Od nowego roku zacznie obowiązywać ustawa uszczelniająca przepisy dotyczące zasad zatrzymywania prawa jazdy. Zgodnie z projektem nowelizacji ustawy o kierujących pojazdami, do którego dotarł DGP, podstawą do wydania przez starostę decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym o 50 km/h będzie informacja o tym fakcie przekazana przez policję lub Główny Inspektorat Transportu Drogowego. Dziś upoważnieniem do zatrzymania prawa jazdy na trzy miesiące jest informacja... o zatrzymaniu dokumentu.

W związku z tym kierowcy, który nie ma przy sobie prawa jazdy (niezależnie od tego, czy naprawdę zapomniał dokumentu, czy też skłamał, że nie ma go przy sobie), grożą jedynie mandat za przekroczenie prędkości, punkty karne oraz grzywna za brak dokumentu. Uniknie za to zatrzymania prawa jazdy. Takie brzmienie przepisów powoduje, że prawa jazdy nie są też zatrzymywane kierowcom, jeśli przekroczenie o 50 km/h zostało zarejestrowane przez fotoradar. Siłą rzeczy w takich przypadkach również nie dochodzi do zatrzymania dokumentu. Nowe przepisy oznaczają koniec tej patologii.

Koniec z cwaniactwem

– Najwyższy czas wyeliminować lukę, bo kierowcy już dawno nauczyli się ją wykorzystywać – komentuje prof. Ryszard Stefański z Uczelni Łazarskiego, który obowiązujące przepisy określił mianem legislacyjnej kompromitacji. Cieszą się też policjanci, którzy choć oficjalnie mają zakaz komentowania projektów legislacyjnych, po cichu przyznają, że od dawna czekali na naprawę przepisów.

– Nareszcie skończy się cwaniactwo. Kierowcy złapani na znacznym przekroczeniu prędkości, którzy dziś myślą, że nie pokazując prawa jazdy, przechytrzą policję, mocno się zdziwią. Nawet jeśli prawo jazdy nie zostało odebrane, to informacja o przekroczeniu prędkości jest w naszym systemie. Kolejne wykroczenia popełniane przez taką osobę są już ścigane z maksymalną surowością, bez taryfy ulgowej – mówi anonimowo jeden z mundurowych.

Nowe przepisy spowodują także, że groźniejsze staną się fotoradary. Od 1 stycznia 2017 r. obsługujące urządzenia Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym w GITD znowu będzie kierowało do starostw wnioski o zatrzymanie prawa jazdy, jeśli urządzenie zarejestruje przekroczenie prędkości o więcej niż 50 km/h. A starostwa będą miały obowiązek je realizować.

Warto przypomnieć, że starosta, wydając decyzję o zatrzymaniu prawa jazdy, jednocześnie zobowiązuje kierującego do jego zwrotu. Dopóki kierowca tego nie zrobi, nie biegnie trzymiesięczny termin. Jednocześnie ponowne kierowanie pojazdem po wydaniu decyzji o zatrzymaniu prawa jazdy (nawet jeśli kierowca nie zechce oddać dokumentu) powoduje przedłużenie zatrzymania prawa jazdy do pół roku. Jeśli mimo to kierowca nadal będzie wsiadał za kierownicę, wtedy utraci uprawnienia na stałe. A jazda pomimo cofniętych uprawnień już dziś stanowi przestępstwo, za które grozi kara do dwóch lat pozbawienia wolności.

Wszystko przez CEPiK

Inna sprawa, że gdyby tej i poprzedniej ekipie rządzącej udało się wdrożyć Centralną Ewidencję Pojazdów i Kierowców (CEPiK 2.0) na czas, wówczas uniknięcie odpowiedzialności metodą na brak prawa jazdy byłoby niemożliwe.

Kuriozalne przepisy, zgodnie z którymi zatrzymanie dokumentu zależy od tego, kto ujawnił popełnienie wykroczenia (GITD czy policja) lub czy kierowca oddał dokument na drodze, czy nie, wynikają z przepisów przejściowych. Miały one obowiązywać do czasu uruchomienia nowego CEPiK, czyli pierwotnie do 4 stycznia 2016. Z uwagi na piętrzące się problemy ze startem tego gigantycznego systemu termin przesunięto na 1 stycznia 2017. Wówczas jednak nikt nie pokusił się o to, by uszczelnić przepisy o 50 km/h plus. Dopiero obecna nowelizacja ustawy o kierujących pojazdami, w której termin wdrożenia CEPiK ponownie przesunięto (tym razem na 4 czerwca 2018 r.), rozwiązuje ten problem.

Nowelizacja oznacza też, że dopiero od 4 czerwca 2018 r. wejdą w życie przepisy dotyczące młodych kierowców (posiadających prawo jazdy krócej niż dwa lata). Przewidują one m.in. konieczność odbycia (między czwartym a ósmym miesiącem od otrzymania uprawnień) dodatkowego szkolenia, oznakowania auta naklejką z zielonym listkiem, stosowania się do niższych limitów prędkości (50 km/h w terenie zabudowanym, 80 km/h poza nim i 100 km/h na drogach szybkiego ruchu). Co więcej, wystarczą tylko dwa wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji, by okres próbny dla młodego kierowcy został przedłużony o kolejne dwa lata. Projekt niebawem trafi do konsultacji. Ustawa musi zostać uchwalona jeszcze przed końcem roku. ⒸⓅ