Robert Fico, a wcześniej premier Węgier Victor Orban przed nieformalnym szczytem UE na Malcie idą na zwarcie z Berlinem. Przeciw obowiązkowym kwotom, których chcą Niemcy, są również Czesi. Stanowisko PiS na tym tle jawi się jako umiarkowane.

Kryzys imigracyjny jest głównym tematem toczącej się na Słowacji kampanii przed wyborami parlamentarnymi (odbędą się na przełomie lutego i marca przyszłego roku).

Nastroje antyimigracyjne nasiliły się na fali doniesień z sąsiednich Węgier. Temat rozpalał emocje już w maju i czerwcu, kiedy w Polsce o uchodźcach mówiło się jeszcze niewiele. To wówczas przez ulice słowackich miast przeszły pierwsze masowe demonstracje antyimigranckie, organizowane przez skrajną prawicę. Na fali tych nastrojów wzrosło poparcie dla Słowackiej Partii Narodowej (SNS). – Do grudnia 2014 r. sondaże dawały im około 3 proc. poparcia, obecnie SNS ma stabilne 7–8 proc., co zapewnia wejście do parlamentu – tłumaczy w rozmowie z DGP słowacki politolog Grigorij Mesežnikov, szef Instytutu Spraw Publicznych (IVO).

O niechętnych imigrantom wyborców walczy również Smer, który obecnie rządzi samodzielnie, również dzięki przechwyceniu w 2012 r. części elektoratu narodowców. To tłumaczy determinację, z jaką słowacki premier przeciwstawia się unijnym decyzjom.

Według wrześniowej decyzji Rady Europejskiej Słowacja została zobowiązana do przyjęcia 802 uchodźców przebywających obecnie we Włoszech i Grecji. W przypadku zaostrzenia kryzysu rozdzielone miałyby być kolejne osoby. Słowacki rząd proponował przyjęcie na zasadzie dobrowolności zaledwie 200 osób. W dodatku wyłącznie chrześcijan z Syrii. To dużo mniej niż zaproponowały inne kraje regionu – dwukrotnie większe Czechy były gotowe dobrowolnie przyjąć 1500 uchodźców.

Niezależnie od tego Słowacja dobrowolnie pomaga sąsiedniej Austrii. Na mocy umowy zawartej między krajami do słowackiego Gabčíkova tymczasowo przybędzie około 500 uchodźców przebywających w przepełnionym austriackim obozie w Traiskirchen. Mają tam pozostać do czasu załatwienia formalności azylowych, a następnie wrócić do Austrii. Za ich pobyt płaci rząd w Wiedniu.

Sami uchodźcy nie chcą na Słowacji zamieszkać, mimo że jeden z najważniejszych korytarzy tranzytowych, którymi przemieszczali się na Zachód, znajduje się zaledwie 30 kilometrów od Bratysławy, w rejonie austriackiego Parndorfu.

Skoro zalew imigrantów Słowacji nie grozi, a narzucona kwota 802 osób jest bardzo niska, dlaczego premier stawia sprawę na ostrzu noża? I czy rzeczywiście Fico złoży skargę na decyzję Rady Europejskiej? – Premier zlecił nam przygotowanie dokumentacji, na razie nie możemy udzielić konkretnej odpowiedzi, czy i kiedy skarga zostanie złożona – poinformowało nas Ministerstwo Sprawiedliwości.

– Myślę, że Fico złoży tę skargę. On gra na użytek wewnętrzny, a decyzja sądu zapadnie już po wyborach – mówi Lukáš Jankovič, politolog związany z opozycyjną partią Sieť Radoslava Procházky. Podobnego zdania jest Grigorij Mesežnikov. – Oczywiście, że zaskarżenie decyzji Rady Europejskiej nie doda Robertowi Fico popularności u europejskich partnerów. Ale wizerunek Słowacji w związku z rządowym stanowiskiem w sprawie uchodźców jest już tak zły, że dużo gorzej być nie może. Dlatego uważam, że Fico zaskarży tę decyzję, mimo że doskonale wie, iż szanse na pozytywną dla niego decyzję są prawie zerowe – tłumaczy nasz rozmówca.

Przeciwko obowiązkowym kwotom jest również większość partii opozycyjnych, jednak w odróżnieniu od Smeru i narodowców opozycja krytykuje pomysł zaskarżenia decyzji Rady UE. Otwarcie do bardziej aktywnej pomocy uchodźcom nawołuje natomiast prezydent Andrej Kiska.