Międzynarodowe instytucje już ostrzegają przed ryzykiem powiększającej się dziury budżetowej, a rentowności obligacji rosną w całym regionie.

Zagrożenie Brexitem pogłębia podziały w Unii Europejskiej, a kraje ze Wschodu Europy coraz częściej spierają się z UE i buntują przeciw niemieckiej polityce migracyjnej. Rządy Polski i Węgier znalazły się w ogniu krytyki ze strony UE za łamanie zasad demokracji. Jednocześnie wzrost gospodarczy w regionie zaczyna słabnąć, więc państwa te coraz bardziej luzują swoją dyscyplinę budżetową, by napędzić PKB.

“W porównaniu do sytuacji sprzed paru lat, na rządach w regionie ciąży dziś znacznie mniej presji, by ograniczać deficyty budżetowe. Populizm stał się nowym porządkiem politycznym, głównie z powodu przedłużającej się ery oszczędności i gospodarczej niepewności” – mówi Otilia Dhand, analityk Teneo z Brukseli.

Międzynarodowy Fundusz Walutowy ostrzegł już Polskę, że jej deficyt budżetowy może znacząco wzrosnąć, jeśli rząd nie znajdzie nowych źródeł dochodów lub nie ograniczy planu zwiększania zasiłków i świadczeń społecznych. Na Węgrzech premier Wiktor Orban obniżył podatki i wprowadził ułatwienia dla nabywców mieszkań, podniósł płace pracowników opieki zdrowotnej i rozszerzył zakres wsparcia rodzin, by zwiększyć wzrost gospodarczy.

Rumunia w zeszłym roku obniżyła poziom VAT i podniosła wynagrodzenia dla pracowników budżetówki o 10 proc., zwiększając tym samym trzykrotnie swój cel deficytu budżetowego na 2017 rok, zbliżając się do poziomów limitów akceptowanych przez UE. Słowacja w 2015 roku ledwo uciekła przed unijną procedurą nadmiernego deficytu, mimo, że jej wzrost gospodarczy był najwyższy od 2010 roku. Nowy koalicyjny rząd przesunął na 2019 rok termin planowanego zrównoważenia budżetu.

Działania wschodnioeuropejskich rządów nie umknęły uwadze inwestorów i agencji ratingowych. Różnice w rentowności rumuńskich obligacji denominowanych w euro z terminem wykupu w 2025 roku i niemieckich obligacji tego samego typu, wzrosły do najwyższego poziomu od czterech miesięcy, a koszty pożyczania dla Węgier są najwyższe od lutego. Agencja Moody’s zmieniła w zeszłym miesiącu perspektywę ratingu polskiego długu do negatywnej, sugerując tym samym, że może podążyć śladem S&P i obniżyć rating największej gospodarki wschodniej części UE.

“Choć poziomy długu w relacji do PKB są w przypadku Polski i Węgier niższe niż unijna średnia, nie oznacza to, że kraje te mają większą przestrzeń do manewrowania” – ocenia Juraj Kotian, ekonomista Erste Bank z Wiednia. „W ciągu ostatnich 5 lat spready między ich obligacjami i Bundami stale się zmniejszały, jednak zwrot w polityce fiskalnej może bardzo szybko znów je poszerzyć” – dodaje.

>>> Czytaj też: 3,9 proc. wzrostu PKB i 8,1 proc. bezrobocia. Zobacz założenia rządu do przyszłorocznego budżetu

Dług publiczny Polski sięgał w zeszłym roku 51 proc. PKB. W przypadku Rumunii było to 38 proc. PKB. Tymczasem unijna średnia wynosi dziś 93 proc. PKB. Na takim tle nawet stosunkowo wysokie zadłużenie Węgier na poziomie 75 proc. PKB wydaje się nie najgorszym wynikiem.

Skalę wielkiej fiskalnej zmiany dobrze obrazują programy konwergencji. W zeszłym roku Rumunia zakładała, że ograniczy deficyt budżetowy do 1 proc. PKB w 2017 roku. Nowe szacunki przedstawione Unii mówią już o deficycie rzędu 2,9 proc. PKB. Polski rząd także poluzował swoje cele deficytu budżetowego – są dziś tylko nieznacznie niższe od unijnych limitów. Węgierski rząd zakłada zaś, że dziura w budżecie wzrośnie do 2,4 proc. PKB, po dwóch latach notowania lepszych wyników.

Nie wszyscy przedstawiciele władz są jednak pozytywnie nastawieni do zwiększonych wydatków budżetowych. Dane o wzroście gospodarczym w Polsce, Słowacji i na Węgrzech w pierwszym kwartale mocno zawiodły oczekiwania ekonomistów. Członek zarządu banku centralnego Rumunii Daniel Daianu ostrzega, że jeśli wzrost PKB będzie zwalniał, deficyt budżetowy w kraju może niebawem wystrzelić w górę do 50 proc. PKB

“Nie zabije to rumuńskiej gospodarki, ale jest niebezpieczne. Rumunia przeszła już przez okres niekontrolowanego deficytu budżetowego w czasie ostatniego kryzysu finansowego i musiała zastosować bardzo bolesne środki oszczędnościowe. Dlatego właśnie bank centralny z niepokojem obserwuje wzrost dziury w budżecie” – mówi Dianu.

>>> Czytaj też: CBOS: Aż 92 proc. Polaków chce płacić podatki. Powinny być jednak niższe