Porozumienie o budowie na dnie Bałtyku drugiej nitki gazociągu Nord Stream przypomniało obawy państw Europy Środkowej o wzmocnienie politycznej i energetycznej pozycji Rosji w regionie. Argumenty przeciwko omijającej Polskę i Ukrainę rurze są podobne jak 10 lat wcześniej, gdy podpisywano umowę w sprawie budowy pierwszej nitki. Czy okażą się bardziej skuteczne niż przed dekadą? Są na to poważne szanse, ponieważ Polska nie będzie w tym sporze osamotniona. Skargi do KE zapowiadają Słowacy i Węgrzy.

– Zgłosimy sprzeciw wobec tego projektu na drodze oficjalnej. To poważne naruszenie wspólnego dążenia Europy do dywersyfikacji dostaw gazu. Projekt nie zmniejsza, a zwiększa zależność od rosyjskiego surowca. Nie spełnia też wymogów trzeciego pakietu energetycznego w zakresie dostępu dla różnych dostawców gazu ziemnego – zapowiedział minister gospodarki Słowacji Vazil Hudák. Przeciwko gazociągowi, choć z innych powodów, protestują też Węgrzy, rozgoryczeni fiaskiem projektu South Stream. Zdaniem szefa węgierskiej dyplomacji Péter Szijjártó nie ma żadnej różnicy pomiędzy obydwoma projektami gazociągów. – To dobry przykład stosowania w Europie podwójnych standardów – ocenił szef węgierskiego MSZ.

>>> Polecamy: Polska riposta na Nord Stream. Powstanie kolejny gazoport?

Zdaniem naszych ekspertów, jeśli taki wniosek faktycznie trafi do Komisji, należy się do niego przyłączyć. – Jeśli Słowacy znaleźli dobre uzasadnienie, powinniśmy ich poprzeć – twierdzi były minister gospodarki Piotr Woźniak. Jego zdaniem sami mamy trzy możliwości działań, które mogą storpedować projekt Nord Stream 2. Pierwszym argumentem może być rozbudowa portu w Świnoujściu. – Po położeniu drugiej nitki rozbudowa będzie jeszcze trudniejsza. Dlatego przeciwnika trzeba wyprzedzić – dodaje Woźniak. Druga możliwość to reaktywacja pomysłu gazociągu do Skandynawii, łączącego Polskę z Morzem Północnym.

Wreszcie Polska powinna wystąpić do Komisji o ocenę, czy Nord Stream jest zgodny z trzecim pakietem energetycznym. – Piłka jest jeszcze w grze, więc wszystkie instrumenty będące do dyspozycji państw członkowskich powinny być wykorzystane – mówi ekspert od spraw energetycznych Tomasz Chmal. A powołanie się na trzeci pakiet daje spore szanse powodzenia, co udowodnił już przykład South Streamu. W grudniu 2013 r. Komisja Europejska zaleciła renegocjacje porozumień w tej sprawie, uznając za niezgodne z unijnym prawem umowy zawarte przez Rosję z państwami, przez które miał przechodzić gazociąg. Firmy handlujące gazem nie mogą bowiem jednocześnie zarządzać gazociągami; innymi słowy South Stream musiałby być otwarty nie tylko na rosyjski gaz.

Zastrzeżenia Brukseli wzbudził również sposób nakładania opłat za przesył gazu – w myśl trzeciego pakietu mają one być ustalane w sposób jednakowy dla wszystkich użytkowników. Gazprom nie chciał się zgodzić na te warunki. Pod naciskiem KE w czerwcu ubiegłego roku Bułgaria zawiesiła prace nad swoją częścią projektu South Stream. Ostatecznie rok temu prezydent Rosji Władimir Putin obwieścił, że rezygnuje z południowego potoku. Te same zarzuty, co w przypadku South Stream, można podnieść również w stosunku do bałtyckiego gazociągu.

– Kiedy powstawał Nord Stream 1, nasze instrumentarium było bardziej skromne. Dziś nie jesteśmy tak bezbronni, jesteśmy też bogatsi o doświadczenia kryzysów gazowych, o wspólne stanowisko dotyczące rynku gazu. Jesteśmy wreszcie bogatsi o doświadczenie wojny na wschodzie Ukrainy – mówił portalowi wPolityce.pl nowy minister ds. europejskich Konrad Szymański. Dodatkowo, gdy trzeci pakiet energetyczny wchodził w życie, budowa pierwszej nitki gazociągu bałtyckiego była już na ukończeniu.

>>> Czytaj też: KE przeciwko Nord Stream. Buzek: "Nie ma miejsca na żadne ustępstwa"

Strona rosyjska tłumaczy, że jej plany niewiele zmienią, chodzi bowiem o rozbudowę, a nie o nowy projekt. – Oficjalna zgoda KE nie jest potrzebna. Po prostu są pewne zasady i procedury, które trzeba spełnić – mówił niedawno rosyjski minister energetyki Aleksandr Nowak. W przypadku Nord Stream sprawa jest jednak skomplikowana – większość gazociągu biegnie pod morzem – są zatem wątpliwości prawne, na ile prawo europejskie może dotyczyć tego odcinka. Szansą jest jednak krótki odcinek gazociągu biegnący na terenie Niemiec.

W grze o Nord Stream 2 pojawia się jeszcze jeden element – gazociąg Opal, biegnący wzdłuż polskiej granicy (po niemieckiej stronie) do Czech. Rosja zabiegała o wyjęcie należącej do Gazpromu rury z trzeciego pakietu energetycznego. Udało się to tylko częściowo; Gazprom może wykorzystywać 50 proc. przepustowości, a pozostałą połowę musi udostępnić innym graczom na rynku gazu. Połowiczne zwycięstwo Rosji w tej batalii będzie dla niej argumentem w staraniach o NS2.

Rozgrywka już się rozpoczęła. Dzięki presji Parlamentu Europejskiego (nie bez udziału polskich parlamentarzystów) udało się nieco zaostrzyć stanowisko KE w sprawie gazociągu, a Maroš Šefčovič, wiceprzewodniczący KE ds. unii energetycznej, zapowiedział, że gazociąg północny będzie traktowany równie surowo jak South Stream