"Czego by nie myśleć o Erdoganie, trzeba podziwiać jego śmiałość" - czytamy w artykule redakcyjnym. Doszedł do władzy w 2002 roku, obiecując osłabienie świeckiego establishmentu i stworzenie modelu demokracji dla świata muzułmańskiego. "14 lat później faktycznie poskromił natrętnych generałów i sędziów. Zdławił też media, stłumił protesty uliczne, wyeliminował rywali i przeprowadził czystki w instytucjach, pozbywając się zbyt niezależnych technokratów. Dla wielu Turków Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) jest prawie synonimem państwa" - podkreśla "FT".

Jednak, według gazety, ta nadzwyczajna koncentracja władzy nie wystarcza Erdoganowi, a jego priorytetem jest utworzenie naprawdę silnego urzędu prezydenta, by legitymizować swe jednoosobowe rządy. W tym celu pozbył się nawet Ahmeta Davutoglu, swego zwolennika, którego mianował premierem i szefem AKP, gdy sam został wybrany na prezydenta. Davutoglu, który ośmielił się wykazać odrobinę niezależności, zostanie wymieniony na bardziej "uległego pionka" podczas kongresu partii w najbliższy weekend.

"Może to pomóc Erdoganowi dostosować konstytucję, by odzwierciedlała sposób, w jaki już praktycznie działa prezydent. Jednak aby zmierzać do pełnej prezydenckiej władzy wykonawczej potrzebna mu jest zdecydowana większość AKP" w parlamencie - wyjaśnia "FT". Stąd planowane na ten tydzień głosowanie w Wielkim Zgromadzeniu Narodowym Turcji w sprawie propozycji pozbawienia deputowanych immunitetu. Jeśli zostanie ona przyjęta, otworzy drogę do spraw sądowych mających na celu usunięcie deputowanych, którzy sprzeciwiają się Erdoganowi. Według gazety chodzi głównie o kurdyjskich parlamentarzystów, którym może grozić więzienie w ramach represyjnych przepisów antyterrorystycznych.

Zdaniem "FT" szkodliwe skutki dominacji Erdogana już są widoczne. Jak pisze dziennik, prezydent pogrzebał szanse na pojednanie z Kurdami z południowego wschodu kraju na rzecz zysków wyborczych. Gdy prokurdyjska partia latem 2015 roku na krótko pozbawiła AKP większości parlamentarnej, prezydent odwoływał się do nacjonalistycznych sentymentów, pozwalając, by tlący się konflikt rozgorzał. Od tego czasu w niektórych miastach wybuchła miejska wojna i regularnie dochodzi do zamachów.

"Kurdowie postrzegali kiedyś zmiany konstytucyjne jako szansę na zdobycie większej autonomii politycznej i kulturalnej; jeśli teraz zostaną odsunięci od tego procesu, będą widzieli niewiele alternatyw dla przemocy" - uważa londyński dziennik.

Zagrożona jest też turecka gospodarka, bowiem nieustanne kampanie wyborcze wstrzymały reformy strukturalne.

Zdaniem "FT" obecnie nie ma komu powstrzymać Erdogana. Choć rażąco lekceważy on wartości europejskie, rządy UE czują, że muszą dogadywać się z Turcją, by powstrzymać kryzys migracyjny. Dla Waszyngtonu Ankara jest niezbędnym, choć niepewnym, sojusznikiem w Syrii. Nawet inwestorzy nie wydają się skłaniać ku temu, by w jakimkolwiek stopniu pozbywać się w tureckich aktywów.

"Taka zgoda jest niebezpieczna" - zaznacza "FT". Według gazety dla UE długoterminowa stabilność społeczna i gospodarcza Turcji ma wielkie znaczenie, ale jej przywódcy muszą dać do zrozumienia, że nie będą wiecznie tolerować jego autokratycznych zachcianek. Nie mogą sobie pozwolić na zerwanie kruchej umowy migracyjnej, ale mogą i powinni jasno dać do zrozumienia, że jej warunków nie można zmienić i że zachowanie Erdogana jest niezgodne ze standardami dotyczącymi przystąpienia do Unii.

"Erdogan dobrze by zrobił, zastanawiając się nad swoją spuścizną. W pierwszych latach u władzy jako premier istotnie przyczynił się do wyrwania Turcji ze straconej dekady lat 90., okresu konfliktów i kryzysów gospodarczych. Teraz podporządkowując wszystko dążeniu do władzy, ryzykuje cofnięcie czasu" - konkluduje "FT". (PAP)

>>> Czytaj też: Brexit rozpali konflikt w Irlandii Północnej? Wielkiej Brytanii grozi poważna dezintegracja