Dalszy masowy napływ uchodźców nie tylko nie szkodzi niemieckiej gospodarce, ale zdaniem analityków w dłuższym terminie może być nawet korzystny, bo Niemcy będą potrzebować jeszcze więcej pracowników. Zagrożenia dla wysokiego poziomu zatrudnienia leżą teraz poza granicami Niemiec – w decydującej czy pozostać w Unii Europejskiej Wielkiej Brytanii oraz w przeżywających gospodarcze kłopoty Chinach.

„Potrzebuję mężczyzn do zbioru jabłek i śliwek. Zatrudnię pracowników z Chorwacji i krajów bałtyckich, ale nie z Rumunii i Polski” – tak już od kilku tygodni ogłasza się w internecie sadownik z Bad Gandersheim w Dolnej Saksonii. Jeśli w najbliższym czasie nie znajdzie robotników z preferowanych krajów, być może będzie musiał porzucić swoje uprzedzenia i zaangażować także Polaków i Rumunów. Bo w Niemczech chętnych do tej pracy na pewno nie znajdzie.

W ostatnich latach ze względu na starzenie się społeczeństwa liczba osób w wieku produkcyjnym zmniejszała się aż o 300 tys. osób rocznie. Uchodźcy na razie nie są w stanie wypełnić tej luki. Tymczasem niemieckie firmy już teraz potrzebują nowych pracowników i to nie tylko do niewymagających większych kwalifikacji prac sezonowych. W prawie każdej branży wzrośnie w tym roku zatrudnienie.

Jak zbilansować te sprzeczne zjawiska? Cudzoziemcy wszystkiego nie załatwią. Niemcom na razie udaje się godzić te paradoksy, ponieważ osoby starsze dłużej pozostają aktywne zawodowo i coraz więcej kobiet powraca na rynek pracy.

>>> Czytaj też: Liczba uchodźców przekroczyła 20 mln. Większość z nich jest uwięziona w obozach

W kwietniu Federalna Agencja Pracy miała zgłoszonych aż 640 tysięcy wakatów, czyli o 89 tysięcy więcej niż rok wcześniej. W ostatnim roku liczba bezrobotnych zmniejszyła się o 100 tys. i teraz ma spaść o kolejne 20 tys. Dziś bezrobotnych w Niemczech jest 2,8 mln, co daje stopę bezrobocia w wysokości 4,5 proc. (według definicji MOP). Liczba zatrudnionych w Niemczech rośnie już od dekady, jedynie z przerwą na kryzys finansowy w roku 2009. Trendu tego nie zmieniła nawet słabsza koniunktura w niemieckiej gospodarce w latach 2012-13 (wzrosty PKB rzędu 0,3-0,4 proc.). Także wówczas liczba zatrudnionych zwiększała się o prawie 400 tys. osób rocznie.

Sytuacji na niemieckim rynku nie pogorszyło również wprowadzenie w 2015 r. płacy minimalnej w wysokości 8,5 euro za godzinę (z pewnymi przejściowymi wyjątkami dla Niemiec wschodnich i niektórych branż). Paradoksalnie okazało się nawet, że obowiązywanie płacy minimalnej ma pozytywny wpływ na rynek pracy w Niemczech. Zmniejszyła się bowiem liczba osób pracujących w minimalnym wymiarze godzin, czyli na umowy o tzw. mini jobs, od których odprowadzana jest tylko część składek społecznych. Równocześnie zwiększyła się liczba pracujących na umowy w pełni oskładkowane.

Najbardziej poszukiwani fachowcy

Dziś liczba zatrudnionych na etatowe umowy o pracę wynosi w Niemczech ponad 31 mln, co stanowi aż 72 proc. wszystkich pracujących, i prawdopodobnie nadal będzie rosła. Tak przynajmniej przewidują analitycy Instytutu ds. Badań Rynku Pracy i Zatrudnienia (IAB), który jest instytucją podlegającą Federalnej Agencji Pracy. Ten proces ku przechodzeniu na bardziej stabilne formy zatrudnienia trwa w Niemczech już od dłuższego czasu. W 2005 r. liczba osób płacących pełne składki na ubezpieczanie społeczne wynosiła niewiele ponad 27 mln i od tego czasu wzrosła o 17 proc.

