Nie zajmuję się plotkami i spekulacjami, tylko zarządzaniem Tauronem, a to duże wyzwanie. W kompetencjach rad nadzorczych jest dobór odpowiednich menedżerów.
Ja nie jestem politykiem, lecz profesjonalnym menedżerem. Nigdy nie należałem do żadnej partii, chociaż nie kryję konserwatywnych poglądów, a praca dla Polski jest dla mnie wielkim zaszczytem. W sektorze energetycznym pracuję 16 lat, byłem na różnych stanowiskach, w różnych firmach, w tym m.in. dla międzynarodowej korporacji z Finlandii (Fortum – red.). Karierę rozpocząłem prowadząc własną działalność gospodarczą i doradzając w dużych projektach w sektorze ciepłowniczym i infrastrukturalnym. Pracowałem też w „pierwszym Tauronie” i miałem zaszczyt tworzyć tę grupę w ramach programu konsolidacji energetyki w latach 2005-2007. Nie czuję się „podczepiony” politycznie.
To prawda, ale to zasługa niekorzystanych warunków w otoczeniu oraz fatalnej polityki inwestycyjnej poprzedników. Poziom zadłużenia i pogarszająca się sytuacja rynkowa, m.in. niskie ceny energii elektrycznej i potencjalne koszty związane z emisją dwutlenku węgla powodują, że jest wciąż realne ryzyko przekroczenia kowenantów (klauzul zobowiązujących do spełnienia określonych warunków emisji – przyp.red.). A to wiąże się z koniecznymi cięciami kosztów, dotyczy to także nakładów na inwestycje. W Tauronie nie zastanawiamy się teraz jak wydawać pieniądze, tylko jak spółkę wyprowadzić i utrzymać na prostej.
Jeden ze sposobów to dotychczasowy, czyli emisja obligacji, ale tu przeszkadzają nam owe kowenanty bankowe. Pracujemy więc nad emisją obligacji hybrydowych i mamy nadzieję, że uda się nam skutecznie zrealizować program emisji obligacji wspólnie z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym. Środki z niej byłyby przeznaczone na rozwój sieci dystrybucyjnej. W naszym programie inwestycyjnym do 2020 r. zakładamy wydatki w wysokości 18 mld zł, przy czym ponad połowa tej kwoty, 9,5 mld zł, ma być przeznaczona właśnie na rozwój dystrybucji. To wpisuje się w cele Komisji Europejskiej w zakresie energetyki, dlatego właśnie mamy szansę na pozyskanie środków z EBI. Chodzi o ponad 800 mln zł. Myślę, że sytuacja wyjaśni się już w grudniu. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem będziemy jednym z pierwszych podmiotów w Europie, który skorzysta z tego mechanizmu.
Musimy częściowo odciążyć naszą grupę z finansowania tego projektu, ale zakładamy, że to kluczowy blok energetyczny eksploatowany przez Tauron, tyle że w innej strukturze finansowej. W tym roku chcemy przygotować całą procedurę – wybrać doradcę, przygotować oferty dla inwestorów. W pierwszej połowie 2017 r. chcemy wyłonić ostatecznie partnera dla Jaworzna.
To kolejny element, który istotnie nas dotyczy. W Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju przygotowanej przez Resort Rozwoju mamy zapisy o modernizacji energetyki z wykorzystaniem polskich technologii, co wpisuje się w tematykę rozwoju polskiego przemysłu. My takich bloków „dwusetek” posiadamy dziesięć. One nie będą mogły pracować po roku 2022, jeśli nie spełnią unijnych wymogów i nie przejdą odpowiednich modernizacji. W związku z tym to duże wyzwanie. Pytanie jak to sfinansować i czy będzie to projekt rentowny. By tak się stało, potrzebny jest rynek mocy, nad którego stworzeniem pracuje rząd.
Mam w końcu dobrą wiadomość. Tauron Wydobycie wraz z Brzeszczami uzyskał wreszcie dodatni wynik EBITDA ok. 30 mln zł. Udało nam się pokazać, że produkcja węgla w naszej spółce może być rentowna. Sukcesywnie wdrażany program inwestycyjny i restrukturyzacja przynoszą efekty. Jesteśmy w stanie wyjść na plus, choć oczywiście ten rok Tauron Wydobycie i Brzeszcze skończą - zgodnie z przewidywaniami na minusie.
Na dzisiaj to Tauron zastanawia się, jak ustabilizować swoją sytuację finansową. W planie awaryjnym raczej możemy rozważać nawet zbycie niektórych aktywów, m.in. wiatrowych, gdyby sytuacja była jeszcze trudniejsza. Dlatego dzisiaj nie ma możliwości ani planów nabywania kolejnych kopalń.
