Z danych CEPiK wynika, że spośród 20 mln pojazdów jeżdżących po polskich drogach aż 3,5 mln nie ma ważnych badań technicznych, a ponad milion – aktualnej polisy OC. Skąd tak duża rozbieżność w liczbach? Powód to przede wszystkim różnica w konsekwencjach. Wypadek bez ważnej polisy ubezpieczeniowej może wpędzić właściciela w poważne tarapaty – czasem oznacza poniesienie ogromnych kosztów leczenia poszkodowanych i naprawy uszkodzonych pojazdów. Brak ważnego przeglądu to w najgorszym razie mandat i zatrzymanie dowodu rejestracyjnego.

Nie sposób określić faktycznej liczby samochodów i motocykli, których stan techniczny budzi wątpliwości. – Oficjalna statystyka nie oddaje istoty problemu. Nie jest tajemnicą, jak obecnie wyglądają przeglądy w niektórych stacjach. Słyszałem o przypadkach, w których przeciętny czas kontroli schodził poniżej czterech minut. To mówi wszystko o rzetelności prowadzonego badania – mówi anonimowo jeden z ekspertów z branży motoryzacyjnej. Według Jakuba Farysia, prezesa Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, skala nieuczciwych praktyk jest trudna do oszacowania. – Trudno powiedzieć, czy jest to 5, 10 czy 20 proc. Jednak nawet jeśli przyjmiemy wariant optymistyczny, to musimy pamiętać, że każde niesprawne auto czy motocykl, wyjeżdżające spod ręki diagnosty, stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa w ruchu drogowym – przekonuje ekspert.

>>> Czytaj też: Przyszli kierowcy ścigają się po prawo jazdy

Wątpliwości budzi także odsetek negatywnych wyników badań samochodów sprawdzanych w stacjach kontroli pojazdów (SKP). Według danych Transportowego Dozoru Technicznego w 2014 r. zaledwie 1,4 proc. aut nie przeszło weryfikacji. W innych krajach europejskich restrykcje przy przeprowadzaniu badań są znacznie większe. Stowarzyszenie Dystrybutorów Części Motoryzacyjnych podaje przykłady: w Belgii, gdzie flota jest znacznie młodsza, pozytywnie badanie przechodzi 76 proc. aut.

Jak poradzić sobie z niebezpiecznym zjawiskiem? Pomysłów jest kilka. Jednym z najczęściej powtarzanych jest wprowadzenie obowiązkowego monitoringu w stacjach diagnostycznych. Przechowywane nagrania mogłyby być poddawane wyrywkowej kontroli, a w razie wątpliwości co do stanu technicznego auta, które przeszło przegląd, wideo dowodziłoby, czy diagnosta w ogóle podjął się sprawdzenia stanu pojazdu. Przedstawiciele branży zapewniają, że pomysł kamer doskonale sprawdził się we Włoszech (choć na początku budził duży sprzeciw). W opinii Jarosława Cichonia, wiceprezesa Stowarzyszenia Techniki Motoryzacyjnej, przy wprowadzaniu zmian konieczne jest jednoczesne oddziaływanie na kierowców, diagnostów i przedsiębiorców prowadzących stacje kontroli.

– Proponujemy oznakowanie samochodów naklejką z datą ważności badań technicznych pojazdu (BTP), które zapewne przypomni wielu kierowcom o konieczności jego wykonania. Potrzebne jest wprowadzenie sankcji za brak przeglądu i zablokowanie możliwości odliczania VAT od paliwa dla pojazdów bez ważnego BTP. W zakresie oddziaływania na stacje kontroli i diagnostów z jednej strony potrzebne jest uwolnienie ich od nacisków ze strony kierowców, z drugiej – wyegzekwowanie przeprowadzania badań zgodnie z obowiązującymi procedurami – wylicza Cichoń. Jego zdaniem można to osiągnąć przez mechanizm potwierdzania wiarygodności wyniku badania. Polegać to ma na gromadzeniu, przetwarzanie i udostępnianiu online wyników pomiarów i użyczaniu ich innym stacjom i instytucjom nadzoru. – Zapobiegłoby to negatywnemu zjawisku „turystyki przeglądowej”, które obecnie mocno uderza w rzetelne stacje – tłumaczy wiceprezes STM.

Niestety, doświadczenia ostatnich lat dowodzą, że wdrożenie takich pomysłów nie będzie łatwe. W czerwcu br. organizacje branżowe otrzymały od rządu do zaopiniowania projekt zakładający zaostrzenie przepisów dotyczących obowiązkowych badań technicznych. Nie spotkało się to jednak z przychylną opinią Polskiej Izby Stacji Kontroli Pojazdów, która w oficjalnym stanowisku podkreśliła, że podstawowym problemem jest utrzymywanie SKP w ramach wolnego rynku. „W zaproponowanym projekcie brakuje mechanizmów pozwalających skutecznie stymulować liczbę działających stacji kontroli. W związku z czym nasze prawo pozwala na to, by działalność, mająca dbać o bezpieczeństwo obywateli, była poddana działaniom czysto wolnorynkowym. Jest to zasadniczy problem i przyczyna patologii obecnego systemu” – napisała izba w oficjalnym oświadczeniu. Ustępujący rząd zapowiadał przyspieszenie prac nad projektem, ale nie zdążył zrealizować żadnej z proponowanych zmian.

Diagności i instytucje, które włączyły się w prace nad nowelizacją, zapewniają, że będą zabiegać o zaangażowanie nowego Sejmu w prace nad poprawą przepisów. – Jako branża liczymy na przyspieszenie działań. Nie można zaczynać wszystkiego od nowa, bo szkoda na to czasu. Grupa robocza działająca pod patronatem ministerstwa pracowała około dwóch lat, aby stworzyć spójny dokument, z którym praktycznie wszyscy się zgadzali – podkreśla Rafał Sosnowski, prezes zarządu STM. 

>>> Czytaj też: Chińczycy i Unia wspólnie zarżną przemysł paliwowy? Auta benzynowe przeminą jak bryczki