Trzeba przy tym dodać, że zarówno charakterystyczne dla tej części świata kilkumetrowe kawalerki, jak i lokale z wyższej półki potrafią kosztować nawet kilka razy więcej.
Liczba ta uwzględnia już kilkuprocentową przecenę, do jakiej doszło w ostatnim roku. Spadki cen nie powinny być jednak w najbliższym czasie kontynuowane – przewiduje inna firma - Knight Frank.

Hongkoński rynek jest na tyle ciekawy, że pomimo poważnego zagrożenia wzrostem stóp procentowych i wzrost liczby rozpoczynanych inwestycji, kupujący zgłaszają duży popyt na mieszkania. Przekracza on możliwości lokalnych deweloperów, którzy nie mają zbyt wielu działek do zabudowania. I tak na przykład portal propertywire.com pokazuje przykłady dwóch nowych inwestycji, których sprzedaż rozpoczęła się we wrześniu br. W jednej z nich około 520 lokali z 545 sprzedano w ciągu tygodnia, a inny projekt z 857 mieszkaniami wyprzedano w miesiąc. Przykłady te potwierdzają, że deweloperzy, a raczej lokalne władze planistyczne nie nadążają za potrzebami nabywców. Skutkuje to zażartymi walkami podczas licytacji działek i sprzyja jednym z najwyższych wycen mieszkań na świecie.

Dla porządku należy dodać, że w zestawieniu przygotowanym przez CBRE zabrakło Monako. W tym niewielkim europejskim państwie, które przy okazji jest też rajem podatkowym, za metr lokalu trzeba płacić nawet równowartość 150-200 tys. zł. Za takie pieniądze w każdym polskim mieście można kupić samodzielne mieszkanie. Warto przypomnieć, że nawet w relatywnie drogiej, jak na rodzime warunki, Warszawie za metr używanego lokum trzeba zapłacić 7,2 tys. zł – wynika ze wstępnych danych zebranych przez NBP za II kw. br.

Kolejne miejsca na mapie najdroższych lokalizacji przypadły w udziale Singapurowi, Nowemu Jorkowi, Londynowi, czy Paryżowi. Średnio za metr lokalu trzeba w nich zapłacić od 23 do 39 tys. zł.

>>> Czytaj też: W największych miastach przybędzie pustych biur