W tym roku eksperci IAB przewidują, że grupa zatrudnionych na etatowe umowy o pracę wzrośnie aż o prawie 700 tysięcy. „Od czasu zjednoczenia Niemiec tak silny wzrost miał miejsce tylko raz – w 2011 r., kiedy gospodarka zaczęła wychodzić z kryzysu” – zauważają analitycy IAB. Według ich prognoz równocześnie grupa osób pracujących na podstawie innych przepisów prawnych nadal będzie się zmniejszać – liczba pracujących w minimalnym wymiarze godzin spadnie do 5,4 mln, samozatrudnionych i pomagających w rodzinnej firmie do 4,2 mln, a urzędników do poniżej 2 mln.

Czy ten trend jest już trwały? W ocenie ekspertów IBA jest jeszcze o wiele za wcześnie, by określić długoterminowe konsekwencje wprowadzenia płacy minimalnej w Niemczech.

Według statystyk niemieckich urzędów pracy najbardziej poszukiwani są pracownicy o kwalifikacjach z zakresu mechatroniki, energetyki, elektrotechniki, logistyki i branży metalurgicznej. W tym roku zatrudnienie wzrośnie w prawie każdym sektorze niemieckiej gospodarki. Najwięcej miejsc pracy przybywa w firmach świadczących różnego rodzaju usługi dla przedsiębiorstw, handlu, transporcie, gastronomii oraz w sektorze usług publicznych.

Jedyną branżą w Niemczech, gdzie należy oczekiwać redukcji zatrudnienia, jest bankowość i ubezpieczenia. Podobnie jak w poprzednich latach eksperci IAB spodziewają się, że również w tym roku ubędzie w firmach sektora finansowego kilka tysięcy miejsc pracy. „To wynik dalszych konsolidacji w tym sektorze” – ocenia dr Enzo Weber z IAB. Jest to jednak odosobniona branża, bo nawet w przedsiębiorstwach z dziedziny informacji i komunikacji, które jeszcze niedawno zmniejszały zatrudnienie, analitycy spodziewają się już 18 tysięcy nowych miejsc pracy (wzrost o 1,7 proc.).

Zagrożenia są, ale umiarkowane

Czy jest coś, co może zagrozić tym pozytywnym trendom na niemieckim rynku pracy? Dla jednego z największych eksporterów na świecie istotne są oczywiście ryzyka międzynarodowe, a jest ich sporo. W samym najbliższym otoczeniu Niemiec są to kwestie dotyczące utrzymania strefy Schengen i pozostania Wielkiej Brytanii w UE oraz ciąg dalszy kryzysu w Grecji. Poza tym konflikt zbrojny na Ukrainie, czy problemy gospodarcze Rosji również mogą negatywnie wpłynąć na niemiecką gospodarkę.

W opinii IAB zagrożenia te mają dziś jednak umiarkowane znaczenie, bo słaby euro nadal sprzyja niemieckiemu eksportowi, a poza tym podstawą dobrej koniunktury w Niemczech jest dziś silny popyt wewnętrzny. Spośród zewnętrznych niebezpieczeństw realną groźbę stanowią narastające kłopoty ekonomiczne Chin, ale to będzie miało znaczenie nie tylko dla Niemiec.

Potencjalne zagrożenia stanowi również dalszy niekontrolowany napływ uchodźców. W tym roku Niemcy spodziewają się przybycia około pół miliona nowych migrantów (wobec 1,09 mln, którzy oficjalnie zawnioskowali o azyl w 2015 r.). Po przejściu formalnych procedur uzyskują oni z reguły po trzech miesiącach ograniczony dostęp do niemieckiego rynku pracy, w tym do różnego rodzaju kursów dotowanych przez państwo.

Według wyliczeń IBA nawet przy takiej skali zjawiska nie należy się spodziewać większych perturbacji na niemieckim rynku pracy. Nowi przybysze mogą bowiem powiększyć grono bezrobotnych zaledwie o około 90 tys. osób. Nie jest to wiele, tym bardziej, że około kilkadziesiąt tysięcy osób w Niemczech pracuje na rzecz zaopatrzenia i obsługi migrantów. Co prawda uchodźcy stanowią dziś obciążenie dla niemieckich wydatków socjalnych, ale w dłuższym terminie może się to zmienić. „Teraz kluczowa jest nauka języka, ale później musimy stworzyć zachęty, by imigranci zdobywali kwalifikacje, dzięki którym będą mogli podejmować lepiej płatną pracę” – apelują eksperci IAB.

Kobiety i starsi wracają do pracy

Mimo rekordowego poziomu zatrudnienia i bezprecedensowej skali napływu imigrantów to nie wzrost bezrobocia są największym zagrożeniem dla rynku pracy w Niemczech. Jest nim coś zupełnie przeciwnego – to brak wykwalifikowanych pracowników jest tym, czym martwią się eksperci, politycy i przede wszystkim przedsiębiorcy. Według analiz sprzed kryzysu migracyjnego w ciągu najbliższych dziesięciu lat liczba osób zawodowo czynnych zmniejszy się o 2 mln, a do 2030 r. o kolejne półtora miliona. Wyliczenia te bazowały na pozytywnym saldzie migracji do Niemiec rzędu 200 tys. osób rocznie i kryzys migracyjny ich nie unieważnia.

Dlatego poszukiwane są także wewnętrzne rezerwy siły roboczej, które pozwolą niemieckiej gospodarce na stabilny rozwój. W związku z tym silny nacisk kładzie się na jeszcze aktywność zawodową kobiet oraz osób starszych.

Dziś w Niemczech aż 70 proc. kobiet jest zawodowo czynnych i grupa ta od kliku lat rośnie (w Polsce 55 proc.). Daje to temu krajowi trzecie miejsce po Szwecji i Danii wśród 28 państw UE. Jednak zdaniem ekspertów Federalnej Agencji Pracy (BA) nadal jest to niewystarczający poziom, ponieważ tylko połowa kobiet pracuje w pełnym wymiarze godzin, co sytuuje Niemcy już w dolnej części unijnych statystyk (daleko za Polską). Właśnie dlatego BA postuluje ułatwienie kobietom większej aktywności zawodowej. Według wyliczeń Agencji zwiększyłoby to do 2030 r. potencjał siły roboczej w Niemczech od 700 tysięcy aż do nawet 1,4 mln ekwiwalentów pełnego czasu pracy.

Z tych samych względów postulowane jest utrzymanie aktywności osób starszych. Dziś pracuje około dwie trzecie Niemców w wieku 55-64 lat. Mimo że grupa ta zwiększa się w ostatnich latach, to jednak nadal jest to poniżej wskaźników ze Szwecji (74 proc.). „Gdybyśmy tylko o połowę zmniejszyli dystans do Szwecji, w Niemczech przybyłoby 245 tys. fachowców” – zachęca BA. Dodatkowe kilkadziesiąt tysięcy mogliby stanowić pracownicy po 65 roku życia, którzy opóźniliby swoje odejście na emeryturę. „Jeśli Niemcy chcą sprostać międzynarodowej konkurencji, potrzebujemy więcej wysoko wykwalifikowanych pracowników” – apelują do władz i biznesu szefowie Federalnej Agencji Pracy.

>>> Czytaj też: Niemcy B stały się Niemcami A. Południowe landy biją na głowę regiony przemysłowe

Autor: Andrzej Godlewski