Już niemal wszystkie duże miasta ubezpieczają swoje strategiczne obiekty infrastrukturalne, takie jak mosty, wiadukty czy tunele – wynika z sondy przeprowadzonej przez DGP.

Świadomość wśród samorządowców dotycząca ofert na rynku ubezpieczeniowym rośnie. Z reguły decydują się na kompleksowe, kilkuletnie programy. Przykładowo Zielona Góra zabezpiecza w ten sposób blisko 100 jednostek miejskich (w tym szkoły, przedszkola, żłobki, spółki komunalne itp.). I właśnie szykuje się do przetargu na ubezpieczenie na lata 2017–2020.

– Od lat ubezpieczamy również wszystkie drogi oraz wiadukty, a po połączeniu miasta z gminą Zielona Góra od stycznia 2015 r. także jeden z największych mostów w województwie lubuskim, czyli most w Cigacicach. Obiekty te ubezpieczone są w grupie „budowle”, do sumy 218 mln zł – wyjaśnia Anna Szatkowska z biura prezydenta UM.

Przykład Torunia pokazuje, że zabezpieczenie nawet największych obiektów infrastrukturalnych nie musi być zbyt kosztowne. – Łączna wartość majątku wynosi ponad 257 mln zł, a wysokość składki rocznej to 130 971 zł – tłumaczy Anna Kulbicka-Tondel, rzeczniczka prezydenta Torunia.

Dodaje, że na całość mienia wystawiona jest jedna polisa. Wyjątkiem jest nowo wybudowany most im. gen. Elżbiety Zawackiej wraz z drogami dojazdowymi. Ta inwestycja została w 2014 r. ubezpieczona osobno (roczny koszt wynosi prawie 95 tys. zł).

Podobne kwoty zapłaci Częstochowa, a konkretnie tamtejszy zarząd dróg miejskich. Na podstawie umowy zawartej z Powszechnym Zakładem Ubezpieczeń SA w tym roku za ubezpieczenie swojego mienia drogowego zapłaci on niecałe 85 tys. zł, a w 2017 i 2018 r. tylko nieco więcej – po 113,3 tys. zł.

Zeszłoroczny pożar mostu Łazienkowskiego dał do myślenia władzom Warszawy. Po spłonięciu przeprawy samorząd oszacował straty na 110 mln zł. Tymczasem budowla ubezpieczona była na kwotę zaledwie 3 mln zł (most Łazienkowski był jednym z elementów majątku miasta, objętym klauzulą ogólną ubezpieczenia, w której limit wysokości odszkodowania wynosił właśnie 3 mln zł).

Miasto zdecydowało się więc wprowadzić od tego roku zmiany w Warszawskim Programie Ubezpieczeniowym, funkcjonującym od 2012 r.

Na czym one polegają?

W poprzednich edycjach programu jako kluczową infrastrukturę zgłoszono m.in. Węzeł Młociny na kwotę 470 mln zł (obejmujący również most Marii Skłodowskiej-Curie). Jak słyszymy w ratuszu, do tej grupy nie zaliczał się most Łazienkowski. On akurat objęty był klauzulą infrastruktury drogowo-mostowej na każde i wszystkie zdarzenia na kwotę 3 mln zł. Obecna edycja, na lata 2016–2018, obejmuje już całą infrastrukturę drogowo-mostową, ubezpieczoną do jej pełnej wartości (w tym most Łazienkowski). Suma ubezpieczenia całej zadeklarowanej przez miasto infrastruktury drogowo-mostowej wynosi niemal 8,2 mld zł.

Na ogólną kwotę 3 mln zł ubezpieczone są już tylko mniej istotne obiekty.

Choć coraz więcej miast zdaje sobie sprawę, że lepiej dmuchać na zimne, niż gasić pożar, nie wszyscy decydują się na zakup polisy.

– Do tej pory nie mamy tego typu ubezpieczenia. Będziemy uważnie obserwować rynek ubezpieczeniowy i jeśli taka oferta się pojawi, rozważymy ją – mówi krótko Anna Strzelczyk-Frydrych z Urzędu Miasta Bydgoszczy.

Olsztyn tłumaczy swoją decyzję względami finansowymi.

– Dotychczasowe doświadczenia związane z wystąpieniem szkód polegających na uszkodzeniu mostów i wiaduktów innych niż zużycie i szkody eksploatacyjne nie uzasadniały wydatkowania dodatkowych składek na ubezpieczenie – tłumaczy Patryk Pulikowski z urzędu miasta.

Jak dodaje, po zabezpieczeniu najbardziej newralgicznych, narażonych na częste szkody elementów, takich jak przystanki, biletomaty i same tramwaje, kwestia ubezpieczenia strategicznych obiektów infrastrukturalnych jest „przedmiotem analizy odpowiednich jednostek i komórek urzędu miasta”. Na razie jednak nie zanosi się na zmianę strategii. Zwłaszcza że w związku z powrotem tramwajów na ulice Olsztyna miasto prowadziło intensywne, warte prawie pół miliarda złotych (z czego 80 proc. to dotacje unijne) inwestycje infrastrukturalne, polegające na budowie nowych dróg i torowisk.

Problemy z ubezpieczeniem mają też Katowice, choć – jak twierdzą urzędnicy – wynika to bardziej z uwarunkowań rynkowych i specyfiki miasta niż z braku środków.

– Jednym z głównych ryzyk, jakie występuje na terenie miasta, są szkody górnicze, które standardowo są wyłączone spod ochrony na rynku ubezpieczeniowym – wyjaśnia Joanna Górska z katowickiego magistratu. Dlatego obecnie do wysokości sum ubezpieczenia w pełnym zakresie ryzyk typu all risk (w tym klęsk żywiołowych) ochroną objęty jest tunel pod rondem, stanowiący największy z obiektów miejskich tego rodzaju. ⒸⓅ

>>> Czytaj też: Paradoks rynku pracy. Niskie bezrobocie, ale też plaga wakatów