Jak ustaliliśmy, pierwsze wezwania zawierające zdjęcia z uwiecznionym wykroczeniem zaczęły być rozsyłane w poniedziałek 2 listopada. Wcześniej inspektorzy z Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD) twierdzili, że fotografie zaczną być dołączane pod koniec tego roku, w momencie uruchomienia nowych urządzeń takich jak odcinkowy pomiar prędkości. Po cichu jednak zdecydowano się już teraz zacząć rozsyłać zdjęcia. Inspektorom udało się wcześniej porozumieć w tej sprawie z operatorem pocztowym dostarczającym formularze do kierowców.

– Wysyłając dowód w postaci zdjęcia już w pierwszej korespondencji do właścicieli pojazdów, chcemy ograniczyć częste pytania typu: „Jak mam wskazać osobę winną, skoro nie widzę zdjęcia?”. Liczymy na to, że dzięki temu skróci się cała procedura ustalania osoby popełniającej wykroczenie oraz że zniechęci to osoby dążące wyłącznie do tego, by przedłużać w nieskończoność korespondencję z nami – mówi szef CANARD Marcin Flieger.

>>> Czytaj też: Fatalny stan techniczny polskich aut. Szykuje się rewolucja w stacjach kontroli

Do tej pory, jeśli adresat „pocztówki od inspekcji” koniecznie chciał zobaczyć zdjęcie z uwiecznionym przez fotoradar wykroczeniem, musiał udać się do jednej z delegatur GITD lub bezpośrednio do siedziby CANARD w Warszawie. To był efekt wyroku Trybunału Konstytucyjnego. W ubiegłym roku sędziowie uznali, że niezgodne z prawem są przepisy kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia (a więc i wykroczenia drogowe), które pomijają prawo do korzystania z obrońcy oraz nie przewidują prawa dostępu do akt sprawy osobie, która ma zostać ukarana (wcześniej inspekcja nie udostępniała zdjęć kierowcom). Jak jednak nietrudno się domyślić, tylko najbardziej zawzięci właściciele aut zadawali sobie trud w postaci wycieczki do jednej z siedzib inspekcji. Wysyłanie zdjęć z automatu ma ułatwić obu stronom drogę do zakończenia procedury mandatowej.

Inspekcji zależy na zwiększeniu efektywności ściągalności grzywien z uwagi na goniące ją terminy. Zgodnie z kodeksem wykroczeń karalność wykroczenia ustaje, jeśli od czasu jego popełnienia upłynął rok (chyba że w tym czasie wszczęto postępowanie, wówczas termin ten ulega przedłużeniu do dwóch lat). Jednocześnie jednak art. 91 ust. 1 kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia daje inspektorom 180 dni na nałożenie kary w przypadku wychwycenia wykroczenia przez fotoradar.

Wskutek wydłużającej się korespondencji z kierowcami inspekcja nie zawsze załatwia sprawy w terminie. Jak w ubiegłym roku zauważyła Najwyższa Izba Kontroli (według stanu na 17 września 2013 r.), inspekcja nie nałożyła ponad 72 tys. mandatów o wartości ok. 19,4 mln zł z powodu niedotrzymania terminu 180 dni, a w przypadku ponad 11 tys. spraw o szacunkowej wartości grzywien 2,5 mln zł stwierdzono, że z powodu przekroczenia jednego roku od daty popełnienia wykroczeń upłynął termin ich karalności. A to oznaczało już brak możliwości ukarania kierowców.

Nie wszyscy są jednak przekonani, że zdjęcia wysyłane kierowcom okażą się remedium na problemy inspekcji. – Niestety na skutek pewnych luk w prawie system nie jest tak efektywny, jak powinien być. Dlatego kwestię wysyłania zdjęć traktuję jako rzecz wtórną. Osoby, które starają się uniknąć odpowiedzialności za wszelką cenę, nawet mając zdjęcie, będą kombinować i na przykład twierdzić, że nie rozpoznają się na załączonej fotografii – twierdzi Maciej Wroński, prawnik i ekspert od przepisów ruch drogowego.

Kolejna komplikacja wynika z tego, że część wykroczeń fotoradary rejestrują od tyłu, co oznacza, że na zdjęciu widoczna będzie tylko tablica rejestracyjna samochodu, ale już nie sam kierowca. Sytuacja nie ulegnie też zmianie w przypadku motocyklistów, którzy twarz mają zasłoniętą kaskiem. W takich przypadkach kierowcy dalej będą mogli iść w zaparte i mimo otrzymanego zdjęcia twierdzić, że nie rozpoznają się na otrzymanej fotografii i nie wiedzą, kto został na niej uwieczniony.

W nieoficjalnych rozmowach inspektorzy przyznają, że pomimo rozpoczęcia wysyłki zdjęć w dalszym ciągu dużo będzie jednak zależało od nastawienia kierowców. – Nie dysponujemy dostępem do bazy zdjęć kierowców. Zautomatyzowany proces zakłada oparcie prowadzonych spraw na danych uzyskanych od właściciela pojazdu i nie przewiduje ręcznego porównywania zdjęcia z fotoradaru z fotografią tej osoby. Jeśli będziemy mieć uzasadnione wątpliwości dotyczące osoby prowadzącej pojazd w momencie popełnienia wykroczenia, podejmowane będą dalsze czynności mające na celu ustalenie jego rzeczywistego sprawcy – twierdzi jeden z inspektorów. Nie precyzuje już jednak, o jakich „dalszych czynnościach” mowa. 

>>> Polecamy: Chińczycy i Unia wspólnie zarżną przemysł paliwowy? Auta benzynowe przeminą jak bryczki