By pozbyć się z własnej działki np. dębu, nie trzeba będzie mieć na to pozwolenia z gminy, o ile jego usunięcie nie będzie związane z prowadzeniem firmy.

Tak wynika z najnowszej wersji projektu nowelizacji ustawy o ochronie przyrody, do którego dotarł DGP. – Ludzi irytuje to, że muszą pytać o zgodę na wyrąb rośliny, którą sami zasadzili. To niepotrzebne i tylko zaogniało atmosferę – komentuje propozycję Ministerstwa Środowiska Aneta Rogucka z wydziału gospodarki komunalnej i kształtowania w Urzędzie Miasta Jarosławia.

Wtóruje jej dr Krzysztof Wąsowski z Instytutu Nauk Prawno-Administracyjnych Uniwersytetu Warszawskiego. – To krok w dobrym kierunku. Obecny wymóg uzyskania zezwolenia ograniczał prawo do korzystania z własnych nieruchomości – stwierdza.

Radni zdecydują

Pierwotnie resort środowiska proponował, aby wykreślić z ustawy zasady ubiegania się o zezwolenie i wszystkie decyzje w tym zakresie przekazać gminom. Samorządy miały też same określać opłaty za wycinkę oraz kary, jeśli wyrąb był nielegalny. MŚ po części wycofało się z tego pomysłu. W nowo opracowanym projekcie określiło przypadki, kiedy zezwolenie nie będzie potrzebne (patrz: infografika).

Ponadto rada gminy będzie mogła podjąć decyzje, czy w innych przypadkach na jej terenie trzeba będzie występować o pozwolenie na wycinkę (patrz: infografika). Np. będzie mogła zwolnić przedsiębiorców z obowiązku ubiegania się o zgodę na wyrąb. – Radni będą mogli wybrać spośród enumeratywnie wybranych, różnorodnych i elastycznych przypadków wskazanych w ustawie, kiedy zezwolenie nie będzie potrzebne. Jeżeli zdecydują się na wszystkie, będzie to oznaczało nawet całkowite zniesienie tego obowiązku na terenie gminy – wyjaśnia resort.

>>> Czytaj też: Ekowyłudzacze, czyli jak zbić fortunę na walce o ochronę przyrody

Jednak wariant, w którym rada zupełnie zrezygnuje z pozwoleń, a co za tym idzie – możliwości nakładania opłat i kar, jest mało realny. Wprowadzając tego typu rozwiązanie, równocześnie pozbędzie się wpływów do budżetu – roczne przychody z tego tytułu wynoszą obecnie ok. 170 mln zł.

– Każda jednostka będzie musiała sama określić, co jest dla niej bardziej opłacalne: czy utrzymanie procedury związanej z wydawaniem zezwoleń, czy zyski z tego tytułu. Każda gminna jest inna, to, jaka decyzja będzie podjęta, zapewne będzie zależało m.in. od poziomu zadrzewień na jej terenie. Dlatego dobrze, że samorządy same będą mogły podejmować te decyzje, a nie z góry wymagać ubiegania się o zgodę – uważa Paweł Tomczak ze Związku Gmin Wiejskich RP.

Niższe kary

Jeżeli rada gminy nie zrezygnuje z zezwoleń na wyrąb, będzie mogła określić wysokość opłat za nie. Z tym że projekt ustawy wskaże ich maksymalny pułap. Np. w przypadku drzew o obwodzie pnia od 51 do 100 cm wyniesie ona nie więcej niż 300 zł za jeden centymetr. Są one znacznie niższe niż te, które wynikają z obecnie obowiązującej ustawy (maksymalnie 656,2 zł za centymetr drzewa o obwodzie od 51 do 100 cm).

Zmianie ulegnie też wysokość kar za wycięcie drzewa bez wymaganego zezwolenia. Nie będzie to już dwukrotność opłaty, jak obecnie. Wedle projektu sankcja będzie ustalana poprzez zsumowanie ceny za usunięcie drzewa lub krzewu i opłaty dodatkowej w wysokości od 5 tys. do 50 tys. zł. Po zmianie przepisów dopłata dodatkowa będzie niższa, jeżeli drzewo zostało zniszczone tylko w obrębie korony drzewa – w takim przypadku wyniesie ona od 500 zł do 5 tys. zł. Przy ustalaniu wysokości sankcji rada gminy uwzględni rodzaj naruszenia, wartość przyrodniczą, społeczno-kulturową, walory krajobrazowe oraz lokalizację drzewa lub krzewu, a także okoliczności czynu. Jeżeli ustalenie obwodu lub gatunku usuniętego lub zniszczonego drzewa będzie niemożliwe z powodu wykarczowania go i braku kłody, dane do wyliczenia sankcji gmina ustali na podstawie informacji zebranych w toku postępowania administracyjnego, powiększając ją o 50 proc.

Jak gminy oceniają to, że resort zrezygnował z całkowitego powierzenia im decyzji w sprawie ubiegania się o zezwolenia? – Dobrze, że naszkicowano ramy prawne, jednocześnie pozostawiając samorządom decyzyjność – mów Aneta Rogucka. – To pozwoli ograniczyć zarzuty o uznaniowość – dodaje.

Propozycją resortu oburzeni są za to ekolodzy. – To błąd. Dopóki w społeczeństwie nie będzie wystarczającej świadomości o tym, jaką wartość mają drzewa, dopóty mieszkańcy będą wycinać stuletnie dęby na opał albo dlatego, że przeszkadzają im spadające liście – mówi stanowczo Barbara Stępień, prezes Polskiego Stowarzyszenia Chirurgów Drzew.

Nowelizacja ma wejść w życie 6 miesięcy od dnia ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

>>> Czytaj też: Zmiany klimatu uderzają w gospodarkę. Biznes rozwiąże globalne problemy?