną rolę w tym przesileniu odgrywają – niewystarczająco docenione w refleksji Zachodu na Wschodem – przemiany tożsamościowe i kulturowe.

Przestrzeń poradziecka nie jest zamkniętą monadą. Równocześnie następuje w niej geopolityczne trzęsienie ziemi, którego fale mają istotny wpływ na układ sił w skali kontynentalnej, a nawet globalnej. Kluczowym zjawiskiem jest podjęta przez Rosję próba reintegracji świata poradzieckiego pod swoją kontrolą po wielu latach kurczenia się jej wpływów. Rosja stara się zbierać ziemie sowieckie i carskie, przeciwstawiając się rosnącej samodzielności byłych „kolonii” oraz wejściu do gry nowych aktorów (UE, USA, Chiny, Turcja, Iran, Indie, kraje Zatoki Perskiej, Korea Południowa, Japonia) i zacieśnieniu związków obszaru poradzieckiego z sąsiednimi regionami. Większość tych nowych graczy należy uznać za nowych-starych aktorów, ponieważ byli oni przez wieki znacznie bardziej niż Rosja związani z poszczególnymi regionami obszaru poradzieckiego. W efekcie tych procesów samo pojęcie „obszar poradziecki”, opierające się na definiowaniu go przez pryzmat carskiej i komunistycznej Rosji, staje się powoli anachroniczne. Patrząc w przyszłość: znacznie bardziej do opisu nowej, wyłaniającej się na naszych oczach rzeczywistości geopolitycznej pasuje termin „centralna Eurazja”, gdzie Rosja rości sobie bezpodstawnie pretensje do wyłączności.

>>> Czytaj też: Niemcy i Francja już sprzedały Ukrainę. Kolejny konflikt to kwestia czasu

Najważniejszym narzędziem odbudowy rosyjskiej strefy wpływów stała się Unia Euroazjatycka. Gra toczy się jednak o znacznie większą stawkę. Budowa kordonu zwasalizowanych partnerów wokół Rosji ma na celu uzyskanie przez nią statusu jednego z najważniejszych mocarstw w wielobiegunowym globalnym porządku oraz pozycji potęgi decydującej o losach Europy. Wojny w Gruzji oraz na Ukrainie pokazują, że Moskwa jest gotowa do użycia wszelkich środków, w tym siły zbrojnej dla realizacji tego celu. Z drugiej strony rosyjskie ambicje napotykają na istotny opór ze strony wielu krajów poradzieckich (w tym nawet członków Unii Eurazjatyckiej), które nie chcą podporządkować się Moskwie i nierzadko równolegle zacieśniają relacje z nowymi aktorami. Najważniejszym z nich są oczywiście Chiny. Zdecydowany wzrost ich wpływów w ostatnich latach dotyczy także Moskwy, która zbudowała sojusz z Pekinem oparty na wyraźnej i pogłębiającej się asymetrii na korzyść Chin.

W Polsce świadomość historycznego przesilenia na Wschodzie wydaje się niewystarczająca. Konieczność bardziej zdecydowanego zaangażowania Polski na Wschodzie w odpowiedzi na tektoniczne wstrząsy nie jest popularną opinią. W ostatnich latach wzmocniło się przekonanie o ograniczonych możliwościach kształtowania przez Polskę procesów w krajach byłego ZSRR oraz potrzebie unikania zbyt asertywnej polityki na Wschodzie („pochwała minimalizmu” – Bartłomiej Sienkiewicz, „Polacy dzisiaj potrzebują przede wszystkim spokoju i pokoju” – Andrzej Duda). Minimalizm zakłada, że Polska stawia sobie zbyt ambitne cele i w efekcie ponosi porażki na Wschodzie, które wywołują niepotrzebną frustrację i rozczarowanie. Jednak takie podejście zakłada, że Polska „boksuje” w wyższej kategorii wagowej, ponad swoje siły. Rzekomo wykorzystuje swój potencjał niemal w całości, a nawet na wyrost. W rzeczywistości pomimo znaczącego zaangażowania Polska w dużym stopniu wciąż nie wykorzystuje swojego znacznego potencjału. Co więcej, podejście minimalistyczne utrudnia zmianę tej sytuacji, ponieważ opiera się na niedocenianiu własnego potencjału i przekonaniu, że nawet jeśli Polska zdecydowanie zwiększy zaangażowanie, to nie będzie miała większego wpływu na rozwój sytuacji na Wschodzie.

Druga postawa (po pierwsze spokój) jest mocno zakorzeniona w nastrojach społecznych. Patrząc na badania opinii publicznej, nie straciły na aktualności słowa Józefa Piłsudskiego: „Polacy chcą niepodległości, lecz pragnęliby, aby ta niepodległość kosztowała dwa grosze i dwie krople krwi – a niepodległość jest dobrem nie tylko cennym, ale i bardzo kosztownym”.

Z pewnością Polska nie może sama zmienić Wschodu, jednak ma potencjał do odgrywania znacznie większej niż dotychczas roli w obszarze poradzieckim, zaś w sprzyjających okolicznościach może stać się języczkiem u wagi. W ramach UE między Bałtykiem i Morzem Czarnym oraz Niemcami i Rosją żadne państwo nie posiada takiego potencjału jak Polska. Patrząc na wskaźniki ekonomiczne, można założyć, że ten potencjał będzie rósł, a nie malał.

Uświadomienie sobie własnego potencjału jest warunkiem sine qua non zmiany polskiej polityki wschodniej. Następnym krokiem powinien być rzetelny audyt, który oceni, jakie są rzeczywiste wpływy Polski na obszarze poradzieckim, jakie są największe wyzwania i najsłabsze punkty polskiej polityki wschodniej wymagającej poprawy, ale także jakie są jej największe atuty. Właśnie temu celowi służy nasza konferencja – największa tego rodzaju impreza w Europie Środkowej – Polska Polityka Wschodnia organizowana od 10 lat przez Kolegium Europy Wschodniej przy wsparciu różnych instytucji, w tym Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

>>> Czytaj też: Francja: Rosja nie walczy z ISIS. Tak naprawdę wspiera syryjski reżim