Brytyjski rząd wymaga, by około 8 tys. firm zatrudniających powyżej 250 pracowników ujawniło różnice w poziomie wynagrodzeń oraz bonusów pomiędzy przedstawicielstwem obu płci. Kierownictwo firm analizuje więc arkusze kalkulacyjne by sprawdzić, z jak dużymi dysproporcjami mają do czynienia.

Zasady obligujące firmy do transparentności we wspomnianym zakresie zostały zaproponowane jeszcze przez gabinet Davida Camerona. Również nowa premier Teresa May od początku kadencji za jedno z kluczowych wyzwań swojego gabinetu uznała walkę z jawną dyskryminacją kobiet w pracy.

Kobiety zarabiają na Wyspach średnio 19,1 proc. mniej niż mężczyźni – wynika z rządowego raportu przygotowanego w zeszłym roku. W przemyśle różnica jest znacznie większa i sięga 40 proc. W wielu państwach UE dysproporcje w poziomie wynagrodzeń pomiędzy oboma płciami są nawet wyższe. Przykładowo, w Estonii wynoszą one 30 proc., w Austrii – 23,4 proc., z kolei w Niemczech 22,4 proc. Średnia dla całej Wspólnoty to 16,4 proc. Znacznie poniżej tej wartości plasują się dane dla Polski – nad Wisłą kobiety otrzymują jedynie o 6,4 proc. mniej pieniędzy od kolegów.

Dyrektor generalna grupy lobbystycznej Confederation of British Industry Carolyn Fairbairn ostrzegła rząd przed „nazywaniem i zawstydzaniem” firm, jednak Wielka Brytania postanowiła podążyć śladem Francji oraz Austrii i zobligować firmy do ujawnienia zarobkowych dysproporcji.

Brytyjskie firmy nie mają obowiązku prezentowania wyników audytów do kwietnia 2018 roku, jednak wcześniej muszą zgłaszać wypłacane po kwietniu 2016 roku premie, a w ktym samym miesiącu 2017 roku przedstawić ogólne informacje na temat struktury wynagrodzeń. Rząd chce poznać także statystyki mówiące o liczbie kobiet znajdujących się w każdym z czterech przedziałów wynagrodzeń.

Problemem dla firm może się okazać nie tyle dysproporcja w wysokości wynagrodzenia kobiet i mężczyzn piastujących takie samo stanowisko, ale różnica w liczbie kobiet i mężczyzn na poszczególnych szczeblach korporacyjnej hierarchii.

>>> Polecamy: Zagrożone 127 mld złotych. Regiony stracą fundusze unijne?