1,8 mln widzów na „50 twarzach Graya”, ponad 1,5 mln na „Pingwinach z Madagaskaru: i „Minionkach”, prawie 800 tys. na polskiej komedii „Disco Polo” i ponad 700 tys. na „Małym księciu”. To na razie największe filmowe hity tego roku. Ale i tak cała branża kinowa czeka na końcówkę roku i kilka gorących premier. 6 listopada do kin wejdzie kolejny film z cyklu o Jamesie Bondzie „Spectre”, tydzień później, 13 listopada, premierę będą miały „Listy do M. 2”, 20 listopada „Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2”. Ale największym hitem może się okazać dopiero premiera z 18 grudnia, czyli „Przebudzenie mocy”, pierwsza część nowej trylogii „Gwiezdnych Wojen”.

Jedno jest pewne: pokochaliśmy chodzenie do kina i wydajemy tam coraz więcej pieniędzy. Jakie konkretnie kina wybieramy i dlaczego, co jest decydujące przy takim wyjściu, postanowił zbadać Polski Instytut Sztuki Filmowej razem z Uniwersytetem Ekonomicznym w Katowicach. Na potrzeby pierwszego tak kompleksowego badania polskich widzów przepytano ponad 2 tys. osób z 20 proc. polskich kin. Dodatkowo przeprowadzono specjalne badania metodą wywiadu grupowego na 77 osobach z Rybnika, Katowic i Warszawy.
Na tej podstawie badacze wyszczególnili dwa podstawowe typy polskich widzów. Tych wybierających rozrywkę, jaką jest kino, zakupy przed nim, jedzenie – czy to w trakcie seansu, czy przy okazji. I widzów idących na film, czasem szukających konkretnego repertuaru, a czasem po prostu trafiających do kina, by coś obejrzeć. Ci zaś wolą dodatkowe pieniądze wydawać na gadżety filmowe, muzykę, plakaty.

>>> Czytaj też: W Polsce wciąż istnieje cenzura. Tylko w miękkich rękawiczkach

Renata Pawłowska-Pyra, specjalistka zajmująca się rynkiem kinowym w PISF, mówi, że najbardziej zaskakujące okazało się to, że choć do tej pory Polacy pytani o brak uczestnictwa w tym rynku głównie wskazywali ceny biletów, to okazało się, że to wcale nie niższe ceny i specjalne promocje najmocniej widzów do kin przyciągają. – O wiele ważniejszy dla widzów okazuje się dogodny dojazd do kina i spory wybór repertuaru – tłumaczy. Rzeczywiście odległość od kina ma istotne znaczenie dla respondentów. Średni pokonywany dystans to 9,85 km, a czas poświęcany na dojazd to średnio tylko 20 minut.

Wygodnictwo widzów potwierdza też Edyta Pawłowicz-Ziurkowska, kierownik marketingu w sieci Multikino. Z ostatniego dużego badania w jej firmie wynika, że widzowie, wybierając kino, do którego pójdą na seans, biorą pod uwagę przede wszystkim repertuar, ale też właśnie bliską lokalizację kina. – 61 proc. badanych dociera do kina w ciągu 15–30 minut, a 25 proc. zajmuje to mniej niż 15 minut – mówi. Ale nie zgadza się, że promocje nie przyciągają widzów. Według niej od lat „Środy z Orange”, „Filmowe Ftorki” oraz „Bueno Czwartki” to skuteczne metody przyciągania widzów w dni tradycyjnie słabsze pod względem frekwencji niż weekendy.

Równie ważne jest oferowanie widzom jak największego wyboru. – To widać w działaniach kin. Wiele kin jednosalowych w ostatnich latach się rozbudowało. Oczywiście nie stały się multipleksami. Ale jednak starają się oferować większy wybór, tak by jeżeli ktoś właśnie do nich wpadnie, bo ma w tym momencie ochotę na jakiś film, to będzie miał możliwie najciekawszą ofertę – dodaje Pawłowska-Pyra, mając na myśli również ofertę pozafilmową, czyli barki, restauracje i sklepy z gadżetami.

>>> Czytaj też: Netflix wchodzi do Polski. Czy to koniec tradycyjnej telewizji?

Liczby potwierdzają te oczekiwania. Ponad połowa badanych wydała w sumie w czasie wizyty w kinie średnio do 41 zł, a co czwarty – więcej niż 66 zł, przy czym na bilet średnio tylko 24,55 zł. Reszta poszła na usługi gastronomiczne przed seansem lub po albo przekąski kupowane w kinie. Co ciekawe, najwięcej podczas ostatniego wyjścia do kina wydali badani mieszkający na wsi – średnio 67,02 zł, o 24,27 zł więcej niż uczestnicy badania z miast. Widać więc wyraźnie, że film jest często tylko elementem całego wyjścia.