Europejskiemu projektowi od początku groziło niepowodzenie. Europa to kontynent podzielony przez bariery geograficzne, który przez dwa tysiąclecia był nie tylko pogrążony w wewnętrznych, ciągłych wojnach, ale także w ich rozpamiętywaniu, przez co każde nowe pokolenie miało świadomość krzywd przodków. Przez wieki powstało tu wiele imperiów, które rodziły się i upadały, zostawiając po sobie różne grupy ludzi z odmiennymi historiami, mówiących innymi językami i pochodzącymi z różnych kultur. Jakikolwiek projekt, który próbowałby zniwelować różnice kulturowe i utworzyć jedno, monolityczne państwo w ciągu 70 lat, z góry jest skazany na porażkę. Nieuchronnie prowadzić to będzie do nacjonalistycznego oporu, a realizacja takiego projektu zatrzyma się wówczas w miejscu. Właśnie w takim punkcie obecnie znajduje się Europa.

Liczne kryzysy w Europie – choć mają różne fasady – to wypływają z tego samego źródła: obywatele państw europejskich cenią sobie wyżej narodową i regionalną tożsamość, niż ponadnarodowe marzenia.

Kryzys zadłużenia oraz groźba opuszczenia przez Grecję strefy euro, a także same narodziny strefy euro w 1999 roku, ukazały niechęć Europy Północnej do dotowania Południa. Brytyjskie referendum ws. Brexitu ma swoje korzenie w rozszerzeniu Unii Europejskiej w 2004 roku, po którym fala imigrantów z Polski zalała Wielką Brytanię. W czasie trwającego obecnie kryzysu migracyjnego państwa członkowskie wolą obchodzić europejskie reguły i jednostronnie przywracają kontrole graniczne, aby zatrzymać napływ imigrantów na ich terytoria. We wszystkich tych przypadkach działają te same czynniki: siły napędowe w Europie mają charakter narodowy i państwa ostatecznie najpierw będą realizowały swoje własne interesy.

Dzisiejsze problemy były do przewidzenia i zostały przewidziane. Kolejny krok, czyli prognoza na przyszłość, może być nieco trudniejszy. Określiwszy wewnętrzne wady tego systemu, można słusznie stwierdzić, że system ten jest nie do utrzymania. Niemniej nie pozwala to jeszcze na określenie warunków, w jakich nastąpi koniec systemu. Wciąż istnieje wiele różnych ścieżek, według których może nastąpić rozpad Unii Europejskiej w jej obecnej formie.

Na przykład mogłoby to nastąpić w wyniku działania sił rynkowych, do czego nieomal doszło w 2012 roku, gdy inwestorzy testowali zaangażowanie rdzenia strefy euro do ratowania europejskich peryferii. Okazało się, że zaangażowanie to nie było duże. Innym sposobem rozpadu systemu Unii Europejskiej mogłoby być dojście do władzy partii nacjonalistycznych, takich jak np. Front Narodowy we Francji. Ugrupowanie to mogłoby doprowadzić albo do wyjścia Francji z UE, albo sprawić, że Unia stałaby się niezdolna do funkcjonowania. Być może najbardziej prawdopodobnym scenariuszem byłoby przetrwanie Unii Europejskiej jako cienia tej organizacji z przeszłości, gdzie prawa byłby ignorowane do tego stopnia, że Bruksela sprawowałaby zaledwie luźną kontrolę nad państwami członkowskimi.

>>> Polecamy: Niemcy pozostaną dla Polski partnerem pierwszego wyboru

Miejsca, gdzie integracja przetrwa

Pomimo, że dokładne okoliczności zakończenia europejskiego projektu pozostają dziś niejasne, to istnieją pewne zasady, które przetrwają koniec Unii Europejskiej w jej obecnej formie. Dzięki temu można przewidzieć kształt pewnych rozwiązań w przyszłości.

Te fundamentalne zasady wypływają z niezmiennych sił, które sprawiają, że pewne kraje będą się integrować ze względu na ich podstawowe cele i interesy. Dokładnie te same siły są jednocześnie przyczyną ograniczenia żywotności Unii Europejskiej w jej obecnej formie.

Przyglądając się tym fundamentalnym czynnikom, można przewidzieć, jakie kraje wyłonią się z osłabionej lub rozwiązanej Unii Europejskiej i wciąż będą chciały ze sobą współpracować, a jakie państwa oddzielą się w kierunku realizacji swoich własnych interesów, z dala od integracyjnych ideałów Unii Europejskiej.

Najlepszym miejscem, aby zacząć prognozę, jest region krajów Beneluksu. Belgia, Holandia i Luksemburg, położone na płaskiej i łatwo dostępnej przestrzeni pomiędzy dwiema potęgami – Francją i Niemcami, od dawna ogrywały kluczową rolę w europejskiej geopolityce. To właśnie tu rozpoczął się europejski projekt. Belgia i Luksemburg stworzyły unię gospodarczą w 1921 roku i tuż przed zakończeniem II wojny światowej, w 1944 roku, rozpoczęły rozmowy ws. unii celnej z Holandią. Ostatecznie jednak to II wojna światowa doprowadziła do narodzin Unii Europejskiej, gdy to kraje Beneluksu połączyły się z Francją, Niemcami i Włochami w celu utworzenia bloku, mającego zapobiec odrodzeniu się tak niszczycielskiego konfliktu w przyszłości.

W ciągu 70 lat od czasu zjednoczenia Niemiec w 1871 roku, Francja doświadczyła trzech inwazji, a wszystkie państwa założycielskie raczkującej unii ponosiły dotkliwe konsekwencje tych wydarzeń. Dziś – po 70 latach od utworzenia Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali po II wojnie światowej, bez doświadczenia w tym czasie żadnego krwawego konfliktu, wydaje się, że strategia ta zadziałała. Dlatego właśnie kraje Beneluksu, Francja i Niemcy będą chciały kontynuować swoje integracyjne wysiłki.

Kraje Beneluksu, znajdujące się pomiędzy gospodarczymi potęgami Francji i Niemiec, będą chciały zabezpieczyć przyjaźń z tymi państwami. W tym samym czasie francusko-niemiecka rywalizacja dodatkowo je do siebie zbliży. Niemniej trzeba też pamiętać o pewnym nieuchronnym fakcie, że francusko-niemiecki podział należy dziś do jednej z podstawowych osi podziału w Unii Europejskiej. Oznacza to, że w tej nowej, mniejszej unii będzie to również negatywnie rzutowało na integrację.

Włochy tym razem nie zostaną zaproszone do tej mniejszej unii. Z jednej strony bowiem brakuje im podobnych czynników geopolitycznych – Italia jest bezpiecznie schowana za murem Alp. Co więcej, okazało się, że ta trzecia największa gospodarka strefy euro jest jednym z centrów europejskiego kryzysu zadłużenia i kryzysu imigracyjnego. Szczególnie Niemcy nie będą chciały być podłączone do zadłużonych Włoch, podobnie jak nie chcą być podłączone do zadłużonej Hiszpanii. Blok Francji, Niemiec i krajów Beneluksu prawdopodobnie odziedziczy euro, jeśli waluta ta przetrwa. I blok ten będzie zarządzał integracyjnym etosem Unii Europejskiej. Dodatkowo przyjmie bardziej pozytywne niż obecna Unia Europejska stanowisko wobec wolnego handlu, gdzie Holandia i Niemcy przeważą protekcjonistyczne zapędy Belgii i Francji, pozbawionej tym razem swoich tradycyjnych śródziemnomorskich sojuszników. Ten blok rdzenia będzie centrum grawitacji w Europie. Od czasu, gdy w 1871 roku nastąpiło zjednoczenie Niemiec, to Niemcy dominowały na Starym Kontynencie. Wygląda na to, że będzie tak jeszcze przez najbliższą dekadę lub dwie.

Niemiecki wpływ na Europę ma nie tylko geopolityczny charakter. Duża część tego wpływu opiera się na handlu. W szczególności ostatnie 20 lat były czasem, w którym Niemcy stały się silną, międzynarodową fabryką dóbr. Niemcy importują półprodukty od swoich sąsiadów (w przypadku 8 sąsiadujących z Niemcami krajów ponad 20 proc. ich eksportu trafia do Niemiec), a następnie składają z nich wyrafinowane i przetworzone dobra końcowe. W 2014 roku Niemcy były pierwszym kierunkiem eksportowym w przypadku 14 z 27 krajów UE oraz pierwszym partnerem jeśli chodzi o import w przypadku 15 z nich.

Z dostępu do tej gospodarczej maszyny skorzystały szczególnie byłe państwa bloku wschodniego w Europie Środkowej i Wschodniej. Doświadczyły one bowiem szerokiego strumienia niemieckich inwestycji (jak również holenderskich i austriackich), zaś napływ kapitału powodował imponujące wzrosty PKB. Bez względu na to, czy Unia Europejska przetrwa czy nie, aktorzy tej sieci będą zainteresowani utrzymaniem tych mechanizmów.

Interesy Wschodu i Zachodu będą się rozjeżdżać

Wciąż istnieją tu dwie przeszkody w relacjach Niemiec z państwami na wschodzie i południowym-wchodzie Starego Kontynentu. Pierwszą z nich jest kwestia imigracji. Problem ten różnicował wzajemne relacje od czasu powiększenia Unii Europejskiej w 2004 roku, gdy Niemcy były jednym z wielu krajów, które chciały nałożenia ograniczeń na wolność przepływu osób ze strony nowych członków UE. Ostatni napływ imigrantów do Europy odgrzał to napięcie, tym razem jednak to kraje Grupy Wyszehradzkiej (Polska, Czechy, Słowacja, Węgry) zjednoczyły się wokół sprzeciwu wobec niemieckich prób nałożenia na nie systemu kwot imigrantów z Bliskiego Wschodu.

Takie relacje Niemiec wobec wschodu i południowego-wschodu sprawiły, że o ile wspierany jest wolny przepływ kapitału i dóbr, o ile wolny przepływ osób jest poddawany pewnym ograniczeniom.

Drugą z przeszkód jest Rosja. W ciągu najbliższej dekady Rosja doświadczy kilku istotnych zmian zarówno jeśli chodzi o relacje tego państwa z innymi państwami, jak i w przypadku wewnętrznego systemu. Pierwsza część tej prognozy już się sprawdziła, gdyż Rosja stała się bardzo wojowniczym państwem w obrębie swoich peryferii. Agencja Stratfor uważa, że będzie to wybrzmiewało jeszcze bardziej do czasu, aż system zaprojektowany przez rosyjskiego prezydenta Władimira Putina zawali się, albo dostosuje. Będzie to miało istotny wpływ na sąsiadów Rosji, choć w różnym stopniu.

I znów dużą rolę odgrywa tu geografia. Jak dotąd mogliśmy obserwować działania Rosji oraz ich konsekwencje na wschodzie Ukrainy, jednakże możliwości Moskwy, aby pchnąć konflikt wojskowy dalej w kierunku Rumunii, są ograniczone przez pasmo górskie Karpat. To naturalna bariera, która oddziela północ od południa i zapewnia dodatkową ochronę Węgrom i Słowacji. W przeciwieństwie do tych państw Polska jest silnie narażona na działania Białorusi – bliskiego sojusznika Rosji. Między Polską a Białorusią nie ma żadnych gór, które mogłyby pełnić funkcje ochronne. W podobnej sytuacji są państwa bałtyckie, którym brakuje powierzchni Polski, a przez to są jeszcze bardziej narażone. Polska ze swoją powierzchnią ma więcej czasu na zorganizowanie obrony. Państwa bałtyckie takiej możliwości nie mają.

Te różnice geograficzne podzielą Europę Środkowo-Wschodnią na dwie grupy państw. Jedna z nich będzie skupiona na kwestiach handlu, druga – na kwestiach bezpieczeństwa.

Środkowi Europejczycy (Czesi, Węgrzy, Rumuni, Bułgarzy i Słowacy) będą się obawiali antagonizować swoich stosunków z Rosją. Karpaty – choć stanowią pewną barierę – to ostatecznie można je pokonać. Tak więc kraje te, dysponując pewną barierą w postaci pasma Karpat, będą wolały skupić swoją energię na budowaniu dobrobytu poprzez handel z krajami rdzenia UE.

Polska i kraje bałtyckie, w przeciwieństwie do omawianych wcześniej państw, nie mają komfortu wyboru ścieżki bogacenia się. Wraz z rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji, kraje te będą się do siebie zbliżać, kierując swoją energię w stronę budowy paktów i sojuszy wojskowych – szczególnie w silnej współpracy z USA. Oczywiście handel wciąż będzie miał miejsce, ale tożsamość tych krajów będzie budowana wokół oporu przed rosyjskim zagrożeniem.
Jeśli wewnętrzne problemy zmuszą Rosję do zwrócenia swojej uwagi do wewnątrz, Polska stanie przed możliwością, jakiej nie miała od setek lat – będzie mogła rozszerzyć swoje wpływy na byłe terytoria Rzeczpospolitej Obojga Narodów na Białorusi i Ukrainie.

Z kolei na północy Kontynentu, państwa skandynawskie stworzą swój własny blok. Jego członkowie mają tradycję wspólnych imperiów, wolnego handlu, przepływu osób i nieudanej unii walutowej. Są dla siebie naturalnymi sojusznikami. Rada Nordycka – instytucja, która od czasu wzrostu znaczenia Unii Europejskiej pozostawała w uśpieniu, będzie mogła pomóc temu blokowi w międzynarodowym zarządzaniu. Blok skandynawski będzie prawie lub równie zintegrowany jak blok francusko-niemiecki, z którym Skandynawia utrzyma bliskie relacje handlowe i dyplomatyczne.

>>> Czytaj też: Zielonka: Unię Europejską czeka rozpad, ale Europa nie jest skazana na zagładę

Zwycięzcy i przegrani nowego porządku

Jednym z krajów, które będą najbardziej zadowolone z nowego porządku, będzie Wielka Brytania. Przy założeniu, że państwo to będzie w stanie utrzymać jedność. Mieszkańcy Wysp przez ostatnie tysiąc lat próbowali grać na podział Kontynentu. Gdy po II wojnie światowej jedność Unii Europejskiej stała się nie do zakwestionowania, Londyn był zmuszony do przyłączenie się do tej organizacji. Przy okazji nowego podziału w Europie, Wielka Brytania będzie mogła powrócić do swojej preferowanej strategii długoterminowej. Jej działania będą polegały na wspieraniu równowagi sił przy jednoczesnych próbach budowy sieci handlowej w wymiarze zarówno regionalnym jak i globalnym.

Dla kontrastu wobec Wielkiej Brytanii, Hiszpania i Włochy mogą zostać w tyle. Oba kraje będą walczyły o utrzymanie jedności, szczególnie dotyczy to Hiszpanii, gdzie istnieją silne wewnętrzne napięcia pomiędzy regionami. Zarówno Włochy jak i Hiszpania będą próbowały pozostać tak blisko bloku krajów rdzenia, jak to tylko możliwe. Stosunki z krajami rdzenia mogą być hamowane przez praktyki protekcjonistyczne Rzymu i Madrytu. Hiszpania i Włochy skorzystają także na wolności dewaluacji własnych walut, dzięki czemu poprawią swoją konkurencyjność.

Z perspektywy krajów rdzenia, Włochy i Hiszpania będzie powodem do napięć wewnątrz centrum, gdyż Francja będzie dążyła do włączenia tych krajów, podczas gdy Niemcy i Holandia przeciwnie. Ale czas będzie działał w tym przypadku na korzyść Francji. Kraj ten – dzięki przewadze demograficznej nad Niemcami – z czasem będzie zdobywał coraz większy wpływ w ramach bloku państw rdzenia.

Powyższa prognoza nie jest dokładnym odwzorowaniem tego, czym Europa może się stać w przyszłości. Nawet jeśli Unia Europejska rozpadnie się nagle, tak jak mogło do tego dojść w 2012 roku, jest mało prawdopodobne, że kraje UE łagodnie przejdą do swoich nowych ról – opisanych w tej prognozie. Wydarzenia mogą następować z różną prędkością przy różnym natężeniu konfliktów. Włochy i Hiszpania będą walczyć, aby uniknąć izolacji. Francja z kolei znajdzie się w trudnym położeniu, gdyż będzie zmuszona wybierać między bliskimi relacjami z Niemcami a stosunkami z państwami śródziemnomorskimi. Pewne elementy obecnego systemu mogą przetrwać, a pewne powiązania mogą istnieć niezależnie od istnienia bloków. Przykładowo – jeśli euro przetrwa w państwach rdzenia, to waluta ta może być używana przez kraje dzisiejszej strefy euro, które ceną sobie odpowiedzialność fiskalną – takie jak Finlandia.

Wciąż jednak pozostaje wiele niewiadomych. Obraz, który się wyłania, będzie zależał od tego, gdzie i jak będą się rozkładały napięcia w ciągu najbliższych lat.

Tekst został opublikowany za zgodą ośrodka Stratfor.

"Europe Without the Union" is republished with permission of Stratfor